Matka, cz. 49

 


Matka, cz. 48


Matka, cz. 46


Matka, cz. 47


Matka, cz. 45


Matka, cz. 44


Matka, cz. 43


Matka, cz. 41


Matka, cz. 42


Matka, cz. 37


Matka, cz. 39


Matka, cz. 40


Matka, cz. 38


 

Matka, cz. 27


Matka, cz. 28


Matka, cz. 29


Matka, cz. 30


Matka, cz. 23


Matka, cz. 24


Matka, cz. 26


Matka, cz. 25

 


Matka, cz. 22


Matka, cz. 18

 


Matka, cz. 19


Matka, cz. 21


Matka, cz. 20


Matka, cz. 17


Matka, cz. 16


Do M. Eleonory Motylowskiej (10)

(Zakroczym, 1889)

Prawda, że Cię Bóg doświadcza ciężko, ale gdybyś wiedziała, ile przez to ściągasz błogosławieństw na twoje prace i ile odbierasz twym dzieciom ich ciężkości przez tę całkowitą ofiarę wyniszczenia siebie, to byś prosiła Boga nie tylko, że jeżeli nie może być inaczej, niech się dzieje Jego wola, ale wołałabyś (żeby) jeszcze więcej Ci Bóg tych cierpień dodawał. Byłoby zarozumiałością, żebyś sądziła, że możesz odpokutować choćby za jeden grzech swą pokutą, lepiej dla Ciebie w pokorze ducha ofiarować nieskończone zadośćuczynienie twego niebieskiego Oblubieńca. Zresztą stan twojej duszy znoszony ochotnie jest najmilszą Bogu pokutą. O grzechy twoje nie miej żadnej obawy. Od chwili, jakeś się całkowicie Bogu oddała, wszystkie Ci są odpuszczone zupełnie. Z pociągu do świata śmiej się. Ufaj Bogu, że gdy Mu się podobało w tym chwałę swoją okazać, aby przez tak słabe narzędzie spełniał tak wielkie dzieło, to już Jego w tym interes, aby Was strzegł od wszelkiego niebezpieczeństwa.
Nie wiem, co P. Bóg z Wami zamyśla i czy zechce na Was dopuścić to samo, co na apostołów, iżby się owce rozproszyły na jakiś czas, ale to wiem, że Was nigdy nie opuści i nie zostawi bez opieki. Jeżeli się dotąd nie nauczyłaś ufać Opatrzności Jego, to Cię P. Bóg nieraz jeszcze zawstydzi. Po co tak często wracasz do świata i w tył się oglądasz? Kto wie, czy to nie kara za to – to wszystko, co wewnątrz przechodzisz. Choćby się twoje domostwo paliło jak Sodoma, to nie powinnaś obracać się, skoro Ci zakazano, jak żonie Lota. (-)

Do M. Eleonory Motylowskiej (9)

(Zakroczym, 1889)

Trzeba Ci – jak widzę – często powtarzać te słowa, które Pan Jezus do św. Ojca Franciszka mówił w podobnym razie: Człowieku, czego ty się frasujesz o to, jak by to twoje było dzieło i jak by tak wiele zależało w nim od ciebie. Obrałem cię dlatego słabego i nieumiejętnego, aby się jawniej pokazało, że to jest moje dzieło. Św. Franciszek także był słabym, także był czas, że musiał odróżniać się od innych, widać Bóg chce twego upokorzenia więcej jak umartwienia.
Ilość osób także nie stanowi, bo się wyrobią gruntownie, to lepiej, jak od małej liczby się zaczyna; i w tym są zamiary Opatrzności Bożej. Doświadczenie pokazuje, że się osoby dostatecznie wyrabiają i bardzo przywiązują, i przejmują duchem swego powołania, i są bardzo wierne. Więc i w tym trzeba tyle rachować na środki ludzkie, Bóg dopełnia tego, co niedołęstwu twemu brakuje. Choć do spowiedzi nie chodzisz, to Komunii świętej nie powinnaś opuszczać, choćby i do trzech tygodni się przeciągnęło. (-)

Do M. Eleonory Motylowskiej (8)

(Zakroczym, 1888)

