Do adresatek niezidentyfikowanych (6)

(Nowe Miasto, 1909)

Ależ pamiętam Cię dobrze i nie potrzebujesz mi się przypominać. Niedawno pisałaś do mnie list taki pocieszający, za który tylko dziękowałem Bogu. Więc widać, że to są przechodnie pokusy. Wy stanowicie fundament Zgromadzenia, takie fundamenta diabeł silniej naciera, a i Bóg też doświadcza. Otrzymałyście pierwsze tak wielką łaskę zatwierdzenia na tych samych warunkach, co zgromadzenia jawne, to cóż dziwnego, że po takiej łasce Bóg dopuszcza pokusy. A Wy chciałybyście zawsze używać swobody duchownej. Ani na świecie ludzie tego nie mają, jakże w służbie Bożej ma być bez trudności i pokus. Nie mam najmniejszej wątpliwości, że wolą Bożą jest, abyś trwała statecznie w tym, coś Bogu przyrzekała. A jak tylko jesteś tego pewna, to choćby całe piekło wystąpiło przeciw Tobie, nie godzi Ci się chwiać. Pokusa przejdzie i znów wróci Ci Bóg pokój. Tyle lat przebyłaś i tyle przecierpiałaś, i zapracowałaś się na chwałę Bożą, jakiż by to był wstyd i szaleństwo, żebyś się dała szatanowi skusić.
Ja modlę się za Was kilkanaście razy na dzień i bardzo żywo mnie obchodzi wszystko, co się Was tyczy, i mam nadzieję, że Bóg Was nie opuści, ale że wielkie łaski dla Was gotuje i bardzo wiele dobrego przy Jego łasce czynić będziecie. Niech Was Bóg błogosławi. (-)

Do adresatek niezidentyfikowanych (5)

(Nowe Miasto, 1903)

Requiescat in pace. Zbudowany jestem twoim poddaniem woli Bożej po takiej stracie, bo wiem, jak wiele Cię kosztowała. Chociaż, co prawda, tak umrzeć, to lepiej niż żyć; i przysposobić do takiej śmierci jest największą przysługą ze strony dobrej córki. Będę się modlił – jak umiem - za jego duszę. Operację Pelasi zostawić zupełnie do jej woli; nie wpływać ani na jedno, ani na drugie, abyście nie miały potem wyrzutów, to są rzeczy, na które sama powinna się każda decydować. Zdaje się, że można ją przypuścić w każdym razie. Obrazek dla niej załączam. Jedzie tu jedna osoba, która może do was się nada; nie wiem, gdzie ją tam Anna pokieruje.
Boże błogosław, pociesz, utwierdzaj i wspieraj.

Do adresatek niezidentyfikowanych (4)

(Nowe Miasto, 1901)

Matkom zasmuconym stanem twego zdrowia, a raczej tak ciężkich chorób perswaduję, że wszystkie dusze święte, które wielkie rzeczy robiły dla Boga, w podobnych cierpieniach życie wiodły, jak pisze św. Paweł: „nibyśmy umierający, a oto żyjemy”. Ale zawsze trzeba nie kusić Boga, a o zdrowie się starać. Szczególniej wymagać od sióstr stanowczo, żeby Ci wieczorem i rano nie przeszkadzały. Ileż pociechy miałem z tego, co słyszałem od Matki o twojej pracy i o błogosławieństwie Bożym nad nią. Co tutaj zjednoczonymi siłami się robi, że całe miasta inną postać przybierają, to Ty sama jedna przy Bożej pomocy dokonałaś. Żal mi tylko tych Róż panieńskich, które niesłusznie rozwiązałyście, trzeba je przywrócić. Pan Bóg da i im, i Wam. Proszę Cię, abyś była spokojną i nie obawiała się tego zarzutu odszczepieństwa. Nikomu do głowy to nie przychodzi i mamy wyrozumienie, że przy takim życiu i tak dziwne, że znajdujesz czas na takie obszerne listy.
Niech Cię Bóg utwierdza i błogosławi, i zachowuje jak najdłużej dla swojej chwały, pociechy Zgromadzenia i pożytku dusz.

Do adresatek niezidentyfikowanych (3)

(Nowe Miasto, po 19.11.1893)

To, czego rzadko doznajesz, jest dowodem, że wszystko to, co przechodzisz na modlitwie, podoba się bardzo twemu Panu, ale nie chce Cię zbyt często nawiedzać, aby nie pozbawiać większej zasługi. Tak właśnie piszą biegli w tej sztuce, że kto się dobrze modli, to nie ma przeświadczenia ani poznania tego, że się modli. Możesz poprzestawać na pozostawaniu w obecności Bożej bez żadnej oznaki zewnętrznej, jest to bardzo miła Bogu modlitwa; którą mistycy nazywają otium contemplationis. Warto, żebyś przeczytała kiedy jaką teologię mistyczną, dużo byś tam skorzystała, zapytaj się Matki, to Ci poradzi, jaką. Niższa część duszy jest ta, w której namiętności cielesne działają, a wyższa, gdzie rozum na wierze oparty i wola rozumna działa.
Czyż możesz pytać o to, czy Ci nie przestanę służyć? Im większą ofiarę z siebie robisz, tym większe masz prawo do tego i zawsze możesz bezpiecznie z ufnością udawać się, a ja sobie za szczęście poczytam, że będę mógł służyć duszy tak bardzo od Boga ukochanej i uprzywilejowanej. Mam krzyż duży, który mi się dostał po O. Franciszku, który jestem gotów dać Ci. Mam drugi bardzo wielki, chyba więcej jak łokieć ma, prześliczny, sprowadzony dla mnie z Rzymu i na który bez łez patrzeć nie można; i tego bym nie żałował, ale to wielki ambaras z jego przewiezieniem, w trumience był przesłany i teraz by za późno było go pakować. Który wybierzesz i kiedy zechcesz, to Ci go przyślę. (-).
Niech Cię Bóg błogosławi na wszystko i we wszystkim.

Do adresatek niezidentyfikowanych (2)

(Zakroczym, 1890)

(-) Boleję nad Tobą także, że straciłaś tę prostotę i szczerość, i całkowite zaufanie dla przełożonych, na czym każde zgromadzenie się opiera, i boję się, czy się z tego kiedy wyleczysz. To, czego nie rozumiesz, znaczy, że przełożeni nie mają prawa domagać się i przyniewalać do wyznania tajemnych rzeczy sumienia, ale przez to nie rozumie się, aby siostry we wszystkim mogły swobodnie kryć się przed nimi, bo w wielu rzeczach, jak np. tyczących się zarządu, obserwancji i postępowania sióstr, obowiązane są mówić im wszystko, choćby do tego nie czuły pociągu i choćby do tego przynalegać się miały. A nawet i w rzeczach duszy, o których dekret wspomina, tj. w wątpliwościach, udręczeniach, postępie w cnotach i w dążeniu do doskonałości, gdyby która czuła potrzebę wyjawić im co, to powinna to czynić. Więc przez swobodę rozumie się wolność od zewnętrznego przymusu przełożonych, ale nie od wewnętrznego naglenia sumienia. Tak sam zdrowy rozum dyktuje, inaczej zakon obróciłby się w gorsze stowarzyszenie niż wojsko, niż sługi, bo i tym nie godzi się kryć przed państwem złego postępowania ich towarzyszek lub dzieci, lub dopomagać im do ukrycia złych postępków. (-).

Do adresatek niezidentyfikowanych (1)

(Zakroczym, 30.11.1886)

Bardzo mnie to pocieszyło, że pierwszy interes, jaki masz do mnie, jest wezwanie do dziękczynienia za łaskę odebraną. Tak to rzadka dusza, która rozumie ten obowiązek, że mi stanęły zaraz na myśli słowa Pana Jezusa: „Czyliż nie dziesięciu jest uzdrowionych, a dziewięciu kędy są?”. Tym większa pociecha stąd dla mnie, że to już drugą z waszej św. Rodzinki, która mnie do dziękczynienia za uzdrowienie wzywa.
Przykrości, jakich doznajesz Ty i twoi, równie mnie pocieszają, jak i łaski odebrane, bo wiem, że wszystkie pochodzą z gorąco miłującego Cię Jezusowego Serca, które takimi drogami najczęściej dusze wybrane od świata odrywa, a do Siebie pociąga. Pocieszałbym się jeszcze więcej, gdybyś naśladowała tych świętych, o których czytasz, że umieli weselić się w cierpieniach, a przynajmniej dziękować Bogu za nie. Nie zniechęcaj się jednak słabością swoją, boć „moc Boża w słabości najczęściej się objawia”. Dlatego i Ciebie, tak słabiutką wybrał Pan Jezus i dał Ci do serca pragnienie doskonałości, aby się jawnie pokazała moc łaski jego. To samo pragnienie jest bardzo miłe Bogu i zastępuje w wielkiej części brak cnót rzeczywistych.
Wczoraj z okazji uroczystości Wszystkich Świętych naszego Zakonu i twego przyszłego czytaliśmy w Ewangelii: „Błogosławieni, którzy pragną świątobliwości, bo oni będą nasyceni”. Ufaj, że skoro Cię Bóg wezwał na tę drogę, na której dziś pozostajesz, to potrafi Ci na niej użyczyć tych łask, które innym duszom we wspólnym życiu udziela, i skoro Ci dał pragnienie należeć do dzieci św. Franciszka, udzieli Ci i seraficznego ducha Jego i łaskę do wytrwania. Jest to znak wybraństwa do nieba, bo według obietnicy danej św. Ojcu naszemu żadne z jego dzieci, które suknię jego do śmierci nosi, zginąć nie może. Nie zniechęcaj się także do pacy nad drugimi. Trudności te miał i Pan Jezus: „Jeżeli mnie nie słuchali – powiedział dla naszej pociechy – i was słuchać nie będą”. Ale to naszej zasługi nie zmniejsza, owszem, powiększa ją jeszcze. „W cierpliwości posiądziecie dusze i wasze, i cudze”. Niech Cię Bóg błogosławi na dzień Niepokalanego Poczęcia N.M.P., w którym się ściślej połączymy ze sobą w Panu i w św. Ojcu naszym wspólnym. W ten dzień Ofiarę Przenajświętszą za Was złożę przed Bogiem. Wy także w ten dzień dla Was uprzywilejowany, w którym jakoby większy przystęp mieć będziecie do swego niebieskiego Oblubieńca, polecajcie duszę sługi waszego Jemu. Łączę się z Wami w modlitwach za sprawę sług, przyszłych pań waszych.

Andrzeja Apostoła

Posyłam Ci na pamiątkę obłóczyn obrazek Przenajświętszej Rodziny.

Do S. Natalii Gajewskiej (2)

Widać zapomniałaś, co Pan Jezus powiedział, że nie ma proroka w ojczyźnie, tj. między swoimi. Bóg nie chce, aby te dusze, które wybrał dla siebie i uwolnił od trosk świata, nazad wracały i przejmowały się ich kłopotami. Chce, aby tylko modliły się za bliskich i służyły Mu wiernie, a przez to więcej pomóc mogą rodzinie niżeli przez perswazję i zabiegi. Więc nie kłopocz się o nich, ale wierz, że to Bóg z miłości na nich zesłał. Módl się tylko, aby to dobrze przyjęli. Ale wypada nawiedzić ich czasem i jakie słowo pociechy dać, ale nie sądzić tych rzeczy według świata. Pan Jezus na Matkę swoją Najświętszą większe cierpienia zesłał, chociaż kochał Ją więcej nad wszystkie stworzenia.
Powinnaś mieć w sercu tę myśl: jeżeli potrzeba dla dobra ich duszy, niech cierpią, tylko niech znoszą ten krzyż po Bożemu. Do siostry napisałem.
Boże, błogosław na rekolekcje i na wszystko

Do S. Natalii Gajewskiej (1)

Ufaj, moja Siostro, że skoro Ci Pan Bóg dał łaskę powołania, to da Ci też i łaskę wytrwania, bo bez tej łaski nikt by wiernym być nie mógł. Tylko się polecaj Matce Bożej, a przekonasz się, jak Ci wszystko łatwo pójdzie.
Niech Cię Bóg utwierdza i błogosławi

Do S. Marii Łaniewskiej (4)

Przepraszam Cię, moje dziecko, żem dotąd na list twój nie odpisał, chociaż był dość pilny. Jak też Ty możesz się smucić na służbie takiego Pana, jak możesz nie ufać takiemu Oblubieńcowi. Czyś słyszała kiedy, żeby jaki król, wziąwszy sobie z jakiejś familii oblubienicę, skazał potem jej braci lub siostry na śmierć lub na więzienie? A choćby się znalazł taki król na ziemi, to przecież nie uczyni tego twój Oblubieniec. Dość, byś służyła Mu wiernie, a możesz być pewną, że wszystko na dobre się obróci. Oto co najwięcej przyczyniać się może do tych niepomyślności, to brak ufności w Tobie i zbytnie zajmowanie się rodziną, które zawsze naganne jest w takiej osobie. Koniecznie trzeba, abyś się usunęła od tego, inaczej upadniesz na duchu albo i powołanie stracisz. Lepiej już wyjechać, jeżeli inaczej tego uczynić nie można. Bardzo proszę p. Krzymowską, aby się twoim bratem zajęła, jeżeli dotąc tego nie wyjednałaś u niej. Co do spowiedzi to ja zawsze jestem zdania św. Franciszki, aby poprzestawać na chlebie powszednim, jaki daje Matka Zakon w przewodnictwie matek, a nie szukać łakoci duchownych, bo często tam, gdzie zdaje nam się, że pożytek wielki odnosimy, w końcu niepokój się zrodzi. Ale niech tam Matka o tym decyduje. Niech Cię Bóg swoim pokojem obdarzy i błogosławi.

Do S. Marii Łaniewskiej (3)

To wcale nie jest bagatelą, co piszesz o zmęczeniu, jeżeli to skutkiem niedosypiania, to się bardzo dziwię, że Ty możesz tak być nieroztropną i przywodzić się do takiego chorobliwego stanu. Bardzo Cię proszę, abyś pomyślała nad tym, jak się masz uregulować w tej rzeczy. Ile godzin potrzebujesz snu, a ile sypiasz?
Usposobienie na pozór zimne ma swoją dobrą stronę, bo strzeże nowicjuszki od rozpieszczenia, co jest wielką wadą w przewodnictwie początkujących, bo myślę, że gdy widzisz prawdziwą potrzebę, to się potrafisz okazać matką. Niech Cię Bóg błogosławi na spowiedź i na dalsze rekolekcje.

Do S. Marii Łaniewskiej (2)

Dlaczegóż to nie masz serca matki dla dusz powierzonych Tobie przez Pana Jezusa, wszakże w tym celu powierzył Ci swoje oblubienice; gdzie nie ma matki, tam nie ma nic stałego. Po wtóre, dlaczego to skupienie czyni Cię mniej gorliwą i czynną? Czytamy o świętych oblubienicach Pańskich, powołanych do najściślejszego zjednoczenia z Bogiem, że za kilka innych pracowały. Jeżeli to jest z Boga, to nie powinno do obowiązków zniechęcać. (-)

Boże, błogosław.

Do S. Marii Łaniewskiej (1)

Aż zadrżałem z przerażenia, w jakim byłaś niebezpieczeństwie przed rekolekcjami z ks. Mazankiem. Dobrześ zrobiła, żeś się jemu zwierzyła, bo to jedyny kapłan, co ocenia wasze życie. Teraz weź stąd naukę na całe życie nie tylko dla siebie, ale i dla dusz, którymi kierować będziesz, zachęcając wszystkie do szczerości i do ślepego posłuszeństwa. Jest to bardzo trudne przy tych dekretach krępujących, ale trzeba pamiętać, żę dekretów nigdy nie należy tak rozumieć, żeby to na szkodę duszy wychodziło, bo nie może być taka intencja Kościoła, tylko nadużyć się Kościół obawia.
Boże, błogosław.

Do S. Wandy Skarżyńskiej (2)

Pokój Tobie, moja dobra Siostro. Nie trwóż się tak o swój postęp, zostaw to Panu Jezusowi. Czyż nie wiesz, że nad tymi duszami, które pracują nad ubogimi Jego sługami, On sam czuwa, On sam Cię oświeci, przekona i sam twoje wady weźmie, a da Ci na ich miejsce swoje cnoty… Cieszy mnie twoja gorliwość i łaska w pociąganiu dusz do Jezusa, nie dziw się, że Bóg wybiera słabe i nędzne za narzędzia swoje, aby zawstydzić pyszne. Boże błogosław.

Nikt, moje dziecko, nie widzi, kiedy mu ciała przybywa, a tym bardziej nie może spostrzec duchowego postępu, ale ja widzę go w Tobie choćby z tego samego, że nic w sobie dobrego nie znajdujesz. Ufaj w Bogu, że powoli nabędziesz wszystkiego, czego w Bogu pragniesz. Do Komunii św. przystępuj z ufnością. Boże, błogosław.
Co Ci też do głowy przychodzi z tym wahaniem się. Nie trwóż się tym pozornym brakiem ducha i tą walką, bo to jest podobne usposobienie, jakie Pan Jezus na sobie dopełnił przed złożeniem stanowczej ofiary. A więc pociechę stąd mieć powinnaś, że Ciebie Zbawiciel czyni uczestniczką swego kielicha. Niech Cię Bóg coraz więcej oświeca i błogosławi. Niech Cię Bóg błogosławi za twoje przywiązanie do sprawy Bożej oddanej Ci. Źle zrobiłaś, że nie powiedziałaś, do kogo należało. Widać w nieobecności S. diabeł skorzystał w zbliżeniu do tych osób, a osób nieprzychylnych dziełu Bożemu. Razem dokonali reszty. I ja nad tym boleję, ale wiem, że potrzeba, by to dzieło tę próbę przeszło.

Do S. Wandy Skarżyńskiej (1)

(Nowe Miasto, po 27.04.1898)

Bardzo mnie ucieszył twój list, tyle w nim objawów życia wewnętrznego i pragnienia postępu znalazłem. Nie trwóż się tymi trudnościami, jakie spotykasz w swojej naturze, wszyscy tego doświadczamy i przez takie walki i zwycięstwa nad sobą kształci się dusza. Mistrzyni twoja jest święta, ale trudno, aby wszystkim usposobieniom mogła odpowiedzieć. Więc jest to umartwienie, które Ci Pan Jezus przeznaczył, widać sam chce być Przewodnikiem twej duszy. Myślę jednakże, że gdybyś się nie uprzedzała do niej, a pieszczotliwie, z przymileniami i z ufnością natrętnie przedstawiała swoje trudności, to by Cię nie zbywała tak i w niej byś znalazła to, czego potrzebujesz. Jednakże nie widzę nic złego w tym, żebyś się do Tekli czasem odnosiła. Zakaz ten jest ze względu na niebezpieczeństwo, jakie bywa stąd, gdy się zwierza jakiejś niepewnej osobie, a nie takiej, jak Tekla względem Ciebie. Niech Cię Bóg błogosławi i utwierdza, i uświęca. Różaniec i obrazek załączam.

Do S. Lucyny Nojszewskiej (4)

Niech Bóg będzie błogosławiony za to wszystko, co uczynił z Tobą, bo ileż to cudów Jego miłosierdzia dopełnionych w Tobie zostało. Te różne koleje niedługiego twego życia, na pozór tak sprzeczne ze sobą, przedstawiają mi się jako jeden obraz Oblubieńca niebieskiego uganiającego się za duszą wybraną od samego dzieciństwa aż do ostatnich dni twego życia. Za duszę, która pomimo tak żywych dowodów Jego miłości i Opatrzności wyrzeka się Go, miłość serca swego oddaje stworzeniom, wszystkie Jego zabiegi w niwecz obraca, a On z dziwną cierpliwością, słodyczą i mocą odrywa ją od wszystkiego, co Jej przeszkadza do Jego miłości; przez różne zawody wytrzeźwia ją z tego szału świata i odnosi nad nią zwycięstwo. A z jakąż to oględnością i wyrozumiałością czyni, gdy wtedy nawet, gdy Ci miał zabrać skarb ostatni, już usposobił naprzód twe serce do tej ofiary.

Wszystkie te trzy powody, jakie wspomniałaś w tym liście, miały miejsce w zabraniu Ci twego świętego dziecka. Chciała Cię Boska dobroć i ukarać, i tę świętą dziecinę wyrwać spośród nieprawości, aby jej świat nie skalał i Ciebie uwolnić od głównej przeszkody do pójścia za Nim.
Dziś widzę, że spełniły się na Tobie słowa Pisma św., że kochającemu Boga wszystko na pożytek wychodzi. Bo i to zachwianie w wierze, i to przeniewierzenie się posłużyć to tylko powinno do utwierdzenia się na tej drodze. Dopuścił to Bóg na Ciebie, aby Ci dał poznać słabość twoją, przyprowadził Cię aż do krawędzi przepaści, ale Ci podstawił rękę swoją wszechmocną i wyrwał Cię z tej toni, abyś Mu tym więcej wdzięczną za to była. Już Cię teraz nie skusi świat swymi ułudami, gdyś doświadczyła, jak jest niebezpieczny dla Ciebie.

Czytając twój taki prosty i szczery list, w którym nie oszczędziłaś nic siebie, a tyle dowodów cudownej opieki Boskiej przytoczyłaś, o mało nie zawołałem: Boże, za co Ty tak kochasz tę duszę, za co się z taką wytrwałością ubiegasz za jej sercem? Czyż nie masz tyle innych, tak czystych, tak wiernych, tak pobożnych, dlaczegóż je światu zostawiasz, a za tą – jakby coś lepszego była od innych – tyle wysiłków w ubieganiu się o nią czynisz?

Zdaje mi się, żem od razu zrozumiał w tym zamiary Boże – że to On czyni raz dlatego, żeby się pokazała moc miłości Bożej nad Tobą i żeby ta miłość tryumf odniosła nad sercem tak zbuntowanym, a drugi raz, abyś – pamiętając na twe ułomności – nigdy nie przypuściła tej myśli, że to dla twoich cnót zostałaś do zaszczytu oblubienicy Pańskiej wybrana. Ale czyż można po tych wszystkich przejściach wątpić jeszcze, jakie ma Bóg zamiary względem Ciebie? Czyż ta wola Boża nie jest namacalna prawie? Czyż sama jej dobrze nie pojmujesz? Czy cały twój list nie pokazuje, żeś zrozumiała, dlaczego Ci to wszystko Bóg dał i dlaczego odebrał? Nie ma żadnej wątpliwości, że Bóg ukochał twoją duszę bardzo i ozdobił ją wszelkimi darami i przygotował Ci jeszcze większe, jeżeli Mu oddasz się całkowicie. I gdybyś była tak szaloną, żebyś jeszcze chciała dać łudzić się światu, nie wątpię, żebyś jeszcze więcej cierpiała i po nowych utrapieniach w końcu oddać Mu się musiała.

Ufaj, że ta sama Opatrzność, która Tobą kieruje życie twoje całe i czuwa wszędzie nad Tobą, ta także w chwili stosownej dała Ci się spotkać z tą osobą, która Ci ukazała drogę, na którą Cię Bóg wzywa. Jak Natanaela nawiedzał duchownie pod figą, a potem posłał do niego Filipa, aby go jako swego przyjaciela przywiódł do Niego, albo jak ukochanego Piotra wybranego na Głowę Kościoła, chciał, aby brat go przyprowadził do Niego, tak i Ciebie już usposobioną w sercu przez siostrę pociąga do Siebie. Słusznie przeto uznając to za wskazówkę woli Bożej, chcesz wstępować w Jej ślady. Całym sercem ten twój zamiar potwierdzam i podzielam twoją ufność, że Ci Bóg pozwoli wszystkie trudności przełamać, i dopełnić, co przed wieki względem Ciebie zamierzył. Sercu Jezusa i Maryi, i opiece św. Józefa oddają Cię z twymi świętymi pragnieniami, życząc Ci wytrwania na tej drodze.

Sługa w Chrystusie

Do S. Lucyny Nojszewskiej (3)

Pokój Tobie, moje dziecko! Jeszcze piękniejszą mi się twoja dusza wydała w tym ostatnim liście niż w poprzednich – taką czystą, przezroczystą, szczerą, prawą, a zarazem mężną, wytrwałą pomimo tych licznych usterek. Nie wątpij, że te wszystkie próby przez Opatrzność Bożą były Ci zesłane i na wielki pożytek twej duszy się obrócą. Jakżem dziękował Bogu, że w tym życiu obmyśla zdawałyby się niedostępne, bo czymże są nawet aspirantki felicjanek kwestujące po mieście w porównaniu do tego, na co Wy jesteście wystawione, wynosząc szafliki, itp. Co się zaś tyczy stosunku z Matką, jakkolwiek znając jej cnoty, nie wątpię, że tylko pokusa przedstawiła Ci one wady albo wymarzone, albo zbyt podnoszone, zawsze jednak lepiej, że się pozbyłaś tego ideału, bo przecież nie dla tych ideałów wstępuje się do tego życia i jak Ci to tłumaczyłem. Przełożona nie potrzebuje być koniecznie doskonałą, przy tym Bóg często duszom wybranym, które wielkimi darami obdarza, zostawia pewne wady, które je i przed nimi samymi i przed drugimi upokarzają, aby się nie podnosiły w pychę. I Ty się nie trwóż tym, że wyłażą dawne skłonności, które na czas się ukryły, bo tak zwykle bywa dla większej zasługi z walki, ale to nie przeszkadza służbie Bożej. Niech Cię Bóg wspiera w tych trudnościach, jakie masz w domu i poza domem i niech Ci da wytrwanie na twej drodze, na którą Cię sam wprowadził. Nie wiem, co tam Stasia zamyśla, podobno na mnie zażalona. A ja się modlę za nią, żeby jej Bóg wskazał swoją wolę, gdzie by mogła najpożyteczniej pracować i użyć darów Bożych.

Boże, błogosław

Do S. Lucyny Nojszewskiej (1)

Nie wiem, skąd Ci to mogło przyjść do głowy, żebym ja coś takiego napisał, z czego wnosiłaś, że się obawiam o twoje wytrwanie. Od początku czułem to dobrze, że Cię Bóg sam tutaj przysłał i że Jego wolą jest, abyś tu Mu służyła i tu uświęciła siebie i drugich, i nie zawahałem się nigdy w tym przekonaniu. Dlatego cieszę się, że i Ty oceniasz to zadanie i sercem do niego przylegasz.
Cierpienia, jakich doznajesz, są dowodem, żeś postąpiła na drodze życia duchowego i Bóg Cię uznał godną wystawienia na próbę. Teraz dopiero zaczynasz jakby własnym służyć Bogu, bo dotąd cudzym się posługiwałaś, tj. byłaś pociągana i utrzymywana łaską Boską i pociechami niebieskimi, a teraz musisz się rządzić gołą wiarą, co jest Bogu najmilsze, bo Pismo Św. mówi, że sprawiedliwy z wiary żyje. Bądź spokojna i trwaj na zaczętej drodze i ufaj, że Bóg nigdy nad siły pokus nie dopuści. Wzrastaj coraz więcej w zaufaniu do Matki.

Niech Cię Bóg utwierdza i błogosławi

Do S. Lucyny Nojszewskiej (2)

Czyś Ty zapomniała o tym, że jest duchowna Komunia św., w której przy gorącym pragnieniu można te same łaski otrzymać i zjednoczyć się z niebieskim Oblubieńcem jak w sakramentalnej? Czy nie pamiętasz, że święci pustelnicy po kilkadziesiąt lat żyli, tym tylko sposobem łącząc się z P. Jezusem wiedząc, iż taka wola była Jego i używając innych sposobów do uświątobliwienia? Jest czas na wszystko, a więc teraz czas postu duchowego, w którym możesz samą tęsknotą za Panem zasłużyć sobie wiele. Bądź tylko zawsze służebnicą Pańską, nawet wśród światowego towarzystwa, a wiele Mu chwały przyniesiesz nie wiedząc nawet o tym.

Niech Cię Dziesiątko Jezus pokojem swoim obdarzy i niech Cię błogosławi.

Błogosławiony Honorat w opiniach publicystów polskich i włoskich

Co w tym życiorysie ma być propozycją dla nas? Albo inaczej: do jakich punktów życiorysu o. Honorata bądź wymiarów jego duchowej sylwetki możemy dziś szukać odniesienia?
1. Do jego rewelacyjnego wręcz wyczucia społecznych bolączek i umiejętnego poszukiwania duszpasterskiej na nie odpowiedzi: tworzenia zgromadzeń apostołujących
we własnym środowisku, zwłaszcza zawodowym. (...)
2. Do jego duszpasterskiej innowacyjności przy respektowaniu ubogich środków
oddziaływania: konfesjonału i korespondencji, ale przede wszystkim modlitwy.
„Straszne zaniedbanie życia przez zaniedbanie modlitwy" - zapisze w swym prowadzonym przez kilkadziesiąt lat życia zakonnego „Notatniku duchowym". Społeczny działacz wciąż korygujący swój nadmierny aktywizm.
3. Do jego odrzucenia pokusy wyjazdu z kraju tam, gdzie znalazłby dogodniejsze
warunki działalności i do jego przekonania o potrzebie trwania na posterunku trudnym i nieefektownym, ale ważnym dla przyszłości ojczyzny i Kościoła. (...)
4. Do jego ufności w narodową przyszłość i pracy nad tą przyszłością mimo powszechnego po klęsce powstania styczniowego zwątpienia w narodowe szansę. Wizja
odrodzonego narodu jest dla o. Honorata tożsama z koncepcją jego motywowanego
religijnie odrodzenia moralnego. Przez powrót do Dekalogu i Ewangelii, a zwłaszcza
respektowanie trzeźwości i sakralnego charakteru dnia świętego. Ale także przez narodową jedność i solidarność, bowiem odradza się w narodzie - jak zauważył o. Honorat w jednym z kazań - „jędza niezgody, ten pierwotny grzech przodków naszych".
5. Do jego heroicznego posłuszeństwa wobec niezmiernie trudnej do przyjęcia i
niezrozumiałej woli Stolicy Apostolskiej odsuwającej o. Honorata od kierownictwa
jego zgromadzeń. (...)
6. Do jego spokojnego znoszenia ciężkich dolegliwości ciała u schyłku życia -
otwartej rany na nodze, odleżyn na plecach. (...)

Andrzej Potocki, O. Honorat Koźmiński. Patron chrześcijańskiego realizmu, „Ład" 9 X 1988, nr 41/210/. R 6; 1988


Duchowość franciszkańska miała w Polsce dobry rezonans. Zakony reguły św. Franciszka były popularne, wrośnięte w społeczeństwo, swojskie; miały łatwość kontaktu i prestiż wynikający również z pobudek patriotycznych (to w końcu kapucyn święcił Kościuszce szablę na rynku krakowskim i chodziły legendy o bernardyńskich kwestarzach napoleońskich). Kapucyni, najbardziej aktywni, byli predysponowani do montowania związków nieformalnych i więzi religijno-społeczno-prawnych. Nie jeden tylko Koźmiński to robił. (...)
W zamyśle Honorata zgromadzenia ukryte winny były istnieć również w tym wypadku, jeśliby warunki historyczne uległy znacznej optymalizacji. Powoływał się na przykład ewangeliczny: na ukryte życie i ukryte działanie Chrystusa. Sądził też, że w bardzo wielu wypadkach ubiór zakonny stwarza bariery i dystanse utrudniające prace, misyjną i apostolską. Gdy rzymska Kongregacja do spraw Zakonnych postanowiła potem, że „w razie zmiany okoliczności" ukryte zgromadzenia zakonne wrócą do habitu i wspólnej klauzury zakonnej - o. Honorat, choć tak bez reszty uległy i lojalny wobec Rzymu, przesłał jednak Kongregacji zupełnie inne sugestie: że zadanierr członków zgromadzeń ukrytych jest życie i ciche apostolstwo w pracowniach, magazynach, fabrykach, na wsi, gdzie los przydarzy. (...)
Były to idee zdumiewająco nowoczesne - zwłaszcza, jeśli się pamięta, jak mocne tkwił Koźmiński we współczesnym sobie świecie mentalnym, w wieku XIX. Mój Boże, gdy przyszło Vaticanum Secundum, sam czytywałem entuzjastyczne artykuły np. o Małych Siostrach o. de Foucauld, które w cywilnych kieckach gary zmywają po barach i garkuchniach - tym tylko apostołując, że są wierzące, pogodne, życzliwe i uczciwe. „Już przez to samo, że gdzieś są, choćby nic osobliwego nie czyniły, wywierają wpływ dobroczynny". (...)
Skrytki docierały tam, gdzie zakonnica w habicie czy ksiądz w sutannie nie mieliby dojścia. W sytuacji natężonej rusyfikacji, zwłaszcza szkolnictwa, nie była rzecze obojętną budowa sieci podziemnego nauczania czy półjawnego dokształcania „w rzeczach ojczystych"; a niechby tylko czytania i pisania - aby było komu wetknąć dc ręki książkę. (...)
Były „siostry wiejskie" i „siostry fabryczne". Trudno uwierzyć, ale ten jeden człowiek zamknięty w celi i w konfesjonale potrafił sprawić, że we włókienniczym centrum żyrardowsko-łódzkim co dziesiąta robotnica była jego „dyskretką". Żyły, jak inne, w dość dramatycznych warunkach, ale potrafiły zorganizować nawet coś w rodzaju domów dla chorych i miejsca wypoczynkowe, nie tylko ciche kasy samopomocy. A przede wszystkim - były. Zakonnica w habicie nie miałaby czego szukać w tych środowiskach. Tak: były bardzo pobożne. Ale pod powłoką dziewiętnastowiecznej dewocji był to jednak nowy, bo czynny typ pobożności. Honorackie „siostry fabryczne" powstały na trzy lata przed encykliką „Rerum novarum" Leona XIII, w której Kościół po raz pierwszy dostrzegł kwestię robotniczą. A na drugim biegunie - mało kto wie, że dyrektorka ekskluzywnej warszawskiej „pensji", hr. Zyberk-Plater też była honoracką skrytką i miała pod sobą siatkę inicjatyw wychowawczo-pedagogicznych.

Tadeusz Żychiewicz, Ojciec Honorat Koźmiński, „Tygodnik Powszechny". 16 X 1988, nr 42/20511R 42: 1988


Błogosławiony Honorat tak wyjaśniał charyzmat życia ukrytego: „W zgromadzeniach tych w szczególny sposób zachowywane jest ukrycie przed oczyma świata. Ten sposób życia zakonnego nie wynikał jedynie z roztropności lub zewnętrznej konieczności, ale był wyborem naśladowania ukrytego życia Dziewicy Maryi". (...) W swoim Testamencie duchowym wyrazil pragnienie ukrycia się „w ranach Jezusowych" oraz chciał „oddać ducha Bogu z tym samym usposobieniem, z jakim Jezus oddał swego ducha w ręce Ojca". Został wysłuchany. Śmierć była początkiem jego chwały.

Gino Concetti, Pełen inicjatyw i oryginalnych intuicji był zawsze uległy swoim przełożonym w posłuszeństwie, „L 'Osservatore Romano", 15 X 1988, nr 247 R 1128: 1988


Czytając życiorys kapucyna O. Honorata Koźmińskiego, jesteśmy zdumieni i nie potrafimy zrozumieć go jako jednej z tych wielkich dusz, które wzbudza Duch Święty w Kościele, szczególnie w momentach dla niego najbardziej krytycznych, w czasie doczesnego pielgrzymowania pośród ludzi. I nie jest ważne, że pole działania tych wielkich gigantów wiary ograniczone jest do jednego kraju; są oni bowiem powszechnym znakiem nadziei i zapowiedzią ostatecznego zwycięstwa Chrystusa. (...)
Jeszcze dziś budzi podziw ogrom pracy apostolskiej podejmowanej przez O. Honorata, niezależnie od ograniczeń wynikających z okoliczności. Był znanym kaznodzieją, światłym kierownikiem duchowym i płodnym pisarzem. (...)
W Testamencie duchowym zapisał: „Proszę Cię, aby żadna z tych dusz, któreś mi dał, nie zginęła i aby żadne z tych ziarenek, które raczyłeś przez moje usta rzucić w ich serca, nie było bezowocnym i aby Duch Święty raczył im przypomnieć w chwili sposobnej to wszystko, co im mówiłem, aby wszystko to posłużyło do ich uświątobliwienia i na większą chwałę Twoją, której jedynie pragnę".

Luciano Pastorełło, Tryptyk kapłaństwa: spowiednik, kaznodzieja i pisarz, „L 'Osservatore Romano", jak wyżej.


O. Honorat działał w Kościele i z Kościołem, środkami religijnymi, będącymi do dyspozycji Kościoła. O sto lat wybiegał naprzód swoją koncepcją życia doskonałości chrześcijańskiej i tworzeniem zgromadzeń i stowarzyszeń typu duchowości zakonnej, ale pozostających w świecie i włączających się we współczesną działalność. Wychodził on naprzeciw nie tylko warunkom egzystencji Kościoła pod zaborem rosyjskim, ale i społecznej sytuacji kraju, gdy budziły się do życia społecznego klasy niższe, a jednocześnie rozwijał się socjalizm. (...)
Miłość do Kościoła i pragnienie jego odnowy kierowały działalnością O. Honorata. Jeżeli założeniem Soboru Watykańskiego II była odnowa Kościoła i jego działalności dostosowana do dzisiejszych warunków, to O. Honorata nazwać można prekursorem Soboru. „Gdy dom ojcowski się pochyla, wszystkie dzieci do jego ratunku i naprawy przyczyniać się powinny" - pisał w książce o św. Franciszku. „Kościół św. chociaż ma obiecane od Chrystusa Pana, że bramy piekielne nie zwyciężą go, jednakże póki jest na ziemi, musi ulegać różnym trudnościom i brakom ze słabości ludzkiej pochodzącym, a przeto zawsze w pewien sposób wymaga naprawy i wszyscy wierni do niej przyczyniać się mają". (...)
Postać i działalność O. Honorata są nadal aktualne, choć pierwsza i druga wojna światowa dokonały olbrzymich przemian w naszym kraju. Ta aktualność wynika z niezbyt wielkiej odległości czasowej od jego śmierci i z jego proroczej wizji przyszłości, która pozwoliła mu wyprzedzać swoją epokę. Wymieńmy choćby najbardziej rzucające się w oczy kierunki i cechy jego działalności, które mogą być wskazaniami dla naszych czasów: iść w lud, do ludu i z ludem (my dziś mówimy ze względu na jednolitość narodową o jedności z narodem); widzieć „znaki czasu" i potrzeby ludzi i starać się im zaradzić w dziedzinie religijnej i duszpasterskiej; w trudnościach, przeciwnościach, prześladowaniach nie ulegać małoduszności, lecz zachować optymizm, płynący z wiary.

Bp Władysław Miziołek, Odczytywał znaki czasu i potrzeby ludzi, „L 'Osservatore Romano", jak wyżej.


O beatyfikacji Ojca Honorata Koźmińskiego (1829-1916) miasto i świat dowiaduje się od prawie dziesięciotysięcznej rzeszy Polaków, którzy w tych dniach przemierzają Rzym wzdłuż i wszerz z przypiętymi do torsów plakietkami z podobizną świątobliwego kapucyna. (...)
16 października. Na placu przed bazyliką Piotrową - labirynt sektorów. Gubią się w nim nie tylko pielgrzymi z Zakroczymia i Białej Podlaskiej, ale i z Toronto, i z Sydney. Nić Ariadny jest w rękach rzymskiej policji i szwajcarskiej gwardii papieskiej. Pod ich dyktando plac wypełnia się reprezentantkami siedemnastu honorackich zgromadzeń zakonnych, obrasta w kępy kapucyńskich mnichów. Stoją - stopa w stopę (bosą, oplecioną rzemieniem sandałów), broda w brodę: młodzi szczypią niecierpliwie starannie wystrzyżone „szczoty", starzy spokojnie gładzą, nie wiedzieć gdzie kończące się, szpakowate mierzwy. Wielu z nich znalazło się tu po raz pierwszy. Chłoną atmosferę święta wyniesienia do chwały ołtarzy ich współbrata. (...)
Papież dziękuje serdecznie za te słowa (życzeń z okazji jubileuszu), ale jest wyraźnie zakłopotany, jakby chciał powiedzieć: to nie ja jestem tu dziś ważny, to święci i błogosławieni, to Honorat Koźmiński,... (...)
Wieczór w bazylice Świętego Wawrzyńca za Murami. Rozpoczęcie triduum dziękczynnego za beatyfikację ojca Honorata. Na piazzale del Verano nie mieszczą się autokary z Polski. Kto żyw i czuje się Polakiem, napiera na bazylikę. Włosi mówią, że nie było tu jeszcze takich tłumów.

Tadeusz Pulcyn, Słudzy sług, „Przegląd Katolicki" 6 XII 988, nr 45/229/, R 76: 1988

Homilia O. Pacyfika Dydycza w czasie Mszy św. w radiu watykańskim w języku polskim dnia 16 X 1988 r.

„Za ten dar dziękujemy Panu Bogu"

Bracia i Siostry,

Nieraz już słyszeliśmy dopiero co odczytany tekst biblijny (Iz 53, 10-11; Hbr 4, 14-16; Mk 10, 35-45). I z pewnością za każdym razem odbieraliśmy go nieco inaczej ... i za każdym razem odnajdywaliśmy w nim coś nowego.
Dzisiaj wsłuchiwaliśmy się weń nie sami, ale wraz z nowymi Błogosławionymi, a zwłaszcza z błogosławionym Honoratem, który dopomaga nam bardzo w refleksji nad Ewangelią. On także swoim życiem ułatwia stosowanie w praktyce tego, co mówi Pismo święte. A Ewangelia z tej niedzieli odnosi się do wielu spraw. Przypomina sens naszego powołania do współuczestnictwa w chwale Syna Bożego i jego związek z udziałem w cierpieniach Chrystusa. A ponadto wzywa nas do szczerej służby braciom, gdyż w ten sposób najpewniej się sprawdza nasze wszczepienie w Jezusa.
Kilka godzin temu na Placu Św. Piotra, pełnym pielgrzymów, Ojciec św. Jan Paweł II obwieścił całemu światu, że wraz z dwoma innymi, bł. Honorat Koźmiński ma prawo do wyjątkowej czci, a to dlatego, iż życiem swoim starał się potwierdzić znaczenie Ewangelii dla każdego człowieka i dla wszystkich epok. Oczywiście, jest prawdą, że w istocie swojej beatyfikacja urzeczywistniała się pomiędzy rokiem 1829 a 1916 w życiu Ojca Honorata. A dzisiejszego przedpołudnia, czyli w dniu urodzin Błogosławionego, Ojciec św. wynosząc go na ołtarze, potwierdził jedynie to, co się dokonało przed laty.

Beatyfikacja bowiem jest oficjalnym potwierdzeniem ze strony Kościoła, że życie jednego z jego wiernych odpowiadało temu, ku czemu zaprasza nas Chrystus swoim przykładem i o czym mówi Ewangelia. Dlatego winniśmy na moment zatrzymać się przy życiu nowego Błogosławionego, który 16 października 1829 roku przyszedł na świat w Białej Podlaskiej, w katolickiej rodzinie o ścisłych powiązaniach z obrządkiem wschodnim, z Kościołem Unickim. Już jako dziecko, a potem jako młody człowiek doświadczył tego wszystkiego, co było udziałem jego pokolenia: w Powstaniu Listopadowym traci dwóch braci, musi opuścić rodzinne miasto, wcześnie umiera ojciec, a on przeżywa poważny kryzys w dziedzinie wiary. A obok tego uczęszcza do szkół, pomaga matce i rodzinie, żyje współczesnością. Wreszcie zostaje uwięziony i w Cytadeli doświadczy wewnętrznej przemiany. Już po odzyskaniu wolności odprawia spowiedź z całego życia i postanawia wstąpić do zakonu. I wreszcie puka do kapucyńskiej furty w Warszawie, aby pójść za Chrystusem drogą Franciszkową, zbudowaną na kulturze i polskich doświadczeniach. Rozpocznie się w stolicy, ale nowicjat odbędzie w Lubartowie, studia w Lublinie i w Warszawie, gdzie otrzyma święcenia kapłańskie i podejmie też pierwsze prace apostolskie.

Powstanie Styczniowe stanie się nowym doświadczeniem. Zakony ulegną kasacie, a zakonników zgromadzono w paru klasztorach, aby tam doczekali się śmierci. Część zresztą spośród nich skazano na powieszenie, wielu zesłano na Sybir. Ojciec Honorat znalazł się wśród tych, którym pozwolono umrzeć w Kraju. Najpierw zamieszka w Zakroczymiu, a po kasacie i tego klasztoru zostanie przeniesiony do Nowego Miasta i tam umiera 16 grudnia 1916 roku.

W trudnych czasach wypadło mu żyć i w ciężkich warunkach był zmuszony wypełniać swoje kapucyńskie i kapłańskie powołanie. Czasy te jednakże dopomogły mu w pogłębieniu przyjaźni z Chrystusem, przyjaźni utrwalającej się w cierpieniu. Jakby na nowo odkrywa Krzyż; krzyż życia, krzyż powszedniego dnia. Zatrzymuje się przy nim i już tak pozostaje.
Stara się sumiennie przestrzegać to, co od niego wymagały Konstytucje Zakonu. I usiłuje odważnie pełnić apostolską posługę: służąc w konfesjonale, przy ołtarzu, na ambonie, w nawiedzaniu chorych i więźniów; posługując się ubogimi środkami: nauczaniem, kazaniami, słowem pisanym, a zwłaszcza przykładem życia, zbudowanego na wierze, ubogacanego niezwykłą nadzieją i jaśniejącego miłością do Boga i bliźnich.
I w takich to czasach zdołał zapisać tysiące stronic, setki tysięcy ludzi pojednał z Bogiem i pomimo kasaty zakonów potrafił zorganizować wiele zgromadzeń zakonnych o życiu ukrytym, które podjęły się w warunkach stałego zagrożenia pełnienia tej misji, jaka przynależy do istoty życia konsekrowanego. Tego wszystkiego dokonał jeden człowiek, w jednym tylko życiu, przez 52 lata odcięty od zwyczajnych kontaktów z otoczeniem. Dokonał tego jeden człowiek, jeden zakonnik, jeden kapłan, ale silny mocą Ewangelii, odważny w Krzyżu, zjednoczony z Chrystusem i Jego Matką, do której miał wielkie nabożeństwo. W jej miesiącu się urodził dla ziemi, w Jej Miesiącu Roku Maryjnego został wyniesiony na ołtarze.

Błogosławiony Honorat nauczył się cierpieć z Chrystusem, służyć braciom. A Pan Bóg, Ojciec najlepszy przewidział i to sprawił, że właśnie dzisiaj odbyła się beatyfikacja, potwierdzenie Jego przyjaźni z Jezusem.
Dziękujemy za to Panu Bogu, dziękujemy za nowego Błogosławionego, który nam dopomaga w Chrystusowym odczytywaniu Ewangelii, który nas podtrzymuje w wiernym jej zachowywaniu; który nas jednoczy ze Stwórcą i przybliża do stworzeń.
A nauczył się tego w twardej szkole. Urodził się w czasach, kiedy podzielona Ojczyzna ziemska znajdowała się w niewoli, a religia była narażona na prześladowania. Cierpiał zwłaszcza Kościół obrządku wschodniego, trwający w jedności ze Stolicą Piotrową.

I oto dzisiejsza niedziela, uroczystość beatyfikacyjna jest jakby szczególną nagrodą za cierpienia i trudy Błogosławionego; jest wyjątkowym znakiem dla nas. Beatyfikacji bowiem dokonał Papież z rodu Słowiańskiego, a w uroczystościach biorą udział biskupi litewscy, ukraińscy i polscy, przedstawiciele liczni całej Rzeczypospolitej przedrozbiorowej. Przez ponad dwieście lat nie było to możliwe. Dzisiaj na nowo jesteśmy razem; razem w Chrystusie, dzięki świadectwu Błogosławionego Honorata.
I to nas kieruje ku innym czasom, równie trudnym, do epoki rozbicia dzielnicowego, kiedy to znakiem jedności stał się także świadek Chrystusa, święty Stanisław ze Szczepanowa. Nasza epoka, pełna podziałów i kontrastów otrzymuje od Boga ten wyjątkowy znak w osobie Błogosławionego z Podlasia. Jest On znakiem i współpracownikiem na niwie jedności; jedności wyrastającej z Chrystusa, i w Nim owocującej. Do takiej jedności nawołuje Jan Paweł II, a którego apele nie powinny pozostawać bez echa, chociażby ostatnie wypowiedziane w Strasburgu. A Ojciec Honorat podpowiada nam, jak mamy przyczyniać się do budowania takiej jedności w duchu ewangelicznym.

Za ten dar dziękujmy Panu Bogu i prośmy Go, aby za wstawiennictwem Matki Najświętszej dopomógł nam i wszystkim naszym braciom, zwłaszcza tym, którzy wywodzą się z tych samych tradycji kulturowych i religijnych, by starali się często powracać do przykładu życia Błogosławionego Honorata i żeby nikomu z nas nie zabrakło chęci do odczytania tej stronicy ewangelicznej, którą dopisał on swoją wiarą, nadzieją i miłością.

Przemówienie O. Pacyfika Dydycza, Definitora Generalnego podczas trzeciego dnia dziękczynienia za Beatyfikację

„Bóg przez swojego sługę zasadza pędy nowego życia"

Bracia i Siostry,
w ciągu tych paru dni mieliśmy wiele okazji do lepszego poznania życia błogosławionego Honorata. Bez wątpienia znamy Go teraz lepiej. Dzisiejszą refleksję pragnę ograniczyć do przypomnienia trzech prób, jakie On przeżył. A wydaje się, że były to próby poważne. Ojciec Honorat wyszedł z tego wszystkiego zwycięsko. Ciekawa była jego odpowiedź.
Ewangeliści przypominają nam wielki dramat, jaki przeżył św. Jan Chrzciciel: jego życie surowe i pokutne, nauczanie, a wreszcie i cierpienia tam doznane. W sposób przejmujący daje się zauważyć głębia Janowego dramatu w tym poleceniu, jakie kieruje już z więzienia do swoich uczniów, których wysyła do Jezusa, aby się upewnić: „Czy Ty jesteś Tym, który ma przyjść, czy też innego mamy oczekiwać?" (Łk 7, 19). Jezus kieruje wówczas swoje przesłanie do Jana: „Idźcie i donieście Janowi to, coście widzieli i słyszeli: niewidomi widzą, chromi chodzą, trędowaci doznają oczyszczenia i głusi słyszą. (...) A błogosławiony jest ten, który się ze mnie nie zgorszy ..." (Łk7, 22-23).
To błogosławieństwo zostało skierowane wprost do Jana. Błogosławionym bowiem jest ten, kto w obliczu próby nie zaprze się Chrystusa. I to błogosławieństwo, tak mi się zdaje, dotyczy również życia naszego Błogosławionego. Także i błogosławiony Honorat z Białej Podlaskiej, pomimo licznych doświadczeń, których nie brakło mu w całym długim życiu - nie tylko nie gorszył się, ale przemieniał te przeszkody w stopnie, które go prowadziły coraz bliżej ku Jezusowi Chrystusowi.

1. Pobyt w Zakroczymiu (1864-1892): „Wyjątkowy dar łaski" Już w pierwszych latach apostolskiej działalności w Warszawie Ojciec Honorat ukazał cały swój entuzjazm, przygotowanie i zapał apostolski. Pracuje z radością, z całym zapałem i całym sobą. Oddaje się kaznodziejstwu, trwa czujnie w konfesjonale, gorliwie prowadzi Trzeci Zakon Franciszkański. Już w owych latach jest przy narodzinach dwóch zakonów: Sióstr Felicjanek (1855) i Mniszek Klarysek-Kapucynek (1860). Pod koniec pierwszego dziesięciolecia swej pracy kapłańskiej będzie także duszpasterzował wśród więźniów, w sposób szczególny zajmuje się skazanymi na śmierć. Jego działalność przynosi wiele dobrego.
Ale wszystko się zmienia jakby nieoczekiwanie. Klęska Powstania Styczniowego z 1863 r. prowadzi do kasaty licznych klasztorów, a w tym i kapucyńskiego klasztoru w Warszawie. Ojciec Honorat razem z innymi braćmi musi na rozkaz carski pozostawić Stolicę i przenosi się do maleńkiego klasztoru w Zakroczymiu. I oto, ten młody człowiek, gdyż Ojciec Honorat ma zaledwie 35 lat, zostaje ograniczony w całej dotychczasowej działalności. Wydaje się, że wszystkie dotychczasowe plany uległy ruinie. Skasowano również Zgromadzenie Sióstr Felicjanek. Praca Honorata została skazana na zmarnowanie. Jest sam, w tym maleńkim miasteczku, zamknięty, izolowany, pilnowany przez żandarmów; bez prawa do zwyczajnych kontaktów z otoczeniem. Wszystko poddano ścisłej kontroli. Taka próba byłaby ciężka nawet dla starszego człowieka, a cóż dopiero mówić o młodym, dynamicznym zakonniku!? O. Honorat podchodzi do tego ze spokojem i odważnie, jest pełen ufności, a poddany tak szczegółowemu nadzorowi, dostrzega w tym wszystkim „wyjątkowy dar łaski". I nie ma na myśli zwyczajnego daru, on w tym dostrzega łaskę, co więcej - wyjątkową łaskę.

A kiedy Ojciec Honorat przebywa w takiej izolacji, Pan Bóg działa w nim, aż dusza Sługi Bożego staje się coraz milszą Panu; a jego posługa w konfesjonale przepojona zostaje obecnością Bożego miłosierdzia i roztropności, tak nieodzownej w kierownictwie dusz. I to tutaj właśnie powstanie 12 zgromadzeń zakonnych. „Drogi moje nie są drogami waszymi" - mówi Pan. I to się sprawdza.
Rząd carski pragnął zamknąć klasztory, wygasić życie zakonne, aby w ten sposób móc łatwiej uderzyć w Kościół Katolicki na terenie dawnej Pol¬ski; tymczasem Bóg poprzez swojego sługę zasadza pędy nowego życia. Stwórca pragnie podtrzymywać Polaków w cierpieniu. Ojciec Honorat zaś będzie dopomagał swoim rodakom do zrozumienia, że powinni urzeczywistnić swoje cele nie poza krajem, ale we własnej Ojczyźnie, aby nie zniszczyć i nie zaniedbać tych wartości, jakie pozostawiły wieki minione. I stało się tak, jakby Honorat przyjął za swoje te słowa, które ongiś zostały we śnie skierowane do św. Franciszka: „Wróć do miejsca urodzenia" (2 Cel 6).
Życie zakonne niekiedy domaga się oderwania, albo nawet i wykorzenienia. Nierzadko jest trudno zrozumieć wolę Bożą..., ale dusza prawdziwie wrażliwa dostrzeże w tym, co pochodzi od Stwórcy - za przykładem błogosławionego Honorata - nie pomyłkę, ale ... „wyjątkowy dar łaski".

2. Pobyt w Nowym Mieście (1892-1916): „kapucyńska kolebka"
Pan Bóg ma jednakże zwyczaj doświadczania coraz bardziej tych, których więcej miłuje. Wielką próbą dla Ojca Honorata było opuszczenie Warszawy w kwiecie kapłańskiego życia. W obliczu tej próby nie załamał się, wprost przeciwnie, dostrzegł w tym szczególną łaskę. Ale Pan Bóg nie zadowolił się tym, domaga się czegoś więcej. I O. Honorat zostaje usunięty także z Zakroczymia i to właśnie w tym czasie, kiedy jego działalność nabrała rozmachu, a zgromadzenia zakonne - dopiero co powstałe - dawały nadzieje na przyszłość. Pojawiają się nowe zakazy, których celem jest ograniczenie działalności Błogosławionego, aż dochodzi do następnej przeprowadzki. Tym razem do miasteczka równie małego, dalekiego od właściwego obrazu katolickiej Polski.
Do cierpień, płynących z prześladowania wiary, dołączają się inne doświadczenia. A jego duch doświadcza wielkich katuszy w obliczu carskiej wszechwładzy. Niewielu już tylko pozostało kapucynów w Polsce. Wedle oficjalnych statystyk zakonnych w roku 1896 było 21 zakonników, a w 1908 - już tylko ...14. Losem kapucynów polskich martwi się o. Bernard z Andermatt, generał Zakonu. I właśnie ta mała grupka została zgromadzona w Nowym Mieście. Nadzór jest tu jeszcze większy. Ale Ojciec Honorat po Bożemu odczytuje to nowe doświadczenie, a kiedy wyjawia, że „doświadczam ciężaru wszelkich krzyży", to natychmiast dodaje: właśnie tutaj będzie „kapucyńska kolebka".
„Błogosławiony, który się ze mnie nie zgorszy". Może nie wszystko jest dla niego jasne, może nie wszystko jest w stanie zrozumieć, ale wierzy!

3. „Spełniam całym sercem to polecenie"
I tak dochodzimy do trzeciej próby, dzięki której moc jego wiary okaże się jeszcze wyraźniej. Jest już starcem. Wydawałoby się, że już czas na więcej spokoju, pogody i swobody. Bóg jednakże doświadcza go dalej.
Nadchodzi jeden z momentów najtrudniejszych, kiedy to Błogosławiony otrzymuje wiadomość, że na mocy decyzji Kościoła zostaje odsunięty od kierownictwa zgromadzeniami, przy których powstaniu był obecny. I to dzieje się wtedy, kiedy te zgromadzenia okrzepły i rozwinęły się, zdołały przeniknąć do różnych dziedzin życia, pomimo ukrycia ale w sposób owocny pracowały w szkołach, szpitalach, przytułkach, fabrykach, w domach prywatnych i wśród ubogich; kiedy nawet najmłodsze zgromadzenie rodziło wielkie nadzieje; kiedy życie zakonne umacniało się dzięki własnej działalności, wtedy to nadchodzi polecenie, aby się oddalić od kierownictwa, aby przekazać wszystko w ręce biskupów, którzy mają się zająć reorganizacją Honoratowych zgromadzeń.
Po pięćdziesięciu długich latach pracy, całkowitego oddania się, ofiarności - teraz nadchodzi moment oddalenia. On - Fundator; On, który znał wszystko: osoby, miejsca i kłopoty; On, który czuł charyzmaty poszczególnych zgromadzeń! Możemy sobie wyobrazić, ile cierpienia zadała Mu ta nowa próba, może najcięższa w całym życiu. O. Bernard z Andermatt, Przełożony Generalny, starał się być bliskim Ojcu Honoratowi w takiej chwili, wyraził swoje uznanie dla Jego pracy. Bo i moment był trudny, delikatny. Przypominają się słowa, które Bóg wypowiedział do Abrahama: „Weźmij swego syna, jedynaka, którego kochasz, Izaaka i idź na ziemię Moria i złóż go na ofiarę na pewnym wzgórzu, które ci wskażę" (Rdz 22, 2).
Ojciec Honorat ma już 79 lat. Wobec tej próby, choć z sercem głęboko zranionym, ale pogodnym, pochyla się i ją przyjmuje. Powiadamia o tym swoich przełożonych i Stolicę Apostolską, a także zgromadzenia, pisząc: „Spełniam całym sercem to polecenie".

To są trzy momenty, które w sposób szczególny naznaczają jego życie: 28-letni pobyt w Zakroczymiu, następne lata w Nowym Mieście i usunięcie od kierownictwa zgromadzeniami. A w tym wszystkim nie czuje się narzekania, zapytań, ludzkich zastrzeżeń... widoczna jest natomiast - wiara silna! Tak samo i św. Jan Chrzciciel w obliczu największej próby, gdy siepacze Heroda przyszli do więzienia, aby ściąć mu głowę, nie pyta: dlaczego? to wygląda na absurd, nie wydaje się możliwe. Nie opiera się, gdyż pamięta o tym błogosławieństwie: „Błogosławiony, który się ze mnie nie zgorszy"! Identycznie postępuje bł. Honorat. Po ludzku nie wszystko jest w stanie zrozumieć, ale wszystko przyjmuje jako wyraz Bożej Woli, z wiarą.

Bracia i Siostry, i w naszych czasach jest wiele prób. Prośmy bł. Honorata, by nam nie zabrakło nigdy wiary: silnej i zdecydowanej, abyśmy i my zasłużyli na Jezusowe błogosławieństwo: „Błogosławiony, który się ze mnie nie zgorszy"!

Przemówienie Arcybiskupa Mirosława Marusyna, Sekretarza Kongregacji Kościołów Wschodnich podczas drugiego dnia dziękczynienia za Beatyfikację

„Przychodzi nam w radości przyjąć Ojca Honorata jako Błogosławionego"

Ukochani w Chrystusie Panu, Bracia i Siostry!

W niedzielę 16 października, w Bazylice Św. Piotra w Rzymie Ojciec święty Jan Pawet II ogłosił Błogosławionym - ku chwale Boga w Trójcy Jedynego, ku radości całego Kościoła Powszechnego, a zwłaszcza Kościoła w Polsce - Ojca Honorata Koźmińskiego, z Zakonu Braci Mniejszych. Od tego pamiętnego dnia Ojciec Honorat wszedł na ołtarze naszych świątyń. A stało się to w sto pięćdziesiątą dziewiątą rocznicę urodzin Błogosławionego Honorata, w dziesiątą rocznicę Pontyfikatu Ojca świętego Jana Pawła II. Stało się to także na zakończenie Świętego Roku Maryjnego, który nas wprowadził na próg Trzeciego Tysiąclecia Chrześcijaństwa.

Miasto Biała, dawniej Książęca, a teraz Podlaska, gdzie przez 208 lat spoczywały doczesne szczątki świętego Jozafala, przygotowało kolebkę dla błogosławionego Honorata. Ojczyzną dla niego była Ziemia Podlaska, podobnie jak była ona miejscem długiego spoczynku dla św. Jozafata po jego śmierci.

Podlasie przez długi okres czasu było zamieszkałe przez Polaków, Rusinów, Litwinów, Białorusinów, a także Żydów i Tatarów. Rodowody wielkich ludzi tam się często zaczynały i krzyżowały. Wszak część tego Podlasia należała do Korony, a część do Wielkiego Księstwa Litewskiego. Losy tych ziem często się zmieniały, ale niezmienne i trwałe ostało się chrześcijaństwo i bohaterstwo męczenników za wiarę.

Podlasie - to ojczyzna bohaterskich unitów. Ziemia ta jest nasiąknięta krwią męczenników. Podlasie - to ziemia święta! Przyszła na te ziemie wiara chrześcijańska przed tysiącem lat i to z dwóch chrzcielnic: część z chrztu Mieszka I w 966 r., a część z chrztu Rusi Kijowskiej za Włodzimierza w 988 r.

U wrót Podlasia, w Brześciu, dokonała się Unia Metropolii Kijowskiej z Rzymem, która przetrwała do dziś. A chociaż dawniej nie było tu religijnych konfliktów, to jednak po rozbiorach, a zwłaszcza od 1839 r. polała się na Podlasiu krew męczenników. Znamiennym świadectwem cynizmu stał się carski medal z wyrytym napisem: „ODERWANI SIŁĄ 1596 - POŁĄCZENI MIŁOŚCIĄ 1839".
O ludziach tej męczeńskiej ziemi tak powie poetka Maria Konopnicka: „Wśród wielu palm męczeńskich my mamy unitów
Krzywdzeni, zapomniani, ostatni grosz dajem za Rzymem
tak tęsknimy jak za własnym krajem".

Któż jest w stanie opisać tragedię w Drelowie, Pratulinie i Połubicach? Z setek unickich wsi i parafii pozostała dziś lylko jedna - w Kostomlotach nad Bugiem. Na Podlasiu naród dał podwójne świadectwo ofiary za największe wartości - wiarę i wolność. I tak za wiarę płacono męczeństwem unitów, a za wolność walką młodych żołnierzy. Na takiej to ziemi urodził się błogosławiony Honorat.

Dziadek błogosławionego Ojca Honorata był unickim księdzem, proboszczem we wsi Chłopków koło Łosic, jak to było w zwyczaju wschodniego Kościoła. Dziadek Honorata - Leon Koźmiński był świadom niebezpieczeństw, jakie groziły dzieciom ze strony carskiego prawosławia. Dlatego swego syna Stefana przepisał na obrządek łaciński, by uchronić go od prześladowań. Ważne dla niego było, aby jego dzieci i wnuki ostały się na wieki synami Katolickiego Kościoła i aby pozostały w jedności z Rzymem i Namiestnikiem Chrystusowym na ziemi. On już na sobie doświadczył ofiar unitów i prześladowań ze strony tych, którzy nie wiedzą, co to jest miłość. Ci, którzy zioną nienawiścią do drugich, nigdy nie dojdą do jedności.

Podczas chrztu Ojca Honorata były obecne dwie pary chrzestnych, a wśród nich ksiądz Bartłomiej Radziszewski, proboszcz i kanonik z Białej, późniejszy administrator Diecezji Podlaskiej. Przy chrzcie nadano mu imiona czterech patronów: Florentyna, Wacława, Jana i Stefana. W domu nazywano go Wacławem, dopóki nie przybrał zakonnego imienia - Honorat.

Lata, w jakich Honorat zaczął stawiać swoje życiowe kroki, byty niezmiernie ważne. Wybuchło powstanie listopadowe, podczas którego zginęli dwaj synowie Koźmińskich. Po upadku powstania w Królestwie Kongresowym nasila się rusyfikacja. Miody Wacław musi zostawić Białą Podlaską i Podlasie, pomimo uczuciowych więzów, jakie łączyły go z tą ziemią od pokoleń. Można przypuszczać, że osiedlenie się we Włocławku było przymusowe. Tutaj, w początkowym okresie Wacław przeżywa kryzys wiary. Nie mając trudności w nauce, kończy szkołę średnią w 15 roku życia. Zapisuje się do Szkoły Sztuk Pięknych, podobnie jak ojciec chce być budowniczym.

Rozpoczyna się ważny rozdział w życiu młodego Wacława. Umiera jego ojciec, zostawiając wdowę z sierotami. Później zaś Wacław zostaje aresztowany i uwięziony w Cytadeli w Warszawie. Nie wiemy, dlaczego posłała go tam carska ręka; młodzieńca, który liczył dopiero siedemnaście lat. Były to czasy Wiosny Ludów w Europie. A może stało się to ze względu na znajomość i związki z rodakiem z Białej - Karolem Ruprechtem, zamieszanym w konspirację. Więzienie stało się dla młodego człowieka miotanego wątpliwościami wiary okazją do przemyśleń, do stawiania pytań i odpowiedzi, niemalże rekolekcjami. Było to dziełem Bożej łaski i owocem modlitw matki. Zaczynała się duchowa przemiana w duszy Wacława, która w święto Wniebowzięcia Matki Bożej osiągnęła swój punkt kulminacyjny.

Aż nadszedł dzień marcowy 1847 r., kiedy to w niedzielę Męki Pańskiej Wacław Koźmiński opuścił mury Cytadeli. Był duchowo wolny i przygotowany do spotkania z Bogiem. Swoje kroki skierował do Kościoła Reformatów we Włocławku, gdzie odprawił spowiedź generalną z całego życia. Jeszcze jedną owieczkę wziął Dobry Pasterz na swoje ramiona, by zanieść ją do Ojca. Działo się to w niedzielę Dobrego Pasterza. Radowały się dwa serca Matek, tej ziemskiej, której miłość zwyciężyła i niebieskiej, której wstawiennictwo było tak widoczne.
Podobnie jak w życiu Apostoła Pawła, gdy Bóg posłużył się pośrednictwem Ananiasza, tak też i w życiu Wacława ogromną rolę odegrał Ojciec Prokop Leszczyński. To do niego przyszedł młody student Wacław, by odbyć spowiedź z okazji Jubileuszu Roku Świętego, ogłoszonego przez Piusa IX. Tam postanowił wstąpić do Zakonu Braci Mniejszych Kapucynów i 8 grudnia 1848 r. zapukał do klasztornej furty przy ulicy Miodowej w Warszawie, nie opodal unickiego klasztoru Ojców Bazylianów.

Tutaj młody postulant szukał tej wolności, braterstwa i różnorodności, jaką daje Ewangelia, a którą ukazał swym życiem św. Franciszek z Asyżu. Teraz myślał tylko o Bożej Chwale. Wybrał drogę świętości połączoną z ofiarą. Był gotów cierpieć i umrzeć za innych. Nowicjat trzeba było odbyć u Ojców Kapucynów w Lubartowie. Drogę tę odbył pieszo i już 21 grudnia 1848 r. przywdziewa zakonny habit i przyjmuje imię Honorat. Święcenia kapłańskie przyjmuje 27 grudnia 1852 r. i rozpoczyna działalność duszpasterską.

Młody zakonnik otrzymuje od Boga osobliwy dar dobrego kaznodziei. Wczytuje się w znaki czasu. Jest blisko codziennych spraw, zwłaszcza życia i pracy kobiet. W tym czasie było to w Polsce ogromnie ważne. Ojciec Honorat propaguje pobożność maryjną, szczególnie nabożeństwo różańcowe. Po ogłoszeniu dogmatu o Niepokalanym Poczęciu szerzy prawdę o Matce Bożej Pośredniczce Łask, która prowadzi nas do Boga. Wzywa cały naród, aby trwał w pielgrzymowaniu na Jasną Górę, do domu Matki. Proponuje ustanowienie święta Jasnogórskiej Madonny i na ten dzień opracuje liturgiczne teksty.

Kazania Ojca Honorata są proste i zrozumiałe, przesiąknięte Bożym Duchem, pełne biblijnego i teologicznego znaczenia. Kiedy zaś nastały ciężkie czasy i wprowadzono zakaz głoszenia kazań, a zakonników wydalono z klasztorów, Ojciec Honorat posługuje w konfesjonale. Staje się spowiednikiem. Nie tak dawno - zmarły w Goniądzu nad Biebrzą w 1983 r. ks. Władysław Potocki, a wyświęcony w 1903 r. dla diecezji Terespolsko-Saratowskiej, z podziwem wspominał swego ojca, który szedł 300 km pieszo, aby się wyspowiadać u Ojca Honorata.

Z rodzinnego domu wyniósł Ojciec Honorat umiłowanie każdego człowieka i Ojczyzny. Przeżyć musiał krzyżową drogę swoich rodaków zsyłanych na Sybir czy skazywanych na śmierć. Sam towarzyszył osobiście wielu straceńcom, przygotowując ich na śmierć. Wiedział dobrze, że bez ofiary z życia i poświęcenia, niemożliwe jest budowanie Królestwa Bożego na ziemi. Dlatego zwraca swój wzrok na żeńskie zgromadzenia zakonne, nie tylko na te, które oficjalnie pracują, ale na te, które pracują w ukryciu i nie noszą stroju zakonnego. Stał się on Ojcem założycielem takich właśnie zgromadzeń żeńskich. Do nich należą przede wszystkim: Siostry Felicjanki, potem Siostry Kapucynki, Siostry Serafitki, Zgromadzenie Sióstr Sług Jezusa, Siostry Córki Najczystszego Serca Maryi (Sercanki), Siostry Najświętszego Imienia Jezus, Siostry Westiarki, Siostry Wynagrodzicielki Najświętszego Oblicza (Obliczanki), Zgromadzenie Małych Sióstr Niepokalanego Serca Maryi (Fabryczne), Zgromadzenie Sióstr Służek, Siostry Pocieszycielki Najświętszego Serca Jezusa (Pocieszycielki), Służebnice Matki Dobrego Pasterza (Pasterzanki). Ojciec Honorat założył także zgromadzenia męskie: Braci Świętego Józefa i Zgromadzenie Synów Matki Bożej Bolesnej (Dolorystów).

Dla tych wszystkich zakonów Ojciec Honorat stał się Ojcem i Założycielem na wzór świętego Bazylego Wielkiego na Wschodzie czy św. Benedykta na Zachodzie. Ostatecznie te dwa światy złączyły się w jeden. Przecież z pochodzenia był on człowiekiem Wschodu, z powołania - człowiekiem Zachodu, na wzór Apostoła Pawła, który stał się wszystkim dla wszystkich, aby wszystkich przyprowadzić do Jezusa. Tak czyniąc, zakończył swój ziemski żywot 16 grudnia 1916 r., przeżywszy 87 lat i dwa miesiące. W Europie gorzało piekło I wojny światowej, potem nastąpił pokój, znów przerwany przez II wojnę. Od czterdziestu trzech lat zamilkły armaty, a ludzkość żyje, nie wiedząc, co przyniesie przyszłość.

Przychodzi nam w radości przyjąć Ojca Honorata jako błogosławionego. Narodziny dla nieba wypadły w 10 rocznicę Pontyfikatu Jana Pawia II, 16 października. Postawił go Ojciec święty jako wzór do naśladowania w całej jego wielkości i chwale.
Dziś w wielkiej radości dziękujemy za ten dar Ziemi Podlaskiej w bazylice Św. Wawrzyńca w Rzymie. A Rzym „to druga Ojczyzna i lepsza, bo z ducha (Dzwonią w Rzymie) to Polska na kolanach słucha" (M. Konopnicka).

Tak było przed stu laty i tak jest dziś w roku 1988, zwłaszcza gdy od dziesięciu lat na Tronie Apostolskim zasiada Syn Narodów Słowiańskich, które „tęsknią za Rzymem jak za własnym krajem", bo „Papież, Kościół Chrystusowy i Tron Apostolski, to nasze Sanctissimum" - mówi poetka. My, wszyscy tu obecni, to dobrze rozumiemy, co więcej, tego doświadczamy. Uczy nas tej wierności Kościołowi Chrystusowemu i Rzymowi błogosławiony Honorat.

Jego modlitwa dla całego Kościoła i Podlasia - trwa. Jakże jest potrzebna i nawet bardzo konieczna. Na Ziemi Podlasia Męczennicy za Unię z Rzymem czekają na swe oficjalne Narodziny dla Nieba. Oczekują także prawdziwej wolności dla swych Braci na Polesiu, Wołyniu, na Ukrainie i Białorusi, na obszarach starej i szerokiej Metropolii Kijowskiej. Oczekują tej wolności ducha wszędzie tam, gdzie ziarno Ewangelii zostało zasiane przed tysiącem lat, czego Jubileusz w tym roku uroczyście obchodzimy.

Błogosławiony Honorat po swoim dziadku i pradziadku jest synem tego chrztu i dzieckiem Unii. Stał się też Przedstawicielem przy Bożym Tronie nas wszystkich - wierzących w Chrystusa Ukrzyżowanego i Zmartwychwstałego. Dlatego z pokorą, w oczekiwaniu na prawdziwą wolność ducha dla naszych Braci w wierze, prosimy:
Błogosławiony Honoracie - módl się za nami! Amen.

Przemówienie O. Flavio Carraro, Generała Zakonu Kapucynów na zakończenie Mszy św. dziękczynnej 17 X 1988 r. w bazylice Św. Wawrzyńca

„Daliście Kościołowi nowego Błogosławionego"

Najdostojniejszy Eminencjo, Księże Kardynale Prymasie Polski, Najdostojniejszy Eminencjo, Księże Kardynale krakowski, Najczcigodniejsi Ekscelencje, Księża Biskupi litewscy i polscy, Drodzy Bracia Kapłani, Siostry i wszyscy Wierni!

Dziękuję Panu Bogu za to, co przeżywamy dzisiaj. Pragnę podziękować Warn wszystkim za tę obecność nie jako Przełożony Generalny Zakonu Kapucyńskiego, ale jako człowiek wierzący, jako osoba poświęcona Bogu i jako kapłan. Podziękować Warn pragnę za ten przykład, jaki daliście mi i wszystkim tu obecnym tego wieczoru. Bardziej odpowiednim wydaje mi się od podziękowań, od uznania, ten podziw, jaki wzbudzacie we mnie. Podziw dla Was, dla waszej ziemi, dla waszej wiary. Daliście Kościołowi nowego Błogosławionego, który na tle historii Kościoła jawi się jako gigant. Mogłem sam usłyszeć wypowiedź Ojca świętego, jego pragnienie, aby dać poznać światu tego Błogosławionego, którego wydała polska ziemia. Jest to człowiek, zakonnik i kapłan, który ukazuje nam wiarę, ukazuje nam miłość względem Boga i względem ludzi w sposób heroiczny. I właśnie z tego powodu pragnę Wam podziękować i chcę Was podziwiać.

Obchodzimy to święto, które łączy się jednocześnie z dziesięcioleciem pontyfikatu Ojca świętego Jana Pawła II. Jest to także nadzwyczajny człowiek Kościoła polskiego. Jest to także kapłan rozkochany w Bogu, a jednocześnie rozkochany w braciach i siostrach na całym świecie. Bracia i Siostry! Najdostojniejsi Eminencje i Ekscelencje! Pragnę teraz wyrazić coś z pewnym niepokojem, a jednocześnie z ogromnym przekonaniem, że Polska ma wielką rolę do wypełnienia dzisiaj w dziejach Kościoła i świata. Pragnę razem z Wami prosić błogosławionego Honorata, aby Bóg dał nam tę łaskę, byśmy mogli poznawać Boga i miłować całym sercem, we wszelkim działaniu, kochać i służyć naszym braciom całym naszym istnieniem. I żeby rozwiązywać, a może lepiej powiem, żeby żyć tymi problemami tam, gdzie one istnieją, aby unikać jakichś łatwych rozwiązań. To będzie stosunkowo łatwe, jeżeli będziemy wszystko czynili na wzór Ojca Honorata. Sędziowie, którzy poznawali życie Ojca Honorata, sędziowie kościelni w procesie beatyfikacyjnym, zakończyli swoje zeznania takim zdaniem: „Chodził, wędrował zawsze z Bogiem". Iść z Bogiem, to znaczy - cośmy powiedzieli wcześniej - poznawać i kochać Go oraz służyć Mu gorliwie. Przypominać sobie, że Pan jest nie tylko tym, który na nas patrzy, ale jest Bogiem z nami, jest w nas. Przypominać, że Bóg jest Eucharystią w Chrystusie Jezusie. Przypominać, że Bóg, Jezus Chrystus dał nam swoją Matkę.
Dziękuję. Bóg zapłać!

Homilia Józefa Kard. Glempa, Prymasa Polski wygłoszona podczas Triduum dziękczynnego po Beatyfikacji - Rzym, Bazylika Św. Wawrzyńca in Verano

„Dla Ojca Honorata rozpoczynają się nowe prawa i nowe obowiązki"

Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus!

Najdostojniejszy Księże Kardynale Metropolito Krakowski,
Drodzy i Umiłowani Biskupi z Litwy,
Najdostojniejsi Przedstawiciele Episkopatu Polski,
Czcigodni i Drodzy Kapłani, przybywający na dzisiejszą uroczystość ze
wszystkich diecezji polskich i niemal ze wszystkich krajów świata,
Drodzy Siostry i Bracia!
Cari nostri Amici Italiani!

l. Skarb świętości złożony w duszy człowieka
W dniu wczorajszym doświadczyliśmy niezwykłego wydarzenia. Kiedyś Jezus Chrystus do świętego Piotra, do tego, który po Jego zmartwychwstaniu aż trzykroć zapewniał swego Mistrza o swoim umiłowaniu Go, powiedział: „tobie dam klucze królestwa niebieskiego: cokolwiek zwiążesz na ziemi, będzie związane w niebie..." (Mt 16, 19). Kluczem otwiera się, ale się nie wiąże. Jednakże klucz, który Chrystus daje Piotrowi, ma tutaj, na ziemi taką siłę zobowiązania, że to zobowiązanie sięga nieba. Takiej władzy kluczy użył wczoraj Ojciec święty, gdy na początku Mszy świętej odprawianej na Placu Świętego Piotra trzech znakomitych mężów Kościoła: dwóch pasjonistów i ojca kapucyna z Białej Podlaskiej zaliczył w poczet błogosławionych. Od tego momentu ci błogosławieni wstępują w nowy okres swojego życia.

To prawda, że życie ziemskie Ojca Honorata zakończyło się dawno temu. To prawda, że jego niebieskiemu życiu nie możemy nic dodać. Ale święty żyje swoim życiem także na ziemi, w Kościele. W Kościele bowiem jest obcowanie świętych. I choć ogłoszenie go błogosławionym nic nie dodaje do jego życia w chwale niebieskiej, na ziemi dla Kościoła jest to nowa data - dzień, w którym narodził się nowy orędownik. Dla Ojca Honorata rozpoczynają się więc jak gdyby nowe prawa i nowe obowiązki. Tak, święci także mają swoje prawa. Ojciec Honorat od wczorajszego dnia ma prawo do chwały ołtarzy, a więc ma prawo przyjmować nasze modlitwy, przyjmować nasze prośby, ale z tych praw płyną również zobowiązania. On ma być naszym patronem. Ma nasze modlitwy przyjmować i wstawiać się za naszymi prośbami. Ma w naszym imieniu orędować u Boga. My zaś, patrząc na wyniesionego na ołtarze, mamy prawo naśladować go, a więc wpatrywać się w jego cnoty, w jego naukę, w przykład jego życia. Oto sposoby, jakimi zostaje ubogacony Kościół. Kościół w naszej Ojczyźnie i nie tylko w Ojczyźnie.
Święci przezwyciężają trudności, jakie niesie życie, pokonują te trudności w sposób spokojny, a zdecydowany. Oni potrafią w swoim czasie, w konkretnych okolicznościach wypełniać Ewangelię tak, jak tego ich czasy i okoliczności ich życia wymagają. Święty człowiek nie poddaje się stylowi życia, jakie powszechnie panuje, nie poddaje się opiniom ulicy. Święty człowiek lepiej rozumie Ewangelię i ma odwagę wprowadzać ją w życie. To najczęściej dziwi i zaskakuje mu współczesnych. Ponieważ wszyscy postępują inaczej. Po co on sam sobie stwarza trudności? Ale człowiek święty, rozumiejąc w światłach Bożych Ewangelię i kochając Jezusa Chrystusa, nie może poddać się miernocie. On musi odbijać od innych, bo musi urzeczywistniać Kościół. I dlatego święci przewodzą nam już za swego życia, i po śmierci.

Niezależnie od tego, że wszyscy błogosławieni i święci odznaczają się tym radykalizmem ewangelicznym, każdy z nich, stosownie do swojego charakteru i do otrzymanych łask, urzeczywistnia charyzmat osobisty. By zrozumieć ludzi świętych, trzeba się wczytać w świętego Pawła Apostoła. Wysłuchaliśmy dzisiaj lekcji, która nam mówiła o potrzebie kroczenia za Chrystusem wbrew trudnościom życiowym. Święty Paweł mówi, że niesiemy skarb Boży w naczyniach glinianych. Naczynie gliniane łatwo się tłucze, trzeba więc być ostrożnym, trzeba zabiegać wokół tego skarbu, jaki jest dany. A każdy z nas otrzymał skarb, to znaczy - powołanie do świętości. Ten skarb trzeba nieść odważnie. Święty Paweł mówi dalej: „znosimy cierpienia", ale cierpienia mają swój kres i można je pokonać, gdy się je podejmuje z Jezusem Chrystusem, oraz: „żyjemy w niedostatku". Iluż świętych przeżyło swój niedostatek, ale niedostatek nie może hamować świętości. Bieda to jest tylko ziemska przypadłość i nie może ona zagłuszyć ducha. „Znosimy prześladowania", ale prześladowania nie mogą człowieka załamać. Człowiek, który niesie skarb świętości, wie, że Pan jest jego mocą i żaden prześladowca nie może go zwyciężyć. Chrystus powiedział: czemu się boicie tych, którzy zabijają ciało, ducha zabić nie mogą (por. Mt 10, 28). Pan bowiem jest obrońcą ducha. „Obalają nas na ziemię" - mówi święty Paweł - ale my się dźwigamy (por. 2 Kor 4, 7-9). Tak, to jest chrześcijaństwo. Obalą nas, ale my nie leżymy. Trzeba ciągle powstawać, dźwigać się. Bardzo trudne wymagania stawia nam chrześcijaństwo, a wśród nich jedno: nie poddawać się zwątpieniu. Dopiero wtedy, kiedy człowiek zdoła nie poddać się zwątpieniu, wewnętrznie się odnawia. Człowiek tylko cielesny ma swoje słabości i może upadać, ale człowiek, który ma głębokie wnętrze duchowe, ciągle się odradza i jego pielgrzymka życiowa, choć trudna, zawsze postępuje ku wyzwoleniu.

2. Pełna Bożego zapału służba Ojca Honorata
Błogosławiony Ojciec Honorat dobrze rozumiał, że nie można poddać się zwątpieniu, że potrzeba wyzwolenia nie człowieka ciała, ale człowieka ducha. On to rozumiał, bo czasy, w których żył, nastręczały po temu wspaniałych sytuacji. Urodził się w przededniu wybuchu Powstania Listopadowego. Cała tradycja napoleońska była jeszcze żywa w polskich rodzinach, a tymczasem powstanie upadło i trzeba było zabierać się do pracy, do nauki, co nie było łatwe. Przychodziły kryzysy. Taki właśnie kryzys przeszedł nasz Błogosławiony, ale nie zwątpił. Bóg był z nim. Nastały potem trudne czasy Powstania Styczniowego. Miał za sobą zaledwie dziesięć lat kapłaństwa, a już musiał asystować współbraciom-powstańcom, kiedy byli skazywani na śmierć, kiedy byli wywożeni na zesłanie. Wtedy szczególnie trzeba było pamiętać, że mocą człowieka jest Bóg i nie wolno zwątpić. Ojciec Honorat nie zwątpił, kiedy zamknięto jeden klasztor, potem drugi, kiedy musiał wiele kilometrów przebywać pieszo, by dotrzeć do trzeciego. W tym człowieku nigdy nie pojawiło się zwątpienie. Zawsze był silny duchem, bo wiedział, bogatszy o doświadczenia klęsk narodowych, że wyzwolenie ciała - nawet w wymiarze narodowym - to jeszcze nie wszystko. Wiedział, że trzeba rozpocząć od wyzwolenia ducha, od osiągnięcia wolności dziecka Bożego, aby móc potem siłami tego ducha kształtować rzeczywistość ziemską tak, jak tego chce Chrystus. Ojciec Honorat zrozumiał, że niewolą człowieka jest grzech, a owocem grzechu są takie struktury społeczne, które człowieka osaczają i zniewalają. U podłoża struktur niesprawiedliwości społecznej i krzywdy narodowej zawsze leży grzech, zawsze leży brak wierności Ewangelii.
Ojciec Honorat postawił na wyzwolenie człowieka. Całymi dniami siedział w konfesjonale, bo wiedział, że kiedy społeczeństwo jest zniewolone, trzeba mu mówić o wyzwoleniu ducha, a nabycie takiej wolności oddala lęki. Człowiek, który nie boi się, może działać zgodnie ze swoim sumieniem i prawem Bożym.
Ojciec Honorat założył wiele zgromadzeń, aby wolność duchową nieść w wiele dziedzin życia społecznego. Założone przez niego zgromadzenia potrafiły mieć odwagę, ale odwagę roztropną. Miałem możność odwiedzić wiele zgromadzeń powołanych do życia przez błogosławionego Ojca Honorata, gdy obchodziły stulecie swego istnienia, i przyjrzeć się tym stuletnim dziejom, jak były twarde, ale pełne natchnienia Bożego i zapału. Pokazywano mi pamiątki z dawnych lat. Pokazywano szafki, które po odpowiednim otwarciu zamieniały się w ołtarze, przy których sprawowano Najświętszą Ofiarę. Nieujarzmiony duch potrafił znajdować formy, w których mógł urzeczywistniać swoje chrześcijaństwo niezależnie od tego, jakie były nastroje społeczne. Powstawały domy, powstawały szkoły, powstawały szpitale, a na ich czele stawały niewiasty, które umiały odważnie i mądrze poprowadzić wielkie dzieło odrodzenia moralnego.
Wiele wymaga Bóg od ludzi powołanych do świętości, ale stawiając wymagania daje im pomoc. Właśnie o sposobie, w jaki Bóg pomaga ludziom, słyszeliśmy w dzisiejszej Ewangelii świętej. „Ja jestem krzewem winnym -mówi Chrystus, wy - latoroślami" (J 15, 5). Ten, który pielęgnuje krzewy - a więc sam Bóg - usuwa gałązki uschłe, aby żywe mogły czerpać soki z pnia. My wszyscy jesteśmy latoroślami i winniśmy czerpać soki z pnia, którym jest Jezus Chrystus.

Niech to nasze zagłębienie się w Chrystusa będzie pielęgnowane i żywe, aby każda przeszkoda, która stanęłaby na drodze przepływu żywotnych soków, była usuwana. Oczyszczeniem dla nas jest Sakrament Pokuty. Mamy trwać w Jezusie Chrystusie - to jest życiową sprawą wszystkich ochrzczonych. A kto trwa w Jezusie Chrystusie, ten wypełnia dwa zadania. Po pierwsze: przestrzega przykazań nie dlatego, że są one nakazem, ale dlatego, że kocha Jezusa Chrystusa. A drugim zadaniem jest właśnie miłowanie Zbawiciela, co równa się wypełnianiu Jego przykazań.
Oto, Najmilsi, refleksje, które nam Kościół poprzez tekst Pisma świętego każe rozważać na tle życia nowego Błogosławionego, Ojca Honorata, całkowicie oddanego Chrystusowi i człowiekowi, kapłana, który nie poddał się zwątpieniu, choć miał po temu wiele pokus.

Najmilsi! Nam także dzisiaj nie wolno poddawać się żadnym zwątpieniom. Siłą naszą jest Bóg, bo my jako latorośle czerpiemy ze szczepu winnego, z którego tryska duchowe życie ku naszemu wyzwoleniu. Czy potrzebujemy wyzwolenia? Tak, potrzebujemy ciągle wyzwolenia ducha, bo mamy się odrodzić moralnie. Szukanie zmian strukturalnych bez sięgnięcia do zmian moralnych, do zmian postawy sumień i serc byłoby ze strony Kościoła działaniem daremnym. Trzeba wyzwolić się z różnych form zła. Jakże nas czasem przygniatają formy współczesnego stechnizowanego życia, i stajemy się ich niewolnikami. Najczęściej nie mamy na nic czasu. Czyż czas jest takim panem, że nam krępuje ręce, krępuje nam kolana, które miałyby zgiąć się przed Bogiem? Czy nie trzeba wyzwolić się z takiego stylu życia, który jest ciągłą gonitwą, nieustannym dążeniem do czegoś, zatroskaniem o rzeczy doczesne? To jest dzisiejsze zniewolenie. Trzeba mieć czas na Boga - to jest pierwsza i podstawowa przesłanka do odzyskania wolności ducha.

Najmilsi! Obecni w świętym mieście u grobu Apostołów, u świętego Piotra, u świętego Wawrzyńca wspominamy świętych czyli ludzi duchowo wolnych, ludzi wyzwolonych. Niech nasz święty Patron, błogosławiony Honorat, przykładem swego życia, swoją modlitwą i swoim orędownictwem wyzwala nas z tego, co nas krępuje, byśmy byli w pełni wolnymi dziećmi Bożymi. Amen.