(1) List bł. Honorata do Siostry Franciszki Zofii Niemorszańskiej

[Nowe Miasto n. Pilicą, 21 stycznia 1910 r.]

Nie wiem, o co chodzi Marcie i co to za pan, o którym pisze. Ale widzę, że nie odebrała mego listu, w którym jej napisałem, że cieszę się, iż chce tam zostać i chorymi się zajmować, i że pani Makomaska już oświadczyła, że tylko ja mam prawo do tego funduszu, i że prosiła panią Miszewską, aby biskupom to powiedziała. Więc nie potrzeba żadnych listów do Makomaskiej, bo żadnych nie przyjmuje, i ja sam nie pisałem do niej, bo kolędy w przeszłym roku zwróciła z powrotem pocztą, dlatego przez Miszewską załatwiłem to, ale jeżeli chcecie, to można próbować. Ale tam nie potrzeba żadnych przedstawień o zasługach swoich robić, bo on nie chce o niczym słuchać i mówi, że zgromadzeń nienawidzi.
Ks. Gajkowski może na zasadzie listu pani Miszewskiej do mnie pisanego upomnieć się o przepisanie własności i o skasowanie testamentu.
Boże błogosław

(5) List bł. Honorata do Siostry Jolanty Marty Łabusiewicz

[Nowe Miasto n. Pilicą, ok. 1910 r.]

Robiąc porządek w celi, natrafiłem na dokumenty tyczące się ofiary pani Makomaskiej i widzę, że są tak jasne, że przy dobrej woli rozstrzygają ostatecznie całą rzecz. Dla wyjaśnienia ich przypominam, że gdy do mnie doszła pogłoska o dzikich, oburzających i nieuczciwych pretensjach pani Rościszewskiej prosiłem Wielebną Miszewską, jej krewną, aby wyjaśniła tę kwestię. Ona w odpowiedzi przysłała mi dosłowny referat ks. Stopierzyńskiego, który tu załączam spisany zapewne według przewidzeń pani Rościszewskiej, według którego ta suma do jej dyspozycji została przyznana. Trudno mi nawet było przypuszczać, żeby do tego stopnia przewrotności mogła dojść ta panna z tak zacnego rodu i do takiego oburzającego nadużycia zaufania w niej położonego. Tłumaczyłem tylko to sobie tym, jak słyszałem, iż nie zawsze przy zdrowych zmysłach zostaje, czego nawet dowodem było to dzikie przyjęcie pań proszących ją, aby przyjęła spłatę swej części, na co przedtem bardzo chętnie się zgadzała i jej postępowanie z Makomaską w Zakopanem, dla którego zmuszona była ją wydalić od siebie.
Chcąc jednak prawdę naświetlić i nie dopuścić do takiej strasznej krzywdy, uprosiłem Wielebną Miszewską, aby uprosiła Wielebną Makomaską, aby wyraźnie się oświadczyła, z jaką intencją tę ofiarę czyniła. Na co odpowiedziała, że to tylko dla mnie zrobiła, tylko dla mego rozporządzenia, i że nikt nie ma prawa tym rozporządzać i na Glinki przenosić i jeszcze dosadniej to wszystko powtórzyła, i prosiła, aby to Jego Ekscelencji Księdzu Biskupowi przedstawić, jak świadczy list Wielebnej Miszewskiej, własnoręczny tu dołączony.
Pojąć nie mogę, jak mogą się kapłani odważyć po takim wyjaśnieniu potwierdzać przewidzenia pani Rościszewskiej. Widzę z tego jak pani Rosciszewska bardzo kłamie, bo mówi, że te panie biorą dochody z domu, a jej tylko procent płacą, kiedy te panie ani jednego grosza z domu nie dostały, bo wszystko pani Rosciszewska każde sobie odnosić przywłaszczyła sobie 700 rubli, to jest wszystkie dochody złożone u gospodarza, mówiąc, że i ona ma także swoich biednych i potrzebuje na to pieniędzy (cudzych naturalnie), które powinna koniecznie wrócić tym paniom, które przez cały czas swego tam pobytu żyją z własnych funduszów. Fałszem jest, że się źle rządzą, kiedy ze swoich funduszów najmują mieszkanie na ochronę i zapłaciły dług, jaki był na przytułku, póki służyły chorym w Nowym Mieście. Fałsz jest o mniejszym funduszu Wielebnej Makomaskiej, bo z tego funduszu przez parę lat utrzymywał się ów przytułek dla chorych, zanim przyszło do kupienia domu, więc fundusz był uważany według intencji ofiarującej. I dziś może być na ten cel obracany, jeśli ten dom będzie całkiem tym osobom oddany i jeśli władza diecezjalna, do której teraz należy całkowicie decydować o tym, uzna to za stosowne.

br. Honorat, kapucyn

Ofiara była złożona nie na handel, aby zyski przynosiła, ale, aby uczynki miłosierne z niej były spełnione, więc właśnie biednym i chorym, jak można wymagać zysków z tego. Ale te panie daleko więcej dobrego robią niż można było z dochodów domu robić, bo właśnie fundusz obracają na cel
dobroczynny, więc jest to fałszywe oszkalowanie ich złej gospodarki.
Jeżeli pani Rościszewska miała zamiar swój fundusz obrócić na jakiś zakład dla kapłanów, to niech przyjmie spłatę jego i niech sobie to ofiaruje, ale z cudzej kieszeni robić ofiarę, to się równa kradzieży. Pani Makomaska oświadczyła wyraźnie, że nie ma żadnego prawa do tego i ten fundusz nie ma najmniejszego związku z Glinkami, i z pragnieniem pani Rościszewskiej.

(4) List bł. Honotata do Siostry Jolanty Marty Łabusiewicz

[Nowe Miasto n. Pilicą, ok. 1910 r.]

Ja się nie wymawiam od pisania listu do pani Miszewskiej, ale uważam, że to na nic by się nie przydało, bo jak teraz nie wierzą i potem powiedzą, że to wyłudzone, a że ona pierwotnie źle to ... Rościszewskiej, i ta nie odstąpi od swego.

A lepiej będzie jak księża się porozumieją, jak trzeba naprzód pisać do Godeckiej, aby przysłała list, w którym by wyrażając się i jakby do ks. Gajkowskiego oświadczyła, że Makomaska nie kładła od siebie żadnych warunków tylko uzależniła wszystko od woli mojej.
Zatem trzeba dokładnie wyłuszczyć fałszywość zarzutu z tego rządzenia i marnowania funduszu, bo jak się zapytałem braci, to tak było. Im kupiono dom w Klimontowie, to tu utrzymywano przytułek dla chorych na gruncie pana Bielińskiego, przez parę lat; zdaje się na ten cel używano z tego funduszu zamierzonego około 1500 rubli i dlatego, gdy przyszło potem do kupna domu za 12000 rubli, brakowało 3500, które bracia sprzedając policzyli jako wartość posiadłości, którą nabyli od pani Rościszewskiej. Potem, gdy w Klimontowie były inne osoby i zrobiły kilkaset... długu, to te były spłacone potem z dochodów domu.
Te panie, które teraz są nie tylko grosza nie otrzymały z dochodów domu, ale jeszcze od razu złożyły 4000 rubli, z których spłaciły długi z tego przytułku, który tutaj był, w kwocie 700 rubli i wydawały około 1000 rubli corocznie na swoje utrzymanie, a pani Rościszewska oprócz procentów, jakie pobierała od swej sumy, przywłaszczyła sobie wszystkie dochody domu, około 700 rubli mówiąc, że ona utrzymuje jakieś osoby, co jest strasznym nadużyciem zaufania, żeby tak nieuczciwie korzystać z tytułu własności i jeszcze tak szkalować osoby najczcigodniejsze. Można dodać, że wcale nie wymawiacie się od służenia chorym, jeżeli władza diecezjalna uzna to za rzecz właściwą dla tej miejscowości. Więc z żadnych względów pani Rościszewska nie ma prawa przywłaszczać sobie funduszu ofiarowanego przez panią Makomaską.

A i to dodać trzeba, że ze swoich funduszów najmujecie mieszkanie w Klimontowie na szkółkę, bo mają szczupłe u siebie.

Prosiłem o. Prokopa, aby wdał się w to i uzyskał list od Godeckiej, a potem napisał do ks. Gajkowskiego o wszystkim dokładnie, bo mnie nie wypada o własność się upominać, a on z urzędu to powinien zrobić.

Boże błogosław

(3) List bł. Honorata do Siostry Jolanty Marty Łabusiewicz

[Nowe Miasto n. Pilicą, ok. 1910 r.]

Ja już nie mogę nic więcej zrobić w sprawie domu klimontowskiego nad to, co zrobiłem. Napisałem jak się rzecz miała, że pani Rościszewska nie ma żadnego prawa przywłaszczania sobie tego funduszu i rozporządzania nim, więc ten list może służyć i do pana Karskiego, i do każdej osoby, która się chce tym zająć. Nie przypominam, aby Jego Ekscelencja Biskup więcej wierzył tu pani Rościszewskiej, niżeli mnie i pani Miszewskiej, ale że oddał tę sprawę księżom, a ona zrobiła zapis tego funduszu na księży, wziął łatwo jej wiarę.

Radzę tylko dwie rzeczy: 1° Ponieważ pani Rościszewska powołuje się na A. Godecką, która ten fundusz przyjmowała, więc trzeba napisać do pani o tym, że ona odbiera dom klimontowski i zapisuje go księżom i poprosić o napisanie do Jego Ekscelencji Biskupa, że pani Makomaska nie dała żadnych warunków, podając swoją ofiarę, ale zostawiła wszystko do mego uznania; 2° A jeżeli to nie pomoże, to trzeba prosić Jego Ekscelencję Biskupa Sandomierskiego, aby raczył napisać do Jego Ekscelencji Biskupa Włocławskiego, że ponieważ ja zaprzeczam temu, co pani Rościszewska pisze i mówi, wówczas jeżeli ksiądz biskup nie uwierzy, ani mnie, ani pani Miszewskiej, której pani Makomaska napisała to oświadczenie o tym, Jego Ekscelencji, to niech z łaski swej wydeleguje jakiego kapłana, który by wspólnie z ks. Gajkowskim udał się do pani Makomaskiej i żeby zapytali jej nawet grzecznie o to. Chociaż tam dostęp jest trudny, ale jest tam jakiś pan, krewny, który wyrozumie rzecz i ułatwi widzenie. Należy przygotować ich na przypadek, gdyby nie chciała się osobiście widzieć, w którym należy wymienić, że pani Rościszewska przywłaszczyła sobie prawo do całego funduszu przez nią ofiarowanego i odbiera dom osobom przeze mnie upoważnionym i zapisuje go księżom, i utrzymuje, że ma na to upoważnienie od pani, a o. Honorat utrzymuje, że to zostawione było do jego uznania. W każdym razie odpowiedź otrzymać winna.

I należy i o tym wspomnieć, że nie wyrokując nic pani gdzie by narażać chorych, ale dla braku mieszkania na teraz uczynić tego nie mogą. Należy także zaprotestować przeciwko temu zarobkowi, iż fundusz panie wspierają, skoro ani grosza z tego nie mają, tylko z własnych funduszów utrzymują się, a jak mi mówili bracia, to nawet te nadużycia jakie poprzednio tam, które osoby zrobiły, to z dochodu tego tam pokryte zostało, a ksiądz biskup wierzy pani Rościszewskiej i na tym opiera swoją odmowę. Skoro rzeczy tak daleko zaszły, to radzę nie zasypiać tej sprawy, bo Panie macie obowiązek starać się, aby ten fundusz nie był zatracony, ani przecież interes fundatorki ujęty...

Bogu i Matce Bożej tę sprawę polecam.

sługa Wasz ks. Honorat, kapucyn

(2) List bł. Honorata do Siostry Jolanty Marty Łabusiewicz

[Nowe Miasto n. Pilicą, 1910 r.]

Jeżeli to Wy o list się upominacie, to na próżno. Żadnych urzędowych listów pisać mi się nie godzi. Nie stawiałem urzędowych warunków i cofać ich nie mogę. Skąd się dowiedział ksiądz komisarz o mojej radzie, stąd też może dowiedzieć się, że nigdy warunków nie stawiałem i nie mam pretensji do wchodzenia w zarząd domu klimontowskiego, i tak samo zawierzyć, jak zawierzył pierwszemu.
Niech Was Bóg błogosławi.

(1) List bł. Honorata do Siostry Jolanty Marty Łabusiewicz

[Nowe Miasto n. Pilicą], 2 czerwca 1910 r.

Nie wiem skąd możecie mieć trudności w posiadaniu domu klimontowskiego, kiedy wiadomo to wielu osobom, iż gdy była na rekolekcjach p. Makomaska i miała przedstawioną przez p. Godecką potrzebę zakładu dla kształcenia pielęgniarek i otrzymała na to fundusz, zostawiając to do mego uznania. Wskutek czego zakupiono od braci dom w Klimontowie, a że panna Rościszewska dołożyła parę tysięcy, proszono, aby na swoje imię ten dom nabyła. Gdy się dowiedziałem, że chcecie ją spłacić i tytuł własności przepisać, a ona jakieś trudności robiła, pisałem do jej krewnej Miszewskiej, aby ją nakłoniła do Waszego żądania. Tymczasem odpisała mi ta pani, że się dowiedziała od kapłanów włocławskich, że ten fundusz miał być początkowo dla braci przeznaczony, jak utrzymuje p. Rościszewska. Prosiłem więc znowu panią Miszewską, aby była łaskawa poprosić p. Makomaska, aby oświadczyła wyraźnie, jaka była jej intencja. I odpowiedziała, że ta ofiara nie miała żadnego związku z braćmi, ani oni też nie mają o to pretensji i że tylko do mojej woli tę ofiarę złożyła i prosiła p. Miszewską, aby była łaskawa osobiście uwiadomić o tym jego Ekscelencję. Myślę, że już ksiądz biskup jest o tym powiadomiony i radzi zrobić starania o skończenie tego interesu. Sądzę, że w tym dopomogą kapłani, którzy kierują jej sumieniem, a jeśliby odmówili, to radzę udać się do brata p. Rościszewskiej, którego ona bardzo ceni mieszkającego w Radominie, to on to z pewnością załatwi. Ja z mojej strony oświadczam, że panna Rościszewska nie ma żadnych słusznych powodów do ociągania się z tą rzeczą, bo ja, jak wiecie, ufam tym osobom, które obecnie w tym domu na chwałę boską pracują i w niczym ich nie krępuję, ale wszystko zostawiam do uznania ich i władzy duchownej.
Opiece Matki Bożej wszystkie Panie moje oddaję, a siebie modlitwom ich polecam.
Oktawa Bożego Ciała 1910 r.

sługa w Chrystusie ks. Honorat, kapucyn

Adres brata p. Rościszewskiej: J. W. Rościszewski, gubernia płocka, pow. rypiński w Radominie.

* Siostra Jolanta Marta Labusiewicz (1861-1951) do roku 1904 była członkinią Zgromadzenia Sióstr Westiarek Jezusa. Wiatach 1904-1912 pełniła funkcją pierwszej przełożonej generalnej i współzałożycielki Zgromadzenia Sług Chorych (Zgromadzenia Sióstr Najświętszego Serca Jezusowego). Po połączeniu się Zgromadzenia Sług Chorych ze Zgromadzeniem Sióstr Najświętszego Imienia Jezus w 1912 r. została jego członkinią. W latach 1920-1926 pełniła obowiązki radnej i sekretarki generalnej w Zgromadzeniu Sióstr Najświętszego Imienia Jezus, a następnie przełożonej domu w Lublinie.
Ze względu na to. że w 1912 r. wstąpiła do Zgromadzenia Sióstr Najświętszego Imienia Jezus, listy o. Honorata pisane do niej jako przełożonej generalnej Zgromadzenia Sług Chorych, zostały włączone do zespołu listów o. Honorata pisanych do sióstr Imienia Jezus.

(9) List bł. Honorata do Siostry Teresy Filomeny Herman-Iżyckiej

[Nowe Miasto n. Pilicą]

Cieszę się z Waszego zapału do umartwień, ale boję się czy on długo trwać będzie czy potem nie uczujecie się zbyt osłabione do prac zwyczajnych. Jednakże proszę Boga, aby Wam błogosławił
na te próby.
Boże błogosław

(8) List bł. Honorata do Siostry Teresy Filomeny Herman-Iżyckiej

Nowe Miasto n. Pilicą], 7 lutego 1916 r.

1. Jakże ja mam Wam przyganiać posługę przy chłopcach, kiedy tylko co był Czcigodny Ksiądz Założyciel tego zakładu ze łzami opowiadał mi, jak jest szczęśliwy, że dostał siostry, że się przekonał, że tylko przy pomocy zgromadzeń takie rzeczy prowadzić można. Ale w rzeczy samej nie ma nic bardziej niewłaściwego i chyba tylko w takim razie, gdybyście zupełnie nie miały co robić odpowiedniego do powołania, za bardzo wyjątkową dyspensą biskupią, wolno by Wam było to czynić. Starajcie się przeto bardzo delikatnie i powoli od tego się uwolnić. Ale najlepiej, abyście poradziły mu, aby się udał do Sług Jezusa, żeby mu dały sługi ze świata sumienne; w takim razie mogłaby jedna z Waszych kierować nimi. Ale mnie nie plątajcie, bo wiecie, że ja nie mam żadnej władzy nad zgromadzeniami i biskupi bardzo tego pilnują.

2. Rzeczywiście źle uważałem, że zgromadzenie pielęgniarek popełniło samobójstwo zgromadzenia, kiedy dla nich wyjątkowo było udzielone pozwolenie komisarzy, a zrobiły to tylko dlatego, że ich narwana Eleka upokorzyła się, a przy tym zaniechały tak ważnego zadania pielęgniarek. Pani Kolasińska pytała mnie o zdanie wtedy, gdy już miała upoważnienie od biskupa i komisarzy, więc milczałem i Bogu to zostawiłem. I teraz naturalnie Bogu to zostawiam, kiedy już tak władza kościelna urządziła. Ale dlaczego Wy nie staracie się o to, abyście mogły i pielęgniarki kierować, bo teraz w Św. Kongregacji nie przestrzegają tego, aby tylko jednemu zawodowi się oddawać, a mogłybyście to łatwo uczynić upomniawszy się o oddanie domu klimontowskiego.

Szanowna Pani Rościszewska bogaciła się, pobierając dochody z domu Waszego. Gdy wymawiałem to, powiedział mi, że Rościszewska zaprzecza temu, iżby zapisała to na emerytów włocławskich i że gotowa dzisiaj odstąpić tego daru, gdyby jakie zgromadzenie podjęło się pielęgnować pielęgniarki. Wam trudno samym występować, ale trzeba uprosić jakiego kapłana, może ks. Matulewicza, aby jako komisarz Wasz napisał do niej bardzo grzecznie w ten sposób:

„Jestem obecnie komisarzem pielęgniarek chorych, które były kiedyś w Klimontowie i bolejemy nad tym, że one zostały pozbawione sposobności spełniania swego zadania. Dowiaduję się od nich, że łaskawa Pani była fałszywie uprzedzona przez brata Błaszczyka, podrażnionego na nich za to, że odebrały braciom posesję około Mińska [Litewskiego]. Bardzo niesłusznie ich potępiono, bo doskonale się rządzą i wtedy, gdy były w Klimontowie, chociaż nie mogły na większą skalę zaprowadzić szpitala, bo Czcigodna Pani zabierała wszystkie fundusze zostawiając im małe mieszkanie potem, zupełnie usunęła, a jednak robiły bardzo wiele dobrego, przyjmowały w domu pojedyncze chore, chodziły z nimi do obcych, zaprowadziły ochronę i izbę pracy i zyskały sobie wielką przychylność u mieszkańców. Teraz świeżo dowiaduję się, że Błaszczyk odezwał się, że pani gotowa i dzisiaj odstąpić tego domu, byle się jakie zgromadzenie podjęło tego zadania. Udaję się przeto do łaski Wielmożnej Pani, aby raczyła temu samemu Zgromadzeniu tę łaskę uczynić, a my to jest władza kościelna będziemy pilnować, aby od tego zadania nie odstępowały, bo i same tego pragną".

Na pierwszy raz wypada poprzestać na takim grzecznym liście. A gdyby się opierała temu pisząc, że pani Makomaska zleciła jej opiekę nad tym domem i potwierdziła to odebranie, wtedy trzeba się postarać o ten list, który pisała do mnie krewna pani Makomaskiej i który musi być w aktach konsystorskich sandomierskich, bo na nim opierał się ksiądz komisarz, upominając się o ten dom u księdza biskupa włocławskiego i odpisać jej w ten sposób:

„Już dawniej odzywała się Pani o tym tłumacząc się, o czym gdy się dowiedział o. Honorat prosił P., aby była łaskawa być osobiście u pani Makomaskiej i zapytać, czy pani ma zlecone od niej czuwanie nad tym domem; na co pani Makomaska odpowiedziała, że pani Rościszewska nie ma żadnego prawa wtrącania się do tego domu, że to zostawione było do woli o. Honorata, komu ma zlecić jego własność i prosiła, aby była u ks. biskupa Zdzitowieckiego i oznajmiła mu o tym. O tym wszystkim doniosła o. Honoratowi ta pani. Ten list jest w naszych rękach. Niechże Pani raczy naprawić to, żeby w tym nie cierpiała jej sława".

A gdyby jeszcze się upierała, to trzeba jej napisać: „Niech Pani pamięta, że ten list ma moc prawną i moglibyśmy z nim się udać do sądu, bo dziś zgromadzenia mogą śmiało upominać się o swoje i nie potrzebują ukrywać się. I sąd łatwo zrozumie, dlaczego Zgromadzenie rachując na uczciwość Pani, prosiło ją, aby na swoje imię zapisała własność domu, ale nie upoważniło jej do zabierania wszystkich dochodów dlatego, że jej na kurację się przydały, a tym bardziej do wypędzenia właścicielek na ulicę. Żyje bardzo wiele osób, które przysięgą stwierdzą te rzeczy. Żyje osoba, która do ręki swej odbierała ofiarę pani Makomaskiej i najlepiej wie, jaka była jej intencja. I sama Najłaskawsza Dobrodziejka nie mogłaby nigdy odbierać raz uczynionej ofiary. Wtedy się także pokaże, że choćby prawdą było to, co Pani słyszała o pielęgniarkach, nie dawało by to Pani prawa do ich wyrzucania na bruk i przywłaszczania sobie prawa odbierania przez tyle lat dochodów. I sam Jego Ekscelencja Ksiądz Biskup włocławski będzie zmuszony wyznać, że był uwiadomiony o tym, że Pani bezprawnie to wszystko czyni. My mamy z urzędu naszego obowiązek pilnować, aby ofiary czynione na dobroczynne zakłady były sumiennie na nie obracane i sumienie nam nie pozwała tej rzeczy zaniechać, nie tylko o zwrot domu i o przepisanie własności po potrąceniu swej cząstki upominać się musimy, ale i o zwrot wszystkich dochodów i o wynagrodzenie krzywdy wyrządzonej właścicielkom. Niechże Pani raczy uważać, jaka hańba stąd spaść może na cały ród tak powszechnie szanowany w całym kraju. I niech stara się to wszystko jak najprędzej szlachetnie zaspokoić. Inaczej będziemy zmuszeni do prawnych kroków się udać, o czym już z odpowiednimi urzędami naradzaliśmy się i zapewniono nas o pomyślnym skutku".

Gdyby jednak i po tym liście upierała się, radzę udać się do jej brata, który mieszka w płockim w Radominie, prosząc aby wpłynął na siostrę. Zdaje mi się, że ona użyła go do tego (gdy ją napomniałem, iż od pani Makomaskiej odpowiedź odebrałem), że przedstawiła mu fałszywie te siostry i uprosiła, aby on u Makomaskiej wyrobił to, żeby im odebrała dom. Ta pani naturalnie nie zgodziła się na to, ale milczeniem to zbyła, bo go bardzo szanuje. Więc trzeba i jego oświecić dokładnie, bo ostatni raz gdy był u mnie, tak prędko zbywał mnie, żeby nie przejść do tego interesu.
Nie zaniedbujcie tej sprawy, bo to rze
cz wołająca o pomstę, żeby taka osoba bogaciła się ciągle dochodami z tego domu. Zdaje mi się, że ten dom na uboczu nieodpowiedni będzie do zakładania szpitala, ale będzie go można sprzedać, a kupić coś odpowiedniego, ale teraz nie trzeba o tym mówić, choć to także mogłoby być wymówką dlaczego tego zakładu od początku siostry nie rozwinęły.
Pamiątki i medaliki Oblicza Pańskiego załączam.
Boże błogosław służebnice swoje.
Zdaje się, że Rościszewska Helena mieszka tam, gdzie bracia, ale najlepiej na ręce braci pisać lub którego znajomego kapłana.

Św. Romualda 1916 r.
Piszcie zawsze swój adres.

(7) List bł. Honorata do Siostry Teresy Filomeny Herman-Iżyckiej

[Nowe Miasto n. Pilicą, ok. 1915 r.]

Nie wiem, czy bracia pilnowali się tych zabezpieczeń, ale słyszałem, że ojcowie upominali się o to, aby u fabrycznych to dopełniono. U nich Angela jest właścicielką, a zapisane na imię Jolanty i Petroneli. Więc tam się najlepiej można dowiedzieć. Ale w każdym razie trzeba koniecznie adwokata się poradzić.
Obraz św. Józefa bardzo piękny, jaki jest w chórze sakramentek dała kiedyś [któraś] o. Prokopowi z innymi obrazami, ale musiał je już dawno porozdawać. Dla mnie najmilszy jest św. Józef ten, jaki załączam.
Boże błogosław na wszystko.

(6) List bł. Honorata do Siostry Teresy Filomeny Herman-Iżyckiej

[Nowe Miasto n. Pilicą], 21 grudnia 1914 r.

Chociaż zrobiłaś wielką z siebie ofiarę i mężnie wśród rozlicznych trudności wytrwałaś, widzę jednak, że nie oceniasz jeszcze należycie łaski swego powołania, skoro jeszcze za klasztorem tęsknisz. Trzeba przeto, żebyście wszystkie wiedziały, jak święty Kościół życie Wasze ocenia. W Rzymie nie wiedziano o ścisłości życia Waszego, myślano, że jesteście lekkie stowarzyszenia, jakie się we Francji potworzyły, ale gdy przejrzano konstytucje Wasze i przekonano się, że jesteście urządzone na ścisłych zasadach życia zakonnego i surowsze macie przepisy, niż w niektórych klasztorach, wtedy napisał do mnie znakomity członek Św. Kongregacji, dziś już nie żyjący: „Jeżeli tak, to jest wielkie dzieło Boże, na dzisiejsze czasy obmyślane i należy bardzo przestrzegać, aby od tego ukrycia nie oddalać się i żadnej z tych osób nie pozwalać przechodzić do jawnych zgromadzeń, z którymi mamy wiele kłopotu, bo wszędzie je kasują i one do Rzymu przyjeżdżają i muszą je za ocean wysyłać".

I dla Was zmieniono zasadę, jakiej dotąd Kościół się trzymał, iż wymagał do stanu zakonnego habitu, nie dlatego, żeby natura tego życia wymagała, bo każdy to czuje, że można mieć ducha dobrego tak w świeckim ubraniu, jak w zakonnym, ale że taka była wola Kościoła od dawna. Otóż Pius X zmienił to, wyraźnie mówiąc wobec sług Jezusa, że nie habit stanowi zakonnika, ale śluby i cnoty zakonne. I odtąd wydaje Św. Kongregacja dekrety potwierdzające Wasze zgromadzenia w tych samych słowach, jak dawniej dla jawnych zakonów używała. I uważa je za pożyteczniejsze na te czasy niż jawne. O czym i Wy same najlepiej sądzić możecie. Ale to dopiero jedna strona dodatnia. Drugą jest sposób, w jaki powstałyście i utrzymujecie się, prawdziwy Boży, betlejemski i franciszkański, bo z niczego. Pomimo tylu Waszych poświęceń i wysiłków nikt Was nie wsparł funduszami ani ofiarami, nawet najprzychylniejsi usuwali się ze względu na rząd, bo tak Bóg chciał, bo to jest główna cecha dziel Bożych. Bóg chce, abyście zawsze na Opatrzności Jego polegały i na opiece św. Józefa, który jest gospodarzem wszystkich zgromadzeń naszych. Naraża to na wiele kłopotów, ale najpotrzebniejsza jest dla Was żywa wiara i ufność.

Trzecią rzeczą jeszcze więcej wykazującą, że to jest dzieło Boże. jest to czas w jakim powstałyście i rozwinęłyście się, po ludzku najbardziej nieodpowiedni do rozwoju, wśród nieustannych prześladowań nie tylko ze strony rządu bardziej śledzącego życia zakonnego niż rewolucji, ale i ze strony bliskich Waszych, a nawet i duchowieństwa. Ileż to potrzeba było tysięcy aniołów, którzy by osłaniali Was we wszystkich zakątkach kraju przed ciągłymi śledztwami, donosami, zdradami, napaściami. I pomimo to wyszłyście cało tak, że w końcu nieprzyjaciele Wasi Was uczcili. W tych dniach mieliśmy u siebie gubernatora, pod którym największe przykrości przeszliśmy, a tak się unosił nad Waszymi zgromadzeniami, uznając je za tak potrzebne, za tak doskonałe, itp. A skąd się wziął u Was duch seraficzny? nie miałyście klasztornych nowicjatów ani mistrzyń wyćwiczonych, a jednak nie jeden klasztor franciszkański mógłby pozazdrościć Wam czystego ducha św. Ojca [Franciszka].

Nie zrażajcie się upadkami, zachwianiami i różnymi ułomnościami, jakie w takim wyjątkowym czasie wyłażą, bo i szatan chce korzystać z powszechnej trwogi i zaburzenia. Ale módlcie się tylko, a Bóg da Wam zwycięstwo. Zachowa Was w swej opiece i rozmnoży w duchu i w liczbie na większą chwałę swoją.

Niech Warn Bóg błogosławi.

Co do nazwy, to najwlaściwiej byłoby żebyście się nazywały siostry „Jezusowe". Były kiedyś zakonnice Jezuałki, ale to niewłaściwe dla Was.
Co do Waszych interesów w Mińsku [Litewskim] wspomniałem dawniej o nich temu bratu, który stale kiedyś zarządzał, odpowiedział mi: „Ach! czemu się one do mnie nie udadzą, ja z największą ochotą poradziłbym im, bo one tam nie dojdą ładu z tymi dzierżawcami, a ja te interesy doskonale znam i bezinteresownie mógłbym dopomóc". Więc jeżelibyście potrzebowały takiej pomocy, to możecie z ufnością udać się do niego. Gdybyście mogły przyjąć opiekę nad chorymi, to mogłybyście przez niego i ten dom klimontowski na własność dostać, bo on mi mówił, że powiedziała panna Rościszewska, że chętnie go odstąpi, byle chorymi się zajęło jakie zgromadzenie. O Leontynie napiszcie do o. Prokopa, gdy będzie można z nim się porozumieć, bo ona miała wielkie zaufanie w nim. Może i ja bym co mógł pomóc, gdybym wiedział dokładniej o co to chodzi. Opiece Matki Bożej oddaję.
Nie mogę pisać okólnych listów ani ogólnych, bo biskupi tego sobie nie życzą.

Św. Tomasza, 21 grudnia 1914 r.

(5) List bł. Honorata do Siostry Teresy Filomeny Herman-Iżyckiej

[Nowe Miasto n. Pilicą, ok. 1910 r.]

Jakże mało macie wiary i ufności. Przeszłyście gorsze rzeczy i teraz powinniście naprzód dziękować Matce Bożej za jej opiekę. Czy i w tym nie widzicie Opatrzności Bożej, że tylko jednych szukają, a innych w spokoju zostawiają.
Ufajcie, że wszystko na dobre się obróci zawsze, dopóki wierne Bogu będziecie.
Boże błogosław

(4) List bł. Honorata do Siostry Teresy Filomeny Herman-Iżyckiej

[Nowe Miasto n. Pilicą, ok. 1910 r.]

Jeżeli tak, to bardzo niedorzeczne jest Wasze pragnienie, radzę wcale z tym nie występować i sto razy lepiej poprzestać na 12 pacierzach albo na godzinkach o Niepokalanym Poczęciu, łacińskich lub polskich, aniżeli tak dzielić Officium.
Matka Wasza ma specjalne łaski u księdza biskupa włocławskiego i u jego komisarza, zawsze byłby to cud, gdyby wyjednała tutaj zjednoczonych, ale w Rzymie bardzo łatwo to się da zrobić.
Widzę, że bardzo dobrze rozumiesz wszystkie przejścia Twej duszy i nie ma wątpliwości, że to Bóg troskliwy o jej dobro przeprowadza Cię przez te różne zajęcia i stany, i raz dopomaga i błogosławi, drugi raz odrywa, gdy widzi to z większym pożytkiem Twej duszy. Jestem zupełnie spokojny o Twą duszę i powierzam ją Sercu Jezusa i opiece Najświętszej Panny.
Niech Cię Bóg błogosławi i utwierdza.

(3) List bł. Honorata do Siostry Teresy Filomeny Herman-Iżyckiej

Nowe Miasto n. Pilicą, ok. 1907 r.

Bardzo słusznie powróciłyście do szwaczek, bo też to była Wasza specjalność od początku, tylko Paula chciała rozszerzyć zakres Zgromadzenia.
Na to, aby tak dzielić pacierze nie potrzeba żadnej dyspensy, bo dzień kościelny zaczyna się od Nieszporów i gdy mówi się Jutrznię i Laudes w czasie bliższym zachodu niż południa na dzień następny, to mówi się w swoim czasie i wszyscy kapłani i zakonnicy tak robią.
Na zjednoczone Św. Kongregacja wszystkim pozwala, tylko na trzeci rząd nie pozwala, tylko jeden kapłan nie rozumiejący rzeczy uparł się, nie zrozumiawszy dobrze słowa łacińskiego, aby połączyć zjednoczone ze stowarzyszonymi, a on sobie wytłumaczył skasować jedne i drugie, i tak
wszystkich zawojował, że ulegają mu, ale w Rzymie można wszystko odrobić i byle się pilnować. Sługom Jezusa najgorzej się udało, bo nawet III Zakon im wykreślili, czego nikomu nie robią, bo trafiły na takiego konsultora. Nad tym nie ma co się naradzać, bo to sprawa z ks. Maxem i on nie ustaje, aby w konstytucjach nie było wyznaczonych zjednoczonych, ale w Regule według Norm poprawiają, to jak się dopilnujecie.

Boże błogosław

(2) List bł. Honorata do Siostry Teresy Filomeny Herman-Iżyckiej

[Nowe Miasto n. Pilicą, ok. 1905 r.]

Bardzo mnie interesują wszystkie sprawy i dzieje Wasze i bardzo wdzięczny jestem za wiadomości, tym bardziej za wszystkie, bez wyjątku pomyślne nawet ubóstwo, które jest największym przymiotem zakonów św. Franciszka. Słusznie oceniałyście Matkę Waszą, bo ona posiadała przymioty najpotrzebniejsze Zgromadzeniu dla przełożonej.
Niech Bóg będzie pochwalony za Opatrzność swoją nad Wami i niech Was błogosławi.

(1) List bł. Honorata do Siostry Sebastiany Felicji Gniazdowskiej

[Nowe Miasto n. Pilicą, ok. 1915 r.]

Naprzód trzeba wiedzieć, że ani „Aperi", ani „Sacrosanctae" nie należą ściśle do Officium, tylko są bardzo zalecone przez Kościół. Do „Aperi" przywiązywał Pius X5 100 dni odpustu za każde jej odmówienie, a do „Sacrosanctae" Leon X przywiązał odpuszczenie wszystkich błędów popełnionych w Officium.
Nie ma żadnej wątpliwości, że jedno i drugie powinno się zawsze mówić ile razy odmawia się Officium, czy to jedną godzinę się mówi czy 4 rano lub Nieszpory z Kompletą, czy wszystkie razem. Dowód tego najlepszy jest w tym, że w „Aperi" przy końcu jest napisane „has Tibi horas persolvo" vel „hanc Tibi horam persolvo". Znaczy to, że gdy się tylko samą Jutrznię albo samą Prymę lub same Nieszpory odmawia, to należy mówić w końcu w liczbie pojedynczej „hac Tibi horam persolvo", a gdy się mówi kilka razem, to „has Tibi horas persolvo".
Sam rozsądek tak wskazuje, a przy tym tracą się odpusty, gdy się mówi tylko na początku Jutrzni, chociaż się nie grzeszy, ale i przez opuszczenie pacierzy Wy nie grzeszycie, tylko my mamy taki ścisły obowiązek. Słuszne są Twoje uwagi co do nowicjatu i urządzenia domu macierzystego, ale i słuszna ufność w Bogu, że Wam w swoim czasie do tego dopomoże. Ja widzę, przy tym słyszałem, że Wy stanęłyście bardzo dobrze materialnie przez pomoc jakiejś dobrodziejki i przez połączenie się ze Sługami Chorych, które były majętne.
W każdym razie te lata tak ciężkiej pracy i w takim seraficznym ubóstwie spędzone są najbogatsze w zasługę przed Bogiem i jeden taki rok więcej wart przed Bogiem niżeli 10 lat w urządzonym zgromadzeniu. Trwajcie statecznie. Teraz idą takie czasy, że na pierwszym miejscu będą uważane takie zakłady.

Pamiętam bardzo dobrze o Tobie i o Was wszystkich i modlę się codziennie za Was, bo to mi tylko teraz wolno.
Niech Was Bóg błogosławi, uświęca i wspiera, a Matka Boża w opiece swej zachowuje.

sługa Wasz

Dziś odebrałem list, ale nie mam czasu, więc będę czekał okazji do przesłania go.

* Siostra Sebastiana Felicja Gniazdowska (1871-1941) 20 stycznia 1891 r. wstąpiła do Zgromadzenia, w 1899 r. złożyła śluby wieczyste. W Zgromadzeniu pełniła różne funkcje, między innymi przełożonej w Petersburgu, radnej generalnej (1905-1910), wikarii generalnej (1910-1920), mistrzyni nowicjatu (1913-1918), a od 1920 r. przełożonej w Klimontowie Sandomierskim.

(5) List bł. Honotata do Siostry Leontyny Heleny Gałeckiej

[Nowe Miasto n. Pilicą, ok. 1913 r.]

Nie przesłałem Ci dotąd błogosławieństwa swego, chociaż je w liście do Matki udzieliłem na tę misję, jaka Ci przypadła. Co teraz z całego serca czynię i przed Bogiem, przy świętej Ofierze polecać Cię będę.
Spotkasz tam osobę, Małgorzatę od fabrycznych, której, gdy tam pojechała, wspomniałem o pragnieniu księdza proboszcza, aby się kto zajął tamtejszymi sługami, nie wiedząc czy przyjdzie do skutku Twoje wysłanie, wspomniałem, że może ona mogłaby się nimi zająć, bo ma dar do tego, ale to nie jest jej zadanie. Wspominam tu o tym dlatego, aby ją nie uważano jako kłamcę, jakoby narzucającego się do tego zajęcia, jeżeli się z tym odezwała do księdza proboszcza.

(4) List bł. Honorata do Siostry Leontyny Heleny Gałeckiej

[Nowe Miasto n. Pilicą, ok. 1911 r.]

Myślałem, że już Was nie ma i dlatego nie odpisywałem. U nas, gdy przychodzi do błogosławieństwa, to wszyscy powstają i ze złożonymi rękami, pochyleniem głowy słuchają i zaraz potem stojąc czyta się formę profesji, którą wszyscy z cicha powtarzają, a po nich czyta się: „Jeżeli to zachowamy, to da nam Pan Bóg żywot wieczny".
Ale nie ma koniecznej potrzeby, żeby Testament [św. Franciszka] czytać z Regułą, chyba, że tyle czasu zostaje.
Także jeżeli kończy się Reguła albo Testament nie długo przed końcem obiadu, to przestaje się czytać aż dopiero, gdy wszyscy zjedzą, na znak przełożonej czyta się błogosławieństwo i formę profesji, ale tego nie wypada samej zaprowadzać, tylko za porozumieniem się z Matką.

Boże błogosław

(3) List bł. Honorata do Siostry Leontyny Heleny Gałeckiej

[Nowe Miasto n. Pilicą, ok. 1910 r.]

Dobry wybór zrobiłaś, bo nabożeństwo do Matki Bożej Bolesnej ma wielkie przywileje, podobno zastępujące może nawet brak współcierpienia, które jest konieczne do zbawienia. Prace Wasze są wielkiej doniosłości.
Niech Was Bóg błogosławi.

Maryjo, błogosław Leontynie.

1/ Data ustalona na podstawie życiorysu i notatek osobistych s. Leontyny H. Gałeckiej.
Tekst napisany jednostronnie na różowej kartce formatu: 6 x 9,5 cm i doklejony do obrazka Matki Bożej Bolesnej, na którym o. Honorat napisał ołówkiem: Maryjo, błogosław Leontynie.

(2) List bł. Honorata do Siostry Leontyny Heleny Gałeckiej

[Nowe Miasto n. Pilicą, ok. 1907 r.]

Z całego serca pozwalam i bardzo się cieszę, że o. Prokop/2 gotów Wam służyć. Ja piszę właśnie do biskupów, że te które się w kościele spowiadają, nie potrzebują mieć wyznaczonego spowiednika. Jeżeli pojedziesz po niedzieli, to może z łaski swej zabierzesz listy do biskupów, a może być mogła przez kogo i do innych biskupów przesłać.
Boże błogosław

1/ Z treści wynika, iż list był pisany w 1907 r., kiedy o. Honorat pisał listy (15 sierpnia i 10 grudnia) do biskupów Królestwa Polskiego, w których wyjaśniał sprawę zgromadzeń ukrytych. W tym czasie s. Leontyna Helena Gałecka pełniła funkcję mistrzyni nowicjatu, który od
1906 r. znajdował się w Nowym Mieście n. Pilicą.
Tekst napisany jednostronnie na kartce formatu: 6,8 x 10,5 cm.

2/ Tj. o. Prokop Józef Alojzy Rowiński.

(1) List bł. Honorata do Siostry Leontyny Heleny Gałeckiej

[Nowe Miasto n. Pilicą, grudzień 1899 r.]

Prośmy Boskie Dzieciątko Jezus, aby nam dało w tym nowym wieku nowe życie rozpocząć, abyśmy zaniechawszy wszelkiej oziębłości, z całym zapałem serca Jemu służyli w duchu wdzięczności za tyle dobrodziejstw przez tyle lat od Niego odbieranych i z gorącym pragnieniem żyć i umierać tylko dla Niego.

1/ Siostra Leontyna Helena Gałecka (1869-1937), w 1890 r. wstąpiła do Zgromadzenia. W 1899 r. złożyła śluby wieczyste. W 1906 r. była inicjatorką i założycielką Chrześcijańskiego Związku Rękodzielniczek „Dźwignia". Pełniła obowiązki mistrzyni nowicjatu, przełożonej lokalnej w Petersburgu i radnej generalnej. W latach 1920-1932 była przełożoną generalną Zgromadzenia. Dzięki jej zabiegom w 1927 r. Zgromadzenie otrzymało dekret pochwalny, a w 1932 zatwierdzenie konstytucji, Była autorką Dyrektorium i Zwyczajnika oraz Historii Zgromadzenia i Życiorysu m. Franciszki Marii Witkowskiej, współzałożycielki Zgromadzenia.

2/ Data ustalona na podstawie treści.
Tekst napisany jednostronnie na kartce formatu: 7,4 x 11,4 cm.

(6) List bł. Honorata do Matki Honoraty Kolasińskiej

[Nowe Miasto n. Pilicą, 1916 r.]1

Z listu Czcigodnej Pani widzę, że bardzo dobrze stoicie, że Opatrzność Boża czuwa nad Wami, i że wiele członków pożytecznych macie, a ze wszystkimi brakami radzę uciekać się do św. Józefa i jego obrać generalnym gospodarzem.
Co do kwestii poruszonej, jeżeli Pani dała formalne upoważnienie dla zastępującej ją, to one były w swoim prawie i mogły to zrobić w prostocie, że tylko zawiadomiły o tym. Ale jeżeli takiego upoważnienia formalnego nie było, to byłoby i nieprawnie i niegrzecznie. Bo żadne postanowienie bez decyzji prezydującej wyjść nie powinno i należało tylko przedstawić, co w tym widzę niewłaściwego lub przeciwnego przepisom. Zresztą taka rzecz bagatelna nie może zależeć od absolutnej większości głosów i osoba będąca w położeniu Pani ma chyba prawo rozporządzać tym niezależnie, może się mylę, ale tak mi się zdaje, bo cóż by to było kazać komuś rządzić, związawszy mu ręce. Stąd nauka dla Pani, aby na potem zastrzegać sobie zawsze decyzje u takich osób do swego uznania.
Boże błogosław

1/ W 1914 r. m. Honorata L. Kolasińska wyjechała do swego brata na leczenie i wróciła dopiero w 1916 r. Wówczas wikarią generalną była s. Sebastiana Felicja Gniazdowska. Z treści listu wynika, iż był pisany po jej powrocie do Warszawy.
Tekst napisany jednostronnie na kartce formatu: 13 x 21 cm.

(5) List bł. Honorata do Matki Honoraty Kolasińskiej

[Nowe Miasto n. Pilicą, ok. 1914 r.]/1

Dziwię się moja dobra Matko, że przybyłaś jakby z niczym, bo w tym nie ma kwestii, że brat Stanisław/2 zajmuje się sprawą, ale on nie jest prawnikiem i nie wie jakich formalności potrzeba. Dlatego prosiłem o. Prokopa/3, aby przestrzegł, że trzeba koniecznie naprzód poradzić się adwokata czy można przeprowadzić przepisanie domu przez upoważnienie, czy trzeba osobistego stawienia się.
Potem trzeba było wyprosić u biskupa/4 jakiś dokument zalecający nowe osoby/5, mające objąć ten dom, bo jakże może przepisywać na nie pani Rościszewska/6, kiedy ich nie zna i nie były wtedy, gdy kupowano dom. Mogłaby się słusznie obawiać, że później odpowiadałaby za to, a gdyby miały takie biskupie pismo, nie mogłaby nic zarzucić. Cała nadzieja tylko w tym, że musi ulegać bratu Stanisławowi. Zresztą rozmówcie się z braćmi/7 i można prosić o. Prokopa, aby był obecny [przy] tej rozmowie.
Boże błogosław

1/ List napisany był około 1914 r., po połączeniu się w 1912 r. Zgromadzenia Sług Chorych (Zgromadzenia Sług Najświętszego Serca Jezusowego) ze Zgromadzeniem Sióstr Najświętszego Imienia Jezus. Zgromadzenie Sług Chorych posiadało w Klimontowie Sandomierskim dom, który zapisany był na Helenę Rościszewską. Rościszewska była krótko członkinią Zgromadzenia Sług Chorych i dołożyła do kupna tego domu od Zgromadzenia Braci Sług Najświętszej Maryi Panny Niepokalanej 3500 rubli. Jako hipoteczna właścicielka domu nie chciała go później oddać Zgromadzeniu Sług Chorych a następnie Zgromadzeniu Sióstr Najświętszego Imienia Jezus. Bł. Honorat otrzymał od Zofii Makomaskiej na kupno jakiegoś domu i urządzenia szpitala dla Zgromadzenia Sług Chorych 10000 rubli. Pieniądze te za pośrednictwem m. Róży Anieli Godeckicj, przeznaczył na kupno domu w Klimontowie Sandomierskim.
Matka Honorata L. Kolasińska udała się z tą sprawę do Nowego Miasta prawdopodobnie pod koniec 1913 r. lub na początku 1914, jeszcze przed wybuchem pierwszej wojny światowej i przed swoim wyjazdem na leczenie do swego brata.
Tekst napisany jednostronnie na kartce formatu: 13 x 21 cm.

2/ Tj. brat Stanisław Szczech (1865-1949), dnia 24 sierpnia 1894 r. wstąpił do Zgromadzenia Braci Sług Najświętszej Maryi Panny Niepokalanej, 24 sierpnia 1897 r. złożył pierwszą profesję, a 19 maja 1902 wieczystą. Przez długie lata pełnił w Zgromadzeniu obowiązki przełożonego, ekonoma i radnego generalnego.

3/ Tj. o. Prokop Józef Alojzy Rowiński.

4/ Może chodzić o ordynariusza diecezji sandomierskiej bpa Mariana Ryxa, gdzie znajdował się dom Sług Chorych lub o biskupa diecezji kujawsko-kaliskiej Stanisława Kazimierza Zdzitowieckiego, na terenie której mieszkali członkowie Zgromadzenia Braci Sług Najświętszej Maryi Panny Niepokalanej, do których wcześniej należał ten dom w Klimontowie Sandomierskim.

5/ Trudno ustalić, które siostry były wytypowane na hipoteczne właścicielki.

6/ Helena Rościszewska (1855-1945) była rodzoną siostrą Edwarda Rościszewskiego (1852-1926). Wstąpiła do Zgromadzenia sióstr służek w początkowym okresie jego istnienia; w 1888 r. odeszła ze Zgromadzenia. Około 1904 r. została członkinią Zgromadzenia Sióstr Sług Chorych.
Miała posiadłość we Włocławku, którą w 1904 r. zamieniła na posiadłość w Klimontowie Sandomierskim. Tę zmianę umożliwiła dotacja (10000 rubli) jej kuzynki Zofii Makomaskiej, która posiadała w Krojczynie k. Włocławka majątek ziemski. W krótkim czasie usunęła się od Sług Chorych, a ponieważ dom w Klimontowie był zapisany na nią, zaczęły się różne konflikty na tle materialnym. Nieruchomość w Klimontowie po spłaceniu wkładu (3500 rubli) H. Rościszewskiej, która rościła sobie prawo do niej, chociaż była tylko hipoteczną, a nie rzeczywistą właścicielką, została przekazana Zgromadzeniu Sióstr Imienia Jezus notarialnie dopiero w 1916 r. Od lipca 1919 r. do śmierci H. Rościszewska mieszkała w Rokiciu pod opieką sióstr służek.

7/ Tzn. ze Zgromadzeniem Braci Sług Najświętszej Maryi Panny Niepokalanej, które powstało 15 sierpnia 1883 r. w Zakroczymiu. Pierwszym przełożonym generalnym był mianowany Franciszek Michalski (1834-1890). Bracia z woli Założyciela oddawali się wychowaniu młodzieży prowadząc ukryte życie zakonne oparte na III Regule Zakonu Regularnego św. Franciszka. Szczegółowym celem braci było uświęcenie pracy i ożywienie ducha wiary, pobożności i miłości chrześcijańskiej wśród ludu wiejskiego i rzemieślników.

(4) List bł. Honorata do Matki Honoraty Kolasińskiej

[Nowe Miasto n. Pilicą, ok. 1907 r.]

Teraz nie pora do ustaw i do porozumienia się z siostrami ani biskupami, tylko trzeba się modlić gorąco i czekać aż burza przejdzie.

Niech Cię Bóg błogosławi.

1/ Z treści listu wynika, że jego adresatką była m. Ho­norata L. Kolasińska, która w latach 1905-1908 zamie­rzała starać się dla Zgromadzenia o aprobatę Stolicy Apo­stolskiej.

2/ Data ustalona w oparciu o wyrażenie „burza", użyte
w liście przez o. Honorata, którym określał niepokoje, jakie
wynikły w związku ze staraniem się mariawitów o ich
zatwierdzenie w Rzymie i ze sprawą przejścia zgromadzeń
o. Honorata pod władzę biskupią.

(3) List bł. Honorata do Matki Franciszki Marii Witkowskiej

[Nowe Miasto n. Pilicą, przed 10 grudnia 1893 r.]

Przyjmij, o Jezu, tę ofiarę Oblubienic Twoich, jaką Ci z siebie samych składają, za wolność i podwyższenie Kościoła Twego na całym świecie, a szczególniej tej cząstki owczarni Twojej, w której je umieściłeś. Niech Ci ona będzie miła, jako objaw bohaterskiego poświęcenia wśród szerzącej się walki i prześladowania, jakim sam je natchnąć raczyłeś.
Przyjmij, błogosław i daj siłę do wytrwania, i uwieńcz ją stokrotnym owocem.

(2) List bł. Honorata do Matki Franciszki Marii Witkowskiej

[Zakroczym, ok. 1892 r.]

1. Prześliczną litanię ułożyłaś, jest to nowy dowód, żeś jest prawdziwą matką, iż Ci Bóg daje wyrozumienie