(-)
Ja zawsze pamiętam na te słowa św. Hieronima, że w zakonach tak zwykle bywa. Przychodzą księżniczki i z zapałem szorują podłogi itp., a sługa zawsze nos do góry zadziera, mówiąc: „Czemu ze mną się tak nie obchodzą jak z tą hrabianką, dlatego żem uboga?”. To jest, że w nich mało jest szlachetności i rzadki duch poświęcenia. Dlatego za granicą mają tę zasadę, że sług nigdy nie przyjmują. Boję się, napisawszy to, żebyś zanadto do tego zdania nie przyległa, bo wy macie dar rzeczy niepodobne czynić, jak się pokazuje na niektórych sługach. Ja cofam moje zdanie poprzednio dane co do tego drugiego chóru, bo widzę w tym trudności, ale zawsze jestem za wychowywaniem sług w zakonie. (-)
Boże, błogosław.

Do M. Eleonory Motylowskiej (7)

(Zakroczym, 1888)

(-) Nie zazdrość nikomu prac i zasług, bo nie wiem, czy was kto w tym przewyższa. Stosunkowo z pewnością najwięcej ich macie. (-)
Dobrze, że większą swobodę zostawiasz siostrom w mowie dla ich poznania, pokierowania. Żywot św. Jana trudno teraz odnaleźć. Z św. Alfonsa można bezpiecznie o ubóstwie czytać, z Rodrygeza nie mam czasu do przejrzenia, ale zawsze w tym jest różnica, że wasze ubóstwo zależy głównie od zależności, że nic nie wolno samowolnie. Jakby rzecz była wartająca z parę rubli i było samowolnie, tj. przeciw woli przełożonych dane, ukryte, pożyczone itp., byłby ciężki grzech dla tych, które ślubowały ubóstwo; w mniejszej ilości – grzech powszedni, a gdy coś dla wygodniejszego (życia) się używa lub z pewnym upodobaniem itp., jest winą. Nakłanianie do opuszczenia rodziny u was jest względne, trzeba wszystko brać pod uwagę i czasy teraźniejsze, i wasze położenie, i charaktery osób. W razie zapomnienia pokuty trzeba taką odprawić, jak się zdaje, że była zadana, lub jak zwykle bywa zadawana. (-)
Boże, błogosław.

Do M. Eleonory Motylowskiej (6)

(Zakroczym, 1889)

Jakże mnie pocieszył twój list, a raczej ta zmiana pokus. Bo póki chodzi o rodzaj życia, to mnie krępuje pewna nieśmiałość – czuję, że wtedy muszę wiele wziąć na siebie, obawiam się zarzutu, że za wielkich rzeczy wymagam, że narzucam rzeczy nad siły, że kładę jarzmo, którego sam nie próbowałem itp., ale gdy chodzi o powołanie, to już wtedy śmiało wystąpić mogę i mam za sobą 40 lat doświadczenia, jakiego – myślę, że – żaden ksiądz na całym świecie nie ma i nie mógł mieć. Otóż w imieniu P. Jezusa Cię zaręczam, że je masz i bardzo wielkie masz, i że te same trudności, jakich doznajesz, są tego dowodem, bo na takie trudności i próby wystawia Bóg tylko te dusze, które za kamień węgielny budowy używa. Św. Franciszka 45 lat takich rzeczy doznawała, a i św. O. Franciszek ileż razy musiał i w ogień wskakiwać, i w cierniach lub w śniegu się tarzać. Ileż razy przed samym P. Jezusem płakał na braci niewiernych i jakby wątpił o swym powołaniu i musiał być przez samego Boga uspokajanym. Wszystkie twoje niepokoje są bezzasadne. Bóg dopuszcza, że Ci szatan zasłania to wszystko dobre, co w sobie z jego daru masz i z Jego daru robisz, a rzuca Ci w oczy tylko same niedoskonałości – on dla przyprowadzenia Cię do rozpaczy, a Bóg dla oczyszczenia twego. Dobrze robisz, że naśladujesz P. Jezusa w Ogrójcu, który ze łzami i jękami podobne słowa powtarzał. O, jakże miła Bogu jest twoja walka, ileż ona ściąga łask i błogosławieństw nie tylko na twą duszę, ale na całą trzódkę powierzoną twej pieczy. Wtedy jesteś więcej dla nich matką, niż gdy je nauczasz, bo rodzisz w boleściach, jak Matka Boża pod krzyżem. (-)

Boże, pociesz, utwierdzaj, błogosław