G. Bartoszewski: Rekolekcje z bł. Honoratem (15)

DZIEŃ PIĘTNASTY

Matka Kościoła - Kościół Matką

Zbawiciel nasz przychodząc na świat zaraz w pieiwszej chwili objawienia się swego przyodział się takimi cechami, które byty jakby streszczeniem wszystkich zasad Ewangelii świętej i z których można już było wnioskować, jaką to naukę przeciwną zasadom pogańskim miał On kiedyś głosić na świecie. Tam już zajaśniała ewangeliczna pokora, ewangeliczne ubóstwo, ewangeliczna pogarda świata, zaparcie się siebie i pokuta [...].
Słusznie przeto Kościół Święty wzywa ciągle swych wiernych, aby coraz więcej i coraz lepiej odradzali się w dudni na wzór Dzieciątka Jezus, aby ten obraz coraz bardziej w nich się doskonalił.

Lecz jest jeszcze inna Święta Matka w Kościele, która rodzi i wychowuje same wybrane dzieci, to jest dusze poświęcone Bogu, dążące do doskonałości chrześcijańskiej, jest to Zakon Święty (Pisma, L 12, s. 153-154).

W ostatnim dniu rekolekcyjnego zamyślenia, już po odbyciu spowiedzi generalnej po spisaniu przemyślanych postanowień do Notatnika duchowego, ojciec Honorat jeszcze mocniej uświadomił sobie w bielańskiej samotni konieczność życia we wspólnocie, w zbiorowości. Łaciński rzeczownik ecclesia jest zlatynizowanicm greckiego ekklesia oznaczającym „zgromadzenie, zebranie, stowarzyszenie". Polski wyraz kościół - zatrzymał swoją myśl ojciec Honorat - to przecież nawiązanie do łacińskiego castelluni - zamek, budynek obronny. Polacy używają wiciu określeń - kościół jako budowla i Kościół jako społeczność wiernych ochrzczonych, wspólnota wyznawców będąca „Mistycznym Ciałem Chrystusa", który w osobie Piotra ma widzialną głowę Kościoła.

Architekt z wykształcenia nie byt zainteresowany budownictwem kościelnym... Wiele kościołów w tzw. Królestwie Polskim nic miało duszpasterzy, gdyż zamknięte zostały seminaria. Ojciec Honorat przeczuwał, że zaborca spotęguje w odpowiednim czasie dotkliwe represje wobec rzymskich katolików. Maja oni bowiem swą „stolice" w Rzymie, co ulatwi ucisk ze strony cara, który pełnil również funkcje głowy Kościoła Prawosławnego. Po upadku powstania styczniowego zamknięto klasztory w Królestwie Polskim, tym samym zamknięto przy klasztorne kościoły. Katolicy polscy zostali pozbawieni zorganizowanej opieki religijnej, a zrzeszanie się niedzielno-świateczne wiernych w wielu miejscach było wręcz niemożliwe.

Błogosławiony Honorat był szczególnie wyczulony na obronę „fundamentów Kościoła", jego niewidzialnej istoty w sytuacji zorganizowanej walki z widzialną hierarchia Kościoła.
Adam Mickiewicz z emigracji pisał swój słynny wiersz Do Matki Polki, a posłannictwo macierzyństwa rozwinął w swych Księgach narodu i pielgrzymstwa polskiego.

Do wyobraźni bł. Honorata przemawiało w sposób szczególny, jak to widzieliśmy w poprzednich rozważaniach, słowo matka.
Walka o niepodległość polityczną i niepodległość ducha była walka o przetrwanie, o życie... A życie daje Matka, ona je pielęgnuje, karmi, czuwa w chwilach niebezpiecznych.
Potrzeba utrzymania przy życiu Ojczyzny-Matki wymagała szerokiego uświadomienia społecznego, że Kościół w Polsce jest matką. Ale Kościół jako zgromadzenie społeczności. Mistyczne Ciało Chrystusa, a nie kościół - budowla. Stad ukryte wspólnoty miaiy w ostatecznym wymiarze pełnić role rodzicielek duchowych wartości katolickich, ich czułych opiekunek. Błogosławiony Honorat spoglądał dalej i głębiej. Bardziej niepokoił go stan Kościoła „mistycznego" niż zamknięte drzwi świątyń polskich w zaborze rosyjskim. Budowle można odnowić lub zbudować na nowo. Trudniej o „żywe kamienie" świątyni ducha, które trzeba zawsze urodzić, wychować i wykształcić.

Błogosławiony kapucyn znal dobrze zamiary okupanta, potrafil też rozszyfrować strategie zaborcy, który wiedział o ścisłych związkach katolicyzmu z etosem polskim. Ojciec Honorat doceniał wysiłki i troski wieszczów narodowych, którzy na wiele głosów rozpisywali swe patriotyczne strofy, nakłaniając do umiłowania Ojczyzny.

Z przypomnianych po kieskach powstańczych wersetów o Matce-Ojczyźnie, wpisanych przez kaznodzieję królewskiego Zygmuta III Wazy, Piotra Skargę do jego słynnych ..Kazań sejmowych", biła silą duchowej energii. Najszczytniejszym znakiem, alegorią patriotyzmu była upersonifikowana postać Ojczyzny-Matki plączącej nad niewdzięcznymi dziećmi. Do załamanych rodaków dotarły już wiersze Adama Mickiewicza o Matce Polce, która boleje nad swoimi męczonymi w niewoli dziećmi.

Również do wyobraźni ojca Honorata symbol Matki Polki przemówił w sposób szczególny. Zawsze wspominał o specjalnej roli swej matki ziemskiej, która wespół z Matką Chrystusa „narodziły" go do świętości życia. Walka o niepodległość Polski była walka o życie. A życie daje matka.

Potrzeba utrzymania przy życiu Ojczyzny-Matki wymagała duchowego, religijnego wsparcia. Wsparciem była idea Kościóła-Matki, którą w szczególny sposób zgłębiał błogosławiony Honorat, Te ideę wpisał w podstawy teologiczne zakładanych wspólnot. Ukryte jego zgromadzenia miały pielęgnować macierzyńskie pierwiastki Kościoła. W sytuacji uderzenia w katolicka hierarchię polska miały pielęgnować chrześcijańskiego ducha i przestrzegać katolickich zasad życia moralnego. Każde zgromadzenie ukryte miało powoływać do życia chrześcijańskiego ideały poświęcenia, miłości i ofiary. Kościół mistyczny. Kościół ukryły w Rzeczypospolitej pod zaborami miał być Matką dla swoich wiernych. Matka odczuwalna. Matka autentyczna.

Szczególnym sprawdzianem idei macierzyńskiej Kościoła był eksponowany przez ojca Honorata - niezbyt jeszcze wówczas znany wśród wiernych - kult Maryi jako Matki Kościoła.
W swoim szeroko zakrojonym dziele Powieść nad powieściami pisał ojciec Honorat: „Maryja jest Matką naszą, bo porodziła Boga Wcielonego, który przywrócił życie nadprzyrodzone duszom naszym, jak sam powiedział: «Jam przyszedł na świat, aby życie mialy». Więc jeżeli Ewę nazywamy matką wszystkich ludzi, bo z niej urodziliśmy się w porządku cielesnym, daleko bardziej powinniśmy nazywać Maryję matką żyjących duchem [...). Jest wiec Maryja Matka nasza rodzona według życia laski; jest Matką powszechną całego Kościoła, jest Matką naszą duchową według nauki, jest Matka chrzestną z powodu łask sakramentalnych, jest Matka nasza łaskawą dla wielkich dobrodziejstw, jest wreszcie Matką naszą niebieska" (Pp, t. IV, s. 402-403).

Prawdę Maryi jako Matki Kościoła konkretyzował o. Honorat w sposób niezwykle prosty, choć bardzo głęboki: „I chociaż sama Maryja nic jest dla nas wszystkim - pisał we wspomnianym dziele - ale można powiedzieć, że wszystko nam zapewnia, zapewniając nam Jezusa, a zatem i Ojca, do którego nikt nie przychodzi, ani może Mu służyć, jak tylko przez Niego. Macierzyństwo Maryi względem Kościoła jest równie prawdziwe i rzeczywiste, jak boskie Jej Macierzyństwo. Maryja jest Matką Kościoła więcej niż wszyscy Apostołowie, więcej niż wszyscy, ilu ich jest i będzie ojców, doktorów i kapłanów. Matka to można i troskliwa, czuła, litościwa i łaskawa, miłosierna i nieledwie boska, tak dalece mieszka w Niej miłość Boga samego, przez którą Stwórca miłuje nas, karmi, wychowuje i wiedzie do zbawienia" (Pp, t. IV, s. 285).
Nic dziwimy się, że wszystkie jego ukryte zgromadzenia miały na czele swych konstytucji imię Maryi. Dla ojca Honorata Matka Kościół i Matka Kościoła, Maryja Niepokalana, to nie była literacka gra słów, lecz lapidarny wyraz głębokiego zakorzenienia apostolstwa w kulcie nazaretańskiej rodziny i także szacunku dla chrześcijańskiej społeczności, dla wspólnoty wiernych otoczonych opieką Matki Zbawiciela.

Prześladowana Matka Święta Kościół, ukonkretniona we wspólnocie podłączonej do franciszkańskiej rodziny, wymagała od swoich dzieci szczególnej troski. „Ta Matka Święta - podkreślał o, Honorat - wzywa je na nowo do odrodzenia się w duchu doskonałości ewangelicznej i wyrażania w sobie coraz doskonalej tych rad ewangelicznych. Dziś święta Matka nasza Zakon Seraficzny odzywa się do nas tymi samymi słowami Apostoła, lecz w głębszym jeszcze znaczeniu «Dziatki moje, które dziś na nowo rodzę, ażeby był Chrystus w was ukształtowany»" (Pisma, t. 12, s. 155).
Dla bl. Honorata osobiście idea Matki Kościoła była szczególnym wyzwaniem osobistym. Przyszło mu działać i żyć w izolacji, w atmosferze wojny psychologicznej i dezinformacji rozpowszechnionej przez zaborcę wokół hierarchii i jego osoby. Historyczna „Matka Kościół" nic była właściwie poinformowana o rzeczywistych planach i intencjach ojca Honorata. Przyszedł w 1908 r. gorzki nakaz Stolicy Apostolskiej zatwierdzający decyzje biskupów Królestwa Polskiego zalecających reorganizację jego ukrytego dzieła... Ojciec Honorat ani chwili się nie wahał. Pokornie przyjął decyzję, bo była to decyzja Matki Kościoła. „Podziwiam przeto - pisał do wszystkich swych zgromadzeń - Opatrzność Bożą, która tak tą sprawą pokierowała, że sam zastępca Jezusa Chrystusa wolę boską nam objawił. I spełniam całym sercem to polecenie z najżywszą wiarą, że to na większe dobro zgromadzeń wyjdzie. A znając Waszą wiarę i uległość Kościołowi Świętemu, nie wątpię, że i Wy z takim usposobieniem to przyjmiecie" (Pisma, 1.12, s. 356).

Wreszcie w heroicznym życiu bł. Honorata najbardziej Boża, najbardziej głęboka była myśl o zjednoczeniu z Kościołem, z jego widzialną Głową. Troska o siostry zjednoczone, a także staranie się o jedność umysłów i serc wyrażała się w jego modlitwie do Trójcy Świętej.
„Ojcze nasz, któryś jest w niebie,
Synu Boży, któryś nas odkupił,
Duchu Święty, któryś nas
zapalił w rodzinie Kościola, Matki naszej
nieustannie nas odradzającej
i zawsze kochającej...".


Do przemyślenia, do przemodlenia, do zapamiętania

Maryja jest Matką naszą dlatego, że porodziła Głowę Kościoła, która wraz z wiernymi stanowi jedno Ciało Mistyczne. Rodząc Chrystusa według ciała, porodziła duchowo i członki.

Dusze, które się oddają modlitwie, są prawdziwymi ofiarami poświecenia, głównym ratunkiem kraju i Kościoła.

Żaden tyran na świecie nie miał nigdy tylu i tak zaciętych wrogów, jak nasz Zbawiciel.

G. Bartoszewski: Rekolekcje z bł. Honoratem (14)

DZIEŃ CZTERNASTY

Fiat - Magnificat - Stabat

Oto wielka tajemnica Bożej Opatrzności. Bóg postanowiL przed wiekami zbawić świat ofiarą jednorodzonego Syna swego, ale do wypełnienia tej ofiary potrzebował najpierw ze strony naszej ofiary [...].
Potrzebował On ofiary serca czystego i całkiem miłości Jego oddanego, potrzebował ofiary duszy niepokalanej i gotowej poświęcić się na wszystko, co do tego dzieła potrzebnym być mogło. I taką to właśnie ofiarę spełniła [...] Niepokalana Panna [...].
W tej ofieRZe Najświętszej Maiyi zawierało się wszystko, co potem przejść musiała. Poświęcenie się na życie w panieństwie, na życie w ubóstwie, na życie w posłuszeństwie, na wygnanie z ziemi ojczystej, na prace, trudy domowe i na współumieranie z Synem swoim pod krzyżem (Pisma, t. 12, s. 445).

Wypracowanie w żmudnym trudzie ewangelicznego wzorca świętości, opartego na ideach nazaretańskich, koncentrowało się w przekonaniach bl. Honorata w postaci prostego, nadającego się dla zwykłych chrześcijan elementarza. W życiu czynnym i apostolskim nic ma po prostu czasu, nic ma też lokalowych możliwości na poszerzenie i ugruntowanie intelektualnej refleksji. Zgromadzenia honorackie w ukryciu były pozbawione komfortu lokalowego, organizacyjnego, także porządku dziennego. Dlatego też bł. Honorat wybierał ze skarbca biblijnego i patrystycznego słowa-hasla, dobierał wyrazy zawierające szczególny ciężar gatunkowy w życiu wewnętrznym chrześcijanina obarczonego pracą zawodową i licznymi obowiązkami. Były to słowa - klucze, uruchamiające uwagę, poszerzające wyobraźnie i skojarzenia wewnętrzne.

Maryjne "fiat - niech się tak stanie", wypowiedziane Archaniołowi Gabrielowi podczas zwiastowania, stało się wyrazowym znakiem potwierdzenia chrześcijańskiej zgody na wszystkie „zwiastowania", które od Najwyższego otrzymują ludzie. Zgoda na wszystko, co mi Bóg objawia w modlitwie, rozmyślaniu, podczas Eucharystii. „Niech się tak stanie".

Ojciec Honorat dbał szczególnie, by jego „służki", „sercanki", czy „wspomożycielki" potrafiły w każdej sytuacji swego życia nastawiać duchowe ucho na głos Boga i odpowiadać ewangelicznym „fiat", niech się tak stanie. Najważniejsza jest tu oczywiście codzienna gotowość na świadome wykonywanie wymodlonych celów postępowania życia. W warunkach życia ukrytego, w sytuacji społecznego zaangażowania, należało w sposób szczególny, zdecydowany posługiwać się krótkim potwierdzeniem, że naprawdę wypełnia się Bożą wolę przekazywaną przez przełożonych, przez ludzi Kościoła. Honorackie „fiat" wymagało precyzyjnego odczytywania Bożych znaków czasów. Zgoda na rozkaz z góry nie mogła być bezmyślna. Wypowiadając nazaretańskie „fiat", należało pamiętać o biblijnym, hebrajskim hetman, „amen" - czyli: „niech się stanie, co chce Najwyższy", który Jest.

„Jakże szczęśliwe jesteście - pisał ojciec Honorat do sióstr z okazji święta Ofiarowania Najświętszej Maryi Panny - że to na was maluczkie, słabe i nędzne to szczęście przypadło, iż w tym opłakanym stanie zepsutego świata, wśród takich ruin duchowego życia na całej prawie ziemi, zostałyście wybrane przez dobroć boską do spełnienia takiej ofiary. Że Bóg jak zwykle, tak i teraz uczynił, iż zakrył te rzeczy przed wielkimi i mądrymi tego świata, objawił je wam, maluczkim [...]. Jak wdzięczne powinnyście być za to Bogu, że wam dał łaskę wstąpienia na tę samą drogę, na jaką wezwał przed wiekami Niepokalaną naszą Panią i Matkę, i że nam pozwolił złożyć te same obietnice i śluby i żyć podobnie jak Ona w czystości, ubóstwie i posłuszeństwie. Że wam dal naśladować Ją we wszystkim" (Pisma, t. 2, s. 446-447).

Poświęcenie i ofiara są punktem wyjścia każdego życia doskonałego. Ochotnego jednak dawcę Bóg miłuje. Cierpienie bowiem nie może być cierpiętnictwem. Ciężar ofiary nie może kończyć się rozgoryczeniem. Naśladowca Chrystusa i Maryi winien być odważny, ale i spokojny, zrównoważony. „Fiat" razem z „amen" należy wypowiadać wespół z „Alleluja" - Chwalmy Pana. Codzienne „Fiat", „Alleluja" i do pracy...

I w tym wymiarze w myśli ascetycznej bl. Honorata znajdowało się odwołanie do Maryjnego „Magnificat". Radosne „Wielbij, duszo moja, Pana", jest nie tylko dalszym ciągiem „Fiat", ale jest słownym potwierdze¬niem zgody na ofiarę radosną, świadomą, ochotną.

Strofy biblijnego „Magnificat" z najwznioślejszą: „Wywyższył pokornych..." stanowią boskie wsparcie dla ludzkiej potrzeby uznania; są Bożą aprobatą wyrzeczeń. Maluczkich, ubogich i prostych, i nieumiejętnych, i upadających często wybrał Bóg do opuszczenia świata i poświecenia się Jemu. „Nie bójcie się prześladowań od bliskich i obcych, i od przewrotnego świata, bo to jest szczególną cecha prawdziwych sług Bożych [...]. Nic trwóżcie się wreszcie żadnymi rozterkami, jakie szatan miedzy wami od czasu do czasu stara się rozbudzić, boć to znane jego sztuki, jakimi chciałby zrujnować dzieło Boże. [...]. Nic bójcie się wreszcie i waszych wad i upadków, które dla upokorzenia waszego Bóg zsyła" (Pisma, t. 12, s. 447-448). W ostatecznej perspektywie poświecenia i ofiary naśladujących maryjny wzorzec postępowania jest oczywiście ofiara zupełna, całkowita - krzyż. Jeżeli niekiedy nie można go unieść, to i po ludzku upadając - tak jak On na Drodze Krzyżowej - trzeba przy krzyżu wytrwać. Wyraża to krótki czasownik czasu przeszłego: „stabat" - stala, współcierpiala. ..Stabat Mater Dolorosa..." jest tu pierwsza strofa śpiewanej do dziś sekwencji napisanej w XIII w. przez franciszkanina Tomasza z Celano.

Błogosławiony Honorat we wspomnianym liście pisał:
...O jedną rzecz starać się wam potrzeba, to jest, aby ofiara wasza była zupełna. Abyście całym sercem Bogu się oddały, aby nie było wśród was żadnego wahania i jakby przechylenia się między Bogiem a światem.
Abyście wiernie spełniały obietnice wasze i śluby. Abyście mężnie znosiły następstwa świętego ubóstwa. Abyście nic przykrzyly sobie w waszych pracach, i nie ustawały w nich, pamiętając, że dla Niego pracujecie. Ufajcie zawsze, że On to wszystko przyjmie jako doskonalą serc waszych ofiarę i raczy użyć tego na pożytek bliźnich waszych i ku rozszafowaniu obfitszych owoców Odkupienia" (Pisma t. 12, s. 448).
Taki był maryjny „kodeks" teologii ziemskiej ojca Honorata. Trzy słowa Najświętszej Maryi Panny: Fiat - Magnificat - Stabat, ogarniały ideę życia ukrytego, życia „małomównego" jak życie Służebnicy Pańskiej w Nazarecie, Galilei i Samarii, na Golgocie w Jerozolimie i w misji apostolskiej Jej naśladowców na polskim Mazowszu, Podlasiu czy Wołyniu.

Do przemyślenia, do przemodlenia, do zapamiętania

Być ukrzyżowanym, to znaczy mocno przybić się do woli Bożej gwoździami bojaźni, nadziei i miłości.

Gdy Bóg zsyła utrapienie, to z pewnością nowa laskę gotuje, a im większa laska, tym większa próba bywa.

Nie żałuj tego wszystkiego, co ci Pan Jezus zabrał, ale proś, żeby jeszcze i ciebie wziąl do siebie.

G. Bartoszewski: Rekolekcje z bł. Honoratem (13)

DZIEŃ TRZYNASTY

Św. Józef wzorem ukrytego poświęcenia

Ojciec Przedwieczny Syna swego Jednorodzonego, którego umilowal od początku i nieskończenie, w którym owszem zlożyl wszystko kochanie swoje, oddal w opiekę Józefowi świętemu. Do tej wspaniałej misji użył nie potężnego jakiego władcy, który by tę Dziecinę należnym otoczyć mógł blaskiem i zapewnić Jej żywot bezpieczny i spokojny, nie rzymskiego cezara co rozkazywał światu całemu, nie choćby władcy Judei, zwierzchnika wybranego ludu, ani jednego z tych trzech Mędrców królewskich, którzy taką później Jezusowi okazali miłość i takim serdecznym otoczyli Go staraniem. Opiekę tę nad Zbawicielem świata i chwalą aniołów, nad Królem nieba i ziemi powierza Boska Opatrzność Józefowi, ubogiemu cieśli. Nie w lśniącym pałacu, nie w otoczeniu uzbrojonej straży, nie na rękach którego z wielkich tego świata widzimy Jezusa, Wcielonego Boga, ale tam w cichym zakątku Judei, w małym domku rzemieślnika, pośród ubóstwa, niedostatku, nie¬wygód (Pisma, t. 12, s. 192).

Ukryty przed światem ideał honorackicj ascezy wspólnotowej nie wynikał jedynie z historycznej sytuacji, w której Opatrzność wezwała błogosławionego do heroizmu. Okoliczności zewnętrzne, atmosfera ucisku i niewoli narodowej przyśpieszyły jedynie zapomniany z wiciu powodów nazaretański wzorzec świętości. Przecież założone przez niego ukryte wspólnoty miały wedle Zakonodawcy zachować bezhabitowy model życia zakonnego niezależnie od mniej czy bardziej sprzyjających warunków zewnętrznych.

Odwołanie się do trzydziestoletniego okresu ziemskiego życia Jezusa Chrystusa zostało otoczone w ewangeliach całkowitą zasłoną milczenia. Ostatnia fraza św. Łukasza Ewangelisty opisującego dziecięcy epizod Zbawiciela (po odnalezieniu zagubionego Jezusa) brzmi: „Potem poszedł z Nimi i wrócił do Nazaretu i był im poddany. A Matka Jego chowała wiernie wszystkie te wspomnienia w Swym sercu. Jezus zaś czynił postępy w mądrości, w latach i w lasce u Boga i u ludzi" (Łk 2,51 -52).

Zacisze i tajemnica domku nazaretańskiego były dla o. Honorata niejako docelowym projektem zakonnego życia konsekrowanego. Olbrzymim wysiłkiem umysłu i wyobraźni dążył on niejako do rekonstrukcji nazaretańskiego „czasu wzrastania". Nie poszedł jednak śladami autorów apokryficznych opisujących - jak Ewangelia św. Jakuba - mityczne, zmyślone obrazy „cudownego dziecka", Dzieciątka czyniącego bezustannie cuda nawet przy zabawie, gdy cudownie ożywiał lepione z gliny ptaszki.
W analizie nazaretańskiego milczenia błogosławiony Honorat dokonał jedynej w swoim rodzaju dedukcji teologicznej opartej na wnioskowaniu z przeslanek ukrytych, lecz prawdziwych.

Oto fragment tej dedukcji:
„Zbawiciel wiódł życie ukryte przed światem - pisał o. Honorat w 1890 r., wyjaśniając model zgromadzeń ukrytych - nie był znany nikomu prawie ze swego boskiego posłannictwa, pochodzenia i poświęcenia się Bogu i sprawie zbawienia. Przedstawiał się wszystkim jako zwyczajny czeladnik ciesielski [...]. A gdy już wystąpił do opowiadania Ewangelii, jeszcze się często ukrywał, już dla uniknięcia czci, już dla uchylenia się od prześladowania, dopóki godzina jego nie nadeszła [...].
Dusze przeto kryjące przed światem powołanie swoje i poświęcenie się Bogu i sprawie zbawienia dusz, czy to czynią dla pokory, nie chcąc być znane światu i cześć od niego odbierać, czy to dla uniknięcia prześladowania lub bezpiecznego poświęcenia się dla bliźnich, naśladują wzór najwyższej świętości.
Można dodać i to, że i dziś Pan Jezus w Przenajświętszym Sakramencie ukryty ciągle zostaje, a to ukrycie Jego jest najwyższym aktem miłości Boga i ludzi" (Wiadomość, s. 45-46).

Ukryte życie w Nazarecie było również dla ojca Honorata przedmiotem kontemplacji. W „Akcie ofiarowania się Pracownic Maryi Wspomożycielki" tak wyrażał swe pragnienia:

„O Jezu Najdroższy! Boski Oblubieńcze dusz naszych, Mistrzu, Wzorze i Panie nasz Najświętszy, który przyszedłszy na ten świat dla zbawienia naszego, wybrałeś sobie stan rękodzielniczy, w trudach i pracach byłeś od młodości swojej i całe życie ukryte przed światem na ręcznej pracy spędziłeś, który i nas z miłosierdzia swego do tegoż umiłowanego przez Ciebie stanu powołałeś, a teraz przez oświecenie Duchem Świętym dałeś nam poznać wzniosłość i niezmierny pożytek jego i raczyłeś nas powołać do poświecenia się Tobie przez naśladowanie Twego życia ukrytego i pracowitego, a to dla większej chwały Bożej, dla własnego uświęcenia i dla ratowania dusz cierpiących braci naszych [...].

W tym dniu uroczystym przeniesienia Nazaretańskiego Domku, w którym tyle lat na ręcznej pracy spędziłeś, przychodzimy, aby założyć na wzór onego Domku nowy Twój domek na tej ziemi, w którym byś Ty sam z Przenajświętszą Matką Twoją i naszą i świętym Twoim i naszym Opiekunem mógł ciągle przebywać duchowo, i w nas, i z nami, i przez nas prowadził dalej na ziemi swój żywot pracowity dla uczczenia Ojca niebieskiego i dla dania zbawiennego przykładu światu i zbawienia dusz ludzkich" (Listy, mps AWPIIA XIII, nr 4).

Szczególnym Patronem dedukcji wyjaśniającej nazaretańskie życie ukryte był św. Józef, który „wypiastował Króla nieba i ziemi". Nie pozostawił w Ewangeliach żadnego słowa, choć na pewno wypowiedział głośno przy obrzezaniu Dzieciątka imię Jeszua - Jezus, bo taki był prawny obowiązek ówczesnego ojca. Świętą hipotezą odtwarzającą najbardziej przypuszczalny wzorzec świętości Józefa było przekonanie ojca Honorata o ubóstwie, cichości i pokorze Opiekuna Chrystusa. Błogosławiony, przywołując ten zrekonstruowany wzorzec Świętego Cieśli, tak wyjaśniał go swoim siostrom:

„Siostry Drogie, nie po to Bóg go uczynił opiekunem waszym, abyście nie miały zaznać krzyża, który jest cząstką wybranych i jedyną nadzieją zbawienia i świętości. Nie po to opiekunem go waszym uczynił, byście usnąć miały w wygodach i nie zaznać walki, i nie zaznać cierpień dla Chrystusa" (Pisma, 1.12, s. 195).

Dalej przypomina siostrom, że i w nazaretańskiej rodzinie odbijał się cień Krzyża, znak cierpienia...
„Krzyż to godło chrześcijanina - podkreślał ojciec Honorat - Nazaretu i Golgoty. Krzyż to reguła, to księga życia, to droga jedynie pewna dla dusz, które świętości pragną. Wszelka droga do świętości, co nie na Kalwarię prowadzi, złudzeniem jest tylko i nie zawiedzie do nieba, więc nie tego czekajmy od Józefa świętego, byśmy pod jego opieką zgnuśnieć mieli w wygodach i zapomnieć o tej drodze zbawienia.

Nie na to dał go nam Bóg Najwyższy, ale na to, byśmy przy sercu jego, w ramionach jego, ustrzec się mogli tego wszystkiego, co by nas sprowadzić mogło z tej drogi, którą Bóg dla nas przeznaczył. Jak uchronił Dziecię Jezus od zasadzek, tak i nas podobnie uchronił Józef święty od wysiłków nieprzyjaciela, od niebezpieczeństw i sideł, jakie duszy naszej zastawia" (Pisma, t. 12, s. 195).

Nie należy się więc lękać doczesnych przeciwności... Trudy, prześladowania, codzienne wyrzeczenia to zwyczajna droga do świętości. I znamienne jest przy tym to, że na krótszych czy dłuższych odcinkach uświęcenia znajdują się również świeccy naśladowcy Chrystusa. I to przenikanie do świata dusz konsekrowanych, heroicznych, wtopionych dyskretnie w szeregi zwykłych, szarych, cierpiących chrześcijan, jest najwyższą nobilitacją ukrytego, w stylu nazaretańskim prowadzonego życia zakonnego.

Do przemyślenia, do przemodlenia, do zapamiętania

Bóg nie w wyższym towarzystwie, ale najczęściej miedzy prostaczkami i ubogimi wybranych swoich szuka i znajduje, którym tajemnice niebieskie powierza.

Ludzie lepszego ducha już przez to samo, że gdzieś są, choćby nic osobliwego nie czynili, wywierają wpływ dobroczynny.

Dusze kryjące przed światem powołanie swoje i poświecenie się Bogu i sprawie zbawienia dusz, czy to czynią dla pokory, czy to dla uniknięcia prześladowania lub bezpiecznego poświęcenia się dla bliźnich, naśladują wzór najwyższej świętości.

G. Bartoszewski: Rekolekcje z bł. Honoratem (12)

DZIEŃ DWUNASTY

„Jeśli nie staniecie się jako dzieci"

Nie na próżno Zbawiciel chce, abyśmy się stali jako dzieci, jest to bowiem najwyższa mądrości doskonałość, zachować prostotę dziecięca z roztropnością dojrzałą [...]. Dzieci małe ojca słuchają, matkę miłują, nie unoszą się namiętnościami, nie pysznią się, nie zazdroszczą, nie kłamią, wierzą temu, co im mówią i mają za prawdę wszystko, co słyszą, nie rozbierają tego, co im się poleca, nie podejrzewają ani nie posądzają nikogo, bliźnim złego nie życzą, nie zachowują pamięci o krzywdach im wyrządzanych, ale idą do tych, co je wyradzają jak do przyjaciół [...].

Mc nie szukają nad to, co rzeczywiście im potrzebne, nie starają się o zbiory i gdy się nasycą pokarmem, zaraz od piersi się usuwają. Nie trapią się jak my stratami materialnymi i innymi podobnymi ani nie maja upodobania w rzeczach próżnych jak my (Pisma, t. 12, s. 100-101).

Błogosławiony Honorat Koźmiński w swych powracających refleksjach i przemyśleniach odnoszących się do określenia siły sprawczej jego duchowych dążeń wymieniał zawsze na pierwszym miejscu osobowość swej naturalnej matki - starannie wykształconej i kulturalnej niewiasty Aleksandry, z którą do jej śmierci 1886 r. w Krakowie utrzymywał serdeczną korespondencję. To właśnie wspomnianym już modlitwom i ofiarom swej rodzicielki zawdzięczał nadzwyczajną przemianę duchową w Warszawskiej Cytadeli.

Matka Chrystusa była dla ojca Honorata szczególnie cenioną Opiekunką jego zgromadzeń. Niemal wszystkim nadal tytuły maryjne: „Służki Najświętszej Maryi Panny Niepokalanej", „Córki Najczystszego Serca Maryi", „Małe Siostry Niepokalanego Serca Maryi", „Córki Maryi Niepokalanej"„Bracia Słudzy Maryi Niepokalanej", umieszczając je w „nazaretańskim centrum".

Służebnica Pańska wespól z całkowicie milczącym swym Oblubicńcem Józefem była Matką honorackich wspólnot na takich samych zasadach pokornego, cichego życia, jak w historycznym Nazarecie w Galilei. Ten maryjny patronat poświadczony jest wieloma dokumentami i faktami z życiorysu Błogosławionego. Szczególnie zastanawiającym śladem obecności Maryi w umyśle i sercu Honorata jest fragment zapisany własna krwią w „Akcie całkowitego oddania się Maryi w niewolę" (zob. Dodatek I). Nie ma po prostu w języku ludzkim bardziej wyrazistej analogii w określeniu opartego na wszechogarniającej miłości związku dusz jak słowo „niewolnictwo", wprowadzone do chrześcijańskiego skarbca piśmienniczego przez św. Ludwika Marię Grignion de Montfort w jego do dziś słynnym dziełku: Traktat o prawdziwym nabożeństwie do Najświętszej Maryi Panny. Ojciec Honorat wielokrotnie zgłębiał w swoich pracach „totalne" poświęcenie się Maryi. Po ogłoszeniu w 1854 r. dogmatu o Niepokalanym Poczęciu Najświętszej Maryi Panny, tę wielką tajemnicę naszej wiary „ogłaszał" z wielkim zapałem katolikom polskim w szeregu kazań w kościołach warszawskich.

Szczególnie wzruszającym wyrazem maryjnej teologii bl. Honorata jest jego dewiza: „TUUS TOTUS" uwieczniona we wspomnianym już akcie oddania się w niewolę Maryi. Odczytujemy dziś te słowa w sposób specjalny, ponieważ dewizą biskupią Jana Pawia II jest zawołanie: „TOTUS TUUS". I nie jest tu istotny problem oryginalności tych określeń, ponieważ w obu wypadkach źródłem, inspiracją była fraza z niezwykle popularnego podręcznika ascetycznego Tomasza a Kempis "O naśladowaniu Chrystusa" (III, V. 5): „Deus meus, amor meus, Tu totus meus et ego totus Tuus".

Istotnym składnikiem całkowitego oddania się na służbę Matki Bożej jest rozbudowana w pismach Ojca Honorata teologia dziecięctwa nie mająca oczywiście nic wspólnego z patologicznym infantylizmem czy psychicznym niedorozwojem. Oto najważniejsze elementy
tej teologii.

„Dziecko nie rozumuje i nie analizuje tego, co mu się mówi, ale słucha na ślepo, wszystkie polecenia przyjmując za dobre. Tak też dzieje się w życiu duchownym. Ustają w duszy oddanej Bogu, która się stala dzieckiem, wszystkie rozumowania i roztrząsania, cokolwiek ona widzi i słyszy, ma za święte i wszystko przyjmuje z prostota i wiarą" (Pisma, 1. 12. s. 101). Dziecko jest szczere, ni ma w nim nic ukrytego. „Podobnie dziecko duchowne we wszystkim jest szczere. Co mówi, to i myśli. [...] nic ukrywa nawet swoich błędów" (Pisma, t. 12, s. 102).

Dziecko jest naturalnie pokorne i ciche. [...] „Tak samo dziecko duchowne nic nie udaje, nie układa swojej powierzchowności [...], jego skupienie jak wszystkie sprawy, rozmowy, ułożenie jest naturalne" (Pisma, t. 12, s. 102).

Dziecko okazuje miłość z prostotą i wszyscy mu wierzą, gdyż kieruje się prawdą, a więc jego myśl jest zgodna z rzeczywistością. „Tak samo dzieje się z dzieckiem duchownym [...]. Zbliża się ono do Boga z prostotą, mówi do Niego, nie przebierając w wyrazach, co mu serce podaje [...]. Miłuje też bliskich swoich szczerze, nie zazdrości nikomu i nie posądza nikogo i niczego nie podejrzewa" (Pisma, t. 12, s. 102-103).

Dziecko o sobie nie myśli, ufa bezgranicznie swoim rodzicom lub opiekunom. „Tak i dziecko Boże nie troszczy się o siebie [...], bo jego wola zlana z wolą Bożą i jest przekonane, że On w każdej chwili nad nim czuwa" (Pisma, t. 12, s. 103).

Dziecko siebie nie zna i nie jest w stanie zastanawiać się nad sobą. „Dziecko duchowne również nie bada siebie ciekawie ani osądza, czy jego sprawy, Komunie, modlitwy i inne ćwiczenia są dobre, lub na jakim stopniu modlitwy lub doskonałości zostaje, ale polega w tym na zdaniu tych, którzy mu przewodniczą. [...] idzie wytkniętą drogą" (Pisma, t. 12, s. 104).

Dziecko jest słabe, dlatego sobie nie ufa i zależne jest całkowicie od drugich, i ciągle wzywa ich pomocy. „Dziecko duchowe czuje również, że jest samą słabością, że samo sobie rady dać nie może, że kroku bezpiecznie postawić nie potrafi. Nie ufa więc sobie, nie liczy na swoje siły, ale całą ufność w Bogu pokłada, którego pomocy bezustannie przyzywa i rękę do Niego wyciąga" (Pisma, t. 12, s. 104).

Udziałem dzieci są niewinność, spokój i radość. Dziecko nie zna trosk materialnych związanych z utrzymaniem domu.
Dziecko duchowe czuje się zawsze szczęśliwe. Nie jest ono nieczułe, tylko całkowicie zdaje się na wolę Bożą.

Wypracowanie w sobie wewnętrznego usposobienia ewangelicznego dziecka wymaga olbrzymiego, kontrolowanego wysiłku. Jest to ten sam proces pracy nad sobą, który Chrystus sformułował w rozmowie z faryzeuszem Nikodemem: „Zaprawdę, zaprawdę powiadam ci, jeśli ktoś nie narodzi się powtórnie, nie może ujrzeć Królestwa Bożego" (J 3,3).
Godny zastanowienia jest ten Jezusowy tryb warunkowy, „jeśli..."; wyraża on w formie trybu gramatycznego Boże wymaganie: gratia non tollit naturam, sed supponit - „łaska nie znosi natury, lecz ją wspiera". Świętość jest Łaską i pracą. Ściślej współpracą z Łaską.

Do przemyślenia, do przemodłenia, do zapamiętania

Zbawiciel sam dla naszej miłości stal się dzieckiem, abyśmy i my z miłości ku Niemu dziećmi się stawali...

O, jakaż to pociecha dla nas, że możemy doskonale nśladować dzieciństwo Jezusa. Jak Dzieciątko Boże było skrępowane pieluchami, tak my, dojrzali, abyśmy dobrowolnie dali sobie „skrępować rozum" dla miłości Jezusa.

Po zaszczycie synostwa Bożego nie ma większego, jak być dzieckiem Maryi.

G. Bartoszewski: Rekolekcje z bł. Honoratem (11)

DZIEŃ JEDENASTY

Między kontemplacją a czynem

Jeżeli życie czynne nie może się obejść bez pomocy bogomyślnego, to również i życie bogomyślne bez czynnego istnieć by nie mogło i potrzebuje jego pomocy, a to dlatego, aby mogło spokojnie spoczywać, siedząc przy nogach Pańskich i słuchać słowa Jego, potrzebuje, aby był ktoś, kto by się zajął ugoszczeniem Pana i uczniów jego. l nie ma wątpliwości, że gdyby Maria pierwsza żaliła się na siostrę, że się krząta po domu, a nie siedzi wraz z nią przy nogach Pańskich i nie słucha nauk Jego, usłyszałaby w odpowiedzi: «A któż by ugościł mnie i uczniów moich, kto by pamiętał o moich sierotach, moich ubogich, o moich kalekach, o moich maluczkich, o moich grzesznikach, aby ich przyprowadzić do mnie. Tyś obrała sobie lepszą cząstkę, ale pozwól i jej zostać przy swojej, aby pracowała dla mnie» (Rekolekcje czterdziestodniowe, mps AWP II C, t. 6, s. 39).

Ojciec Honorat zmierzył wprawnym okiem malą przestrzeń kamedulskiego eremu. Ten maleńki metraż przypominał gościowi z Warszawy główną funkcję tego pomieszczenia. Ma ono sprzyjać skupieniu, kontemplacji, medytacji. Jest to jakby minimalne schronisko dla wędrowca, szałas pustelniczy. Kameduli należeli do czolówki zakonów kontemplacyjnych, które ukształtowały się w pierwszym tysiącleciu dziejów chrześcijaństwa. Dopiero ruch franciszkański z XIII w. wprowadzil do pojęć chrześcijańskich termin: zakony kontemplacyjno-czynne, łączące dawny ideał mnichów pustyni i eremitów - pustelników z czynną, wykonywaną wśród ludzi pracą kaznodziejsko-apostolską.

Nie był to łatwy model powołania, ponieważ zawsze pojawiały się wątpliwości i opory zakonników co do tego, gdzie kończy się kontemplacja, a zaczyna czyn; czy życie czynne, apostolskie może przenikać kontemplacja, która zawsze wiąże się z odosobnieniem, izolacją, społeczna bezczynnością.

Ojciec Honorat jako znawca dziejów franciszkanizmu dobrze znał historię opozycji terminów: kontemplacja i czyn. Jako kapucyn pamiętał, że w początkowej fazie istnienia najmłodszej, z początków XVI w., gałęzi franciszkanów, zwolenników surowego zachowywania Reguły św. Franciszka, rozpoczęli oni swoją reformę od pobytu u włoskich kamedułów. Od kamedułów zapożyczyli też zwyczaj kultywowany do dziś -noszenia zarostu.

Cela kapucyńska niewiele różniła się wówczas od eremu kamedulskiego, chociaż klasztor w Warszawie, gdzie przebywał bl. Honorat, znajdował się w centrum ówczesnej stolicy Królestwa Polskiego. Między franciszkańsko-kapucyńską kontemplacją a czynnym życiem apostolskim znajdowała się klasztorna klauzura. Jednakże sytuacja religijna zniewolonego kraju zmuszała niejako kapucynów do większego zaangażowania apostolskiego. W życiu o. Honorata piętrzyły się dylematy związane z nadmiarem zadań apostolskich, odciągających go od wspólnych modlitw w zakonnym chórze.

Organizator społecznego życia religijnego w wymiarze filantropijno-charytatywnym rozpoczął prace nad niepowtarzalnym wzorcem kontemplacyjno-czynnego życia. Ten wzorzec, zakładający zawsze priorytet modlitwy i kontemplacji jako fundamentu pracy apostolskiej, był mu szczególnie bliski. Chciał bowiem sprawdzić na swoim przykładzie, w jaki sposób można przenieść ideał kontemplacyjno-czynny w rzeczywistość przez niego projektowanych zgromadzeń ukrytych.

Rzeczywistość Boża i autentyczne życie wewnętrzne osób ukrytych wymagały szczególnej troski o ich dusze. Projekt bl. Honorata polegał na wykorzystaniu ascezy chrześcijańskiej, opartej na tradycyjnych, wypróbowanych wzorach, głównie wzorcach osobowych świętych kanonizowanych. Ten projekt zakładał rozbudowaną, indywidualną pracę nad sobą, opartą na kształtowaniu charakteru, zwłaszcza na wyrobieniu silnej woli, i dobrze zorganizowaną pracę apostolską wśród społeczeństwa.

Precyzyjne wskazówki ojca Honorata dotyczące organizacji życia wspólnotowego w konspiracji, w ukryciu, także umieszczane w opracowywanych przez Błogosławionego konstytucjach poszczególnych zgromadzeń, zmierzały głównie do kształtowania indywidualnej osobowości chrześcijanina. Ukryte bowiem życie wspólnoty z konieczności redukowało ingerencję przełożonych w organizację zwykłego dnia pracy i poświęcenia.

W zestawieniu z czynnym apostolstwem sióstr i braci zakonnych chodzących w świeckim ubiorze także izolacja od życia publicznego ojca Honorata tworzyla osobliwy paradoks chrześcijański. Ascetyczne, kontemplacyjne życie internowanego kapucyna przyczyniło się w ostateczności do wypracowania szczególnego modelu uświęcenia osiąganego w trudnych, niesprzyjających warunkach zewnętrznych.

Jak Chrystusowi „nie podoba się krzątanie bez modlitwy, tak i modlitwa bez pracy. I tak napominał Martę, gdy ta przyganiala [Marii] Magdalenie, iż u nóg Pańskich siedziała, tak samo, twierdzi św. Franciszek Salezy, zganiłby [Marię] Magdalenę, gdyby ta przyganiała pobożnemu krzątaniu się Marty. Wprawdzie Zbawiciel nazwał modlitwę lepszą cząstką, ale nie nazwał jej całością, bo ta dopiero z połączenia jej z pracą nastąpić może. I dlatego niech starają się wszel¬kimi sposobami tę harmonię utrzymać, nic opuszczając nigdy pod żadnym pozorem ani jednego, ani drugiego" (PTA IX, s. 275).

Trzeba mieć dużo siły, odwagi i męstwa, by w świeckich dekoracjach, bez żadnych ułatwień zewnętrznych, realizować ideał naśladowania Chrystusa. Jedynym znakiem u takich zakonnic i zakonników był ewangeliczny czyn ich życia, sprawdzony w zestawieniu z postępowaniem zwykłego bliźniego. Nie wiemy, czy ma być to uśmiech w godzinach trudnych, przygnębiających dla ogółu czy powaga twarzy zachowującej hart ducha w chwilach pokusy i wyzwania.
A przecież w szeregach tych anonimowych animatorów Ewangelii znajdowali się obok Anioła Stróża aniołowie pokusy i zakłamania.
„Ukryte życie, najobfitsze dla życia wewnętrznego, które jest najpotrzebniejsze, jedyne, konieczne, które najwięcej miłosierdzia ściąga, bez niego nic apostolstwo niewarte" (ND, s. 373).

Tajemnica bl. Honorata w zespoleniu kontemplacji i czynu tkwiła w przemyślanym i przemodlonym ideale chrześcijańskiego charakteru, gotowego, jeśli Opatrzność żądała, przebywać w centrum tego świata. Jeśli przekraczało to indywidualne możliwości, należało pokornie wycofać oziębią duszę do ogrzania jej ogniem Bożej miłości w odosobnieniu. Albowiem „moc w słabości się objawia". Zwyciężaj samego siebie! Wiele osób poświęca siebie na modlitwie, a nie dochodzi do świętości, bo nie zwycięża. Na sto osób dziewięćdziesiąt idzie za swoim zdaniem i wolą. Jeden akt umartwienia więcej znaczy niż kilka godzin na modlitwie wśród pociech i słodkości.

Do przemyślenia, do przemodlenia, do zapamiętania

• W kontemplacji nie zacinać się i naprzód iść, ale obcinać wszystko, co przeszkadza; palić mosty za sobą, pamiętać na prowadzenie siebie słowem NIE (nie czytać, nie przyjmować, nie troszczyć się, nie mieszać się w cudze sprawy...).

• Chcę być z Tobą jedno, pragnę jak kropla zanurzyć się w oceanie Twojej istoty i tak zginąć w Tobie.

• Nigdy nie złączysz się z Bogiem, jeśli się od wszystkiego nie oderwiesz.

G. Bartoszewski: Rekolekcje z bł. Honoratem (10)

DZIEŃ DZIESIĄTY

Święty ogień wymaga troski i czuwania

Pierwsza gorliwość jest szczęściem pięknej, wspanialej, poświęconej Bogu młodości; druga to jest stala, prawdziwa gorliwość, jest szczęściem duszy chrześcijańskiej, dojrzalej przez cierpienie, jest ona owocem ciężkich nieraz prób życia.
Lecz jest i gorliwość fałszywa, która ciągle o skały się rozbija i po tym właśnie poznać się daje. Jest ona piękna na pozór, wspaniale płynie, gdy jej wiatr przychylny sprzyja. Lecz skoro tylko żagle swe rozwinie i na pełne puści się morze, zaraz zaczyna myślą i słowy przesądzać i przyganiać żeglowaniu swych współtowarzyszy [...]. Jest jeszcze inny rodzaj gorliwości fałszywej, podobnej do modlitwy faryzeusza [...]. Ostatnim wreszcie rodzajem falszywej gorliwości jest ciągła, jakby chorobliwa zmienność, szybkie tworzenie coraz to nowych planów, które w lot się niszczą, [...] z wielkim hukiem i dymem znikają w powietrzu [jak wystrzelony ślepy nabój] (PTA IX, s. 242).

W kamedulskiej pustelni czuwa nad rekolektantem Anioł Stróż, jest też jego odwieczny rywal anioł ciemności. Ojciec Honorat zatrzymuje się nad wersetem z brewiarzowej komplety: „Bracia, bądźcie trzeźwymi! Czuwajcie! Przeciwnik wasz, diabeł, jak lew ryczący krąży, szukając, kogo pożreć" (l P 5,8-9).
Gorliwość zakonnika jest wolna od kwietyzmu. Ojciec Honorat ma osobowość dojrzałą, chce umocnić ją w drodze na szczyty świętości. Pamięta dobrze scenę kuszenia Chrystusa na zakończenie Jego czterdziestodniowego postu na pustyni. Odtwarza w myśli dialog Syna Człowieczego z Księciem Ciemności... Jeśli Jezus nie „rozbroił" z pokrętnych i podchwytliwych argumentów erystycznych szatana, który kusił go korzyścią zamiany kamieni na chleb, to i tu, na podkrakowskich Bielanach, nawet próba rozmowy z „ojcem kłamstwa" wymaga szczególnej trzeźwości i otwartego umysłu. „To dobrze, wręcz doskonale, że chcesz zostać świętym, szepce zły, musisz jednak pamiętać o sobie, być bardziej roztropny w duchowych ćwiczeniach... Tak mądry zakonnik winien pamiętać, aby być ostrożny w działaniu, winien liczyć się z okolicznościami... Planując apostolstwo w zniewolonej Ojczyźnie, stajesz się nierozważnym szaleńcem... Nie możesz wierzgać przeciw ościeniowi legalnej władzy, bowiem każda władza pochodzi od Boga... Za mało bracie Honoracie ufasz sobie, zbyt wiele nakładasz na siebie przerastających twe siły umartwień..." „Idź precz, szatanie..." I odszedł na chwilę, pozostawiając duszę zakonnika w rozterce.
„Panie, czymże ja jestem przed Twoim obliczem? Prochem i niczem".

Ale co z tego stwierdzenia wynika? Czego uczy zwycięska walka z szatanem? Uczy pokory, czyli spojrzenia na siebie zgodnie z prawdą, a więc zgodnie z rzeczywistością, bez koloru.
Na pamięć przychodzą Błogosławionemu wykładane dla kleryków definicje: „Prawda jest zgodnością myśli ze stanem faktycznym". Tak św. Tomasz, idąc śladem Arystotelesa, definiuje prawdę.

Powiedzieć sobie słowa prawdy, bez żadnych ale..., to najtrudniejsza przeszkoda na drodze uświęcenia. Prawda zawsze poraża, rodzi przestrach. Broni się przed prawdą pokrętny umysł, który tak jest uformowany z natury, że najtrudniej jest mu wnioskować przeciwko sobie.

Ojciec Honorat wie, że najgorszym skutkiem pychy jest zakłamanie, przekształcanie rzeczywistości, naginanie jej do głęboko ukrytych egoistycznych celów.
W życiu zakonnym to zakłamanie uwypukla się w fałszywej gorliwości. W Notatniku duchowym zapisał, że różne niepowodzenia fałszywej gorliwości pisarze duchowni zwykli nazywać skałami, o które rozbija się gorliwość. Fałszywa gorliwość ubiera się w „pożyczoną odzież, każe się nazywać fałszywymi imionami". Fałszywa gorliwość karmi się rozgłosem, wypełnia usta pseudowzniosłymi zasadami i pustymi hasłami. Fałszywa gorliwość systematycznie gasi ogień powołania. Bywa i tak, że świeca gaśnie i z knota ulatnia się swąd grzechu...

Pokorny chrześcijanin wie, że to nie jest znak końca, że zgasła świeca może być zawsze powtórnie zapalona; trzeba tylko zdobyć się na jeszcze jeden wysiłek.
Ale trzeba też być wiernym, trzeba pełnić wolę Bożą w ciemności, w oschłości duszy.
Gorliwość rozsądna działa spokojnie, roztropnie i pokornie, a faryzejska zaraz drugich potępia, a siebie wynosi - „nie jestem jak wszyscy inni".
„Prawdziwa gorliwość jest słodka, pełna współczucia, a nie gniewna.
Prawdziwie gorliwy od drugich napomnienia przyjmuje skromnie.
Prawdziwie gorliwy jest dla siebie surowym sędzią, ale dla drugich ojcem łaskawym i wyrozumiałym. Ma żarliwość dusz".

Sw. Franciszek z Asyżu w tym miejscu przypomina mu swoją refleksję: „Bracia, sługami nieużytecznymi jesteśmy, nic dotąd nie uczyniliśmy. Bracia, zaczynajmy od nowa".
Ostatnie słowa nadają się szczególnie do medytacji, także kontemplacji rekolekcyjnej: „Bracia, zaczynajmy od nowa". Czyż nie na tym polega tajemnica, misterium odnowy chrześcijańskiej? Codzienna odnowa, uparte, pokorne zaczynanie od początku.
Święty upór, ciągle powtarzanie tej samej walki ze słabościami. To jest pokora, czyli misericordia mentis -„miłosierdzie rozumu".


Do przemyślenia, do przemodlenia, do zapamiętania

Nie kocha prawdziwie Chrystusa, kto mając sposobność ratowania dusz, zostawia je na pastwę wilka piekielnego i jak najemnik od nich ucieka, szukając tylko spoczynku dla swej duszy, choćby u nóg Jezusa. Dusze gorące roztaczają dookoła siebie atmosferę moralną, która bez ich wiedzy oddziaływa nie tylko na jednostki, ale i na szerszy ogół.
Praca jest pierwszą ofiarą, jaką człowiek z ciała swego, ze zmysłów swoich i z członków swoich, i ze swoich zdolności Panu Bogu codziennie składać powinien.

G. Bartoszewski: Rekolekcje z bł. Honoratem (9)

DZIEŃ DZIEWIĄTY

„Chcę być świętym za każdą ofiarę"

A najpierw staje mi w pamięci łaska mego nawrócenia. Że gdy bylem w grzechach, żyjąc bez wiary i bez pamięci na Boga, dobroć boska poty mnie nawiedzała różnymi krzyżami, stratą ojca, wielkimi zawodami na świecie, niedostatkiem, a w końcu więzieniem i ciężką chorobą, aż w końcu nakłoniłem moje serce na głos Jego. Cóż by się ze mną było stało, gdybym był umarł wtedy, jak się spodziewano [...]? Modlitwa matki mojej ziemskiej i opieka Matki mojej niebieskiej, tamtej objawiona, ocaliły mnie. Pan Bóg, uzdrawiając mnie cudownie, uzdrowił jeszcze cudowniej duszę moją. Wyprowadzając mnie z więzienia, wywiódł razem ze straszniejszej niewoli szatańskiej i z piekła duszę wybawił. Przywracając mnie rodzinie, wrócił mnie Kościołowi i obdarował nowym życiem. Czyż nie dlatego, abym Jemu to życie poświęcił, które od niego miałem darowane? I czułem to dobrze od samego początku, tj. od pierwszej chwili wybawienia, że do Boga należę i że Jemu całkowicie oddać się powinienem, i służyć Mu gorliwiej, chociaż tak długo się temu głosowi opierałem (ND, s. 10).

Każdy człowiek w chwili duchowej ciszy odczuwa jakiś wewnętrzny głos doradczy, wspierający lub odrzucający jego decyzje. Istnieje jednak glos decydujący, który towarzyszy chrześcijaninowi w momencie podejmowania decyzji wyboru głównego celu i drogi do tego celu prowadzącej.
Błogosławiony Honorat usłyszał ten decydujący głos w celi więziennej. Ten głos odczytał jako vocatio Dei, a wiec wezwanie Boże do życia opartego na metodycznym dochodzeniu do doskonałości. Wybrał bardziej surową regułę franciszkańską, praktykowaną przez Braci Mniejszych Kapucynów. Był to wybór świadomy, przemyślany i przemodlony.
W czas rekolekcyjnej odnowy, duchowego oczyszczenia, pojawia się w duszy ojca Honorata potrzeba krytycznej, metodycznej oceny celu i drogi do tego celu prowadzącej. Wszak greckie słowo „methodos" znaczy „z właściwą" „drogą". Ojciec Honorat cenił sobie metodologię świętości, czyli rozumny, systematyczny plan dążenia na szczyty świętości. Wynikało to z jego osobowości i charakteru, i z naturalnego, ścisłego umysłu.
Rozmyślając w kamedulskiej samotni o początkach swej drogi powołania, odtwarzał głos wewnętrzny Vocatora, tzn. Tego, który go zawołał i zaprosił do zakonnej wspólnoty franciszkańskiej. Wsłuchiwał się także w głos myśli, duchowego wnioskowania i poszukiwania konkluzji, sentencji.
Powołanie zawierało w refleksji ojca Honorata trzy zasadnicze pytania:
- wybór głównych idei oraz wartości;
- dobór środków wspierających egzekucję (wykonanie),
- wypełnienie celów powołania,
- wydrębnienie konkretnych potwierdzeń w codzienności środków i sposobów ze strony powoływanego.

Powołanie jest działaniem woli oświeconej rozumem. To nie jest chwilowy odruch wykonany pod wpływem emocji, jakiejś chwili uczuć... Błogosławiony miał umysł ścisły, logiczny, choć nie był teoretykiem w ścisłym znaczeniu. W kwestii powołania miał stanowisko jasne, konkretne.

Do jego wyobraźni przemawiały jednoznaczne, wyraziste wzorce osobowe świętości. „Święci w narodzie są jakby posłowie i ambasadorowie jego duchowni, przebywający bezustannie przy tronie Niebieskiego Króla i czuwający nad całością ludu swego i wstawiający się bez przerwy za jego sprawą. Im więcej takich posłów błogosławionych naród przyśle do Boga, tym bezpieczniejsza jego sprawa" (ŚFS, t. l, s. 275). Wybór św. Franciszka z Asyżu jako swojego wzorca osobowego świętości był dla ojca Honorata imperatywem, nakazem koniecznym. To stwierdzenie ma w jego życiu zakonnym wiele potwierdzeń, poświadczeń faktycznych. W swym Notatniku duchowym wiele razy odwoływał się do stygmatów św. Franciszka, które były dla niego potwierdzeniem faktu, że Biedaczyna z Asyżu ze wszystkich świętych kanonizowanych był najbardziej podobny do Chrystusa. To właśnie św. Franciszkowi, który literalnie, dosłownie praktykował rady ewangeliczne, udało się odtworzyć we własnym życiu prostotę, ubóstwo i miłość do Boga i ludzi. Wystarczy znać św. Franciszka Serafickiego, aby zrozumieć Ewangelię i zgłębić refleksję św. Pawła, iż prawdziwy chrześcijanin jest „alter Christus" - jest drugim Chrystusem.

Pozostał jednak ludzki dylemat świętości... Jak ona ma być realizowana i w jakich czynach codziennego życia ma być widoczna. Ten dylemat wynikał z wyboru obostrzonej ascezy kapucyńskiej idei franciszkańskiej. Nie był to ścisły zakon kontemplacyjny jak kameduli... A ojciec Honorat miał naturę czynną, chciał budować dla Chrystusa... trudno mu było zrozumieć i zgłębić świadomie wybraną ascezę, opartą na dyscyplinie zakonu.
Nie wiemy, w jakim momencie dojrzała w nim myśl o rzeczywistym zakresie osobistego uświęcenia. Jego prosta, choć jednoznaczna deklaracja: „Chcę być świętym" musiała być mocno podbudowana metodyczną pracą nad sobą, nad własnym uświęceniem. To swoje widzenie świętości, swój ideał franciszkańskiej doskonałości sformułował w prostych zdaniach:
Dla żadnego innego celu Bóg nas nie stworzył:
- ani dla prac,
- ani dla trudów i kłopotów doczesnych,
- ani dla bogacenia się i używania świata,
- ani dla służenia drugim nawet,
- ale głównie po to, abyśmy byli świętymi.
„I stworzył nas na obraz i podobieństwo swoje i chciał, abyśmy ten obraz na sobie kształcili, mówiąc: «Bądźcie świętymi, bo Ja jestem święty»" (Kpł 19,2). I Chrystus Pan to nam zaleca: „Bądźcie więc wy doskonali, jak doskonały jest Ojciec wasz niebieski" (Mt 5,48). I zapisał dla pamięci: „Świętość jest warunkiem niezbędnym moich apostolskich planów". Świętość na każdy dzień, na każdą chwilę...

Do przemyślenia, do przemodlenia, do zapamiętania

Powiecie, że wystarczy nam zachować przykazania boskie. Dobrze, ale czyż można je zachować bez świętości? Zachowajcie je tylko tak, jak Chrystus Pan wymaga, mówiąc: Nie zabijaj, tzn. nie mów nawet bratu „głupcze"; nie cudzołóż, tzn. nie spoglądaj pożądliwie; nie kradnij, tzn. kto ci weźmie płaszcz, oddaj mu jeszcze
i suknię...

Święci wszyscy nie po różach weszli do nieba, nie z wiankami ziemskiej radości na skroniach, nie wśród wybuchów śmiechu i wesela; wszyscy oni krzyżową szli drogą, wszyscy w cierniowej koronie, wszyscy przez wiele utrapień, wszyscy z pracą i w utrudzeniem.

Jeżeli wierzymy w to, że Bóg rządzi światem i że nic nie dzieje się bez Jego woli, to i w to musimy uwierzyć, że w rządach swoich najwięcej Mu chodzi o świętość naszą i że ona jest główną pobudką wszelkich dzieł Jego.

G. Bartoszewski: Rekolekcje z bł. Honoratem (8)

DZIEŃ ÓSMY

„Ogień przyniosłem na świat..."

Przyszedłem ogień puścić na ziemię, mówił Zbawiciel, a czegóż chcę, jedno, aby byL zapalon (Łk 12,49). Przez ogień rozumiał Pan Jezus ów zapal święty, przez który by ludzie nie tylko do czynienia dobrze, ale i do porywania się na wielkie rzeczy mogli być pobudzeni. Dlatego to Duch Święty zstąpił na apostołów w postaci ognia, którym napełnieni poświęcili się ochoczo na prace, utrapienia i niebezpieczeństwa, nie tylko niczym się nie trwożąc, ale zawsze weseląc się w Panu. Duch pierwszych chrześcijan był także duchem zapału. [...}. „Kiedyż to Kościół widział chrześcijan prawdziwie godnych tego imienia? Wtenczas, kiedy byt prześladowany, kiedy na wszystkich słupach czytano straszne wyroki na jego dzieci, kiedy na szubienicach i placach publicznych męczono je i zabijano za wiarę. Wtenczas to żyli na ziemi prawdziwi chrześcijanie [...]. Pobożność ich była szczera, nie umiała jeszcze stosować się do świata, frytnarczyć pozorami na cześć królestwa ciemności" (PTA IX, s. 35-36).

W wieczornym zamyśleniu rekolekcyjnym w kamedulskiej pustelni pali się świeca, przy której Blogoslawiony Honorat zgłębia myśl Mistrza: „Wy jesteście światłem świata. Nie zapala się światła i nie stawia pod korcem" (Mt 5,14-15). Światłość jest znakiem świętości, symbolem ofiary. Czy tak ma wyglądać moje życie w powołaniu zakonnym? Przecież teraz właśnie ta świeca pali się dla Najwyższego, w kamedulskiej samotni; jest dla ludzi niewidoczna. Tajemnica Trójcy Świętej ukryta jest w świecy: Bóg Ojciec jest znakiem Ognia, zapalony knot jest „językiem ognia Ducha Świętego", a wosk ofiara odkupieńczą Syna Bożego. Misterium trcmendum, Misterium fascinosum. Przez świecę widać „krzak gorejący", z którego przemawiał Najwyższy, wręczając Mojżeszowi kamienne tablice z dziesięciorgiem przykazań. Dlaczego właśnie żar, dlaczego popiół jako skutek darów ofiarnych?
Bądź uwielbiona, Trójco Święta, za dar światła, którym oświecasz ciemności i zakamarki mego wnętrza i jasnym płomieniem wzywasz do czujności, wskazujesz kierunek, uwydatniasz konieczność całopalnej ofiary.

„Chcę być świętym", tzn. świecić innym, świecić braciom i siostrom.
Motyw ognia, żaru, płomienia to stały składnik ponadczasowej literatury mistycznej. W Księdze Izajasza jest to rozżarzony węgiel, który anioł ujmuje w wielkie szczypce i oczyszcza nim usta Proroka (por. Iz 6,1-8).
I przywodzi ojciec Honorat w wyobraźni nauczanie sztuki kaznodziejskiej. Przypomina szczegółowe zasady sztuki retoryki, której nauczał w warszawskim klasztorze, gdy seminaria zamknął zaborca.

„Nie możesz nikogo przekonywać, jeśli sam nie jesteś przekonany, tak jak nie możesz słuchacza zapalić do czynu, do działania, do apostolstwa, jeśli sam nie będziesz płonął".
O Panie, który w pierwszych dwóch dniach stworzenia wydobyłeś światło z ciemności, daj mi moc światła...
Oświeć mi umysł, bym nie zboczył z wyznaczonej przez Ciebie drogi do wieczności. Opiekuj się moim rozsądkiem przy wyborze lektury, czytań rozpalających mój Logos, „Słowo, które stało się Ciałem" (J 1,14). Światło jest mi wówczas potrzebne szczególnie, gdyż wzywasz mnie, Panie, bym był przewodnikiem dusz...
A więc każesz mi rozświecać umysły ofiarne ukrytych w rzeczywistości ziemskiej dusz. To znaczy, że mają być rozpoznawane przez bliźnich nie po zakonnym stroju, który wyróżnia je w życiu publicznym.

Mają być rozpoznane po ogniu zapału, zapału w oczach, które dostrzegają nędzę w ciemności życia. Te płonące ogniem Bożym słabe istoty, które mi powierzyłeś, mają w szarzyźnie życia wskazywać Ciebie! I z Twoich ust pojawią się gorące słowa zachęty, ofiary, poświecenia Twoich ukrytych zgromadzeń. I czujesz te rozgrzane w ogniu miłości dłonie, które otulają zmęczone, smutne, głowy zagubionych, opuszczonych, bezdomnych.
Świętość jest logicznym, choć mistycznym ciągiem zapalanego światła świecy od innej palącej się świecy. Jeżeli płomień przygasa na wietrze, trzeba go otoczyć dłonią, pilnować. Dolewać oliwy do lamp, jak ewangeliczne panny mądre, które zatroszczyły się o paliwo podtrzymujące ogień.

- Gorliwoć o dom Twój pożera mnie" (Ps 69,10).
„Gorliwość święta nie powstrzymuje nigdy działania Ducha Świętego swoją nieroztropnością". Łaska Boża nie znosi natury, lecz ją uszlachetnia. Bóg daje laskę, którą pracą trzeba pomnażać.
„Gorliwość święta nie szuka chciwie okazji do heroicznych czynów". Najtrudniejsza jest codzienność szara, przyziemność pozbawiona efektów. Dlatego chcemy czegoś nadzwyczajnego, błyskotliwego, czegoś, co nami wstrząśnie...
Gorliwość jest „silą żywotną, nieustannie działającą, wywierającą na duszę wpływ spokojny i jednostajny". Bądź wierny, regularny, wytrwały, harmonijny...
„Gorliwość święta tchnie wszędzie powabem i wdziękiem czystej i pięknej miłości..."

Gorliwość w życiu ukrytym nie może być brzydka, nieatrakcyjna, nieporządna. Zapał Chrystusowy winien być atrakcyjny, choć nie wrzaskliwy.
Gorliwość „umie nagrodzić czas stracony bez ujmy zwykłym, codziennym obowiązkom i bez gwałtownego pośpiechu". Nie można od siebie wymagać za wiele. Nie należy się dziwić, że coś nie wychodzi. I siebie, a nie tylko bliźnich należy znosić, tolerować.
„Dusza gorliwa to zwierciadło, na którego czystym krysztale Bóg, wieczność, niebo są jakby odbite". Być zwierciadłem dla innych, to znaczy tak postępować, by inni w naszym odbiciu mogli znaleźć bodźce do poprawy swojego oblicza, chrześcijańskiego wizerunku.
„Gorliwość - jest to coś starożytnego, jest to pamiątką pustyń chrześcijańskich, starożytnych klasztorów".

„Tak piękna jest ta święta gorliwość i tak boskim czarująca wdziękiem, że chciałoby się na klęczkach cześć boską jej oddać" (PTA IX, s. 240-241).
Gorliwość bł. Honorata, poświadczona niezliczo¬nymi ćwiczeniami podtrzymującymi święty zapał, była pomnażana światłem oliwnej lampki wiecznej, płonącej przy Tabernakulum. Bardzo często błogosławiony klękał przed Eucharystycznym Chrystusem, aby potem płonąć seraficznym ogniem.

Do przemyślenia, do przemodlenia, do zapamiętania

Gorliwość nie polega na wrażliwości, ale na wierności.

Trudno uczyć się musztry, jak armaty stoją na wałach wymierzone i lonty zapalone, trzeba w imię Boga iść do walki i pracy.

Czym są promienie przy słońcu, czym kanały przy źródle, czym podczas ognia wiatr roznoszący płomienie, tym wobec chwały Bożej jest święta gorliwość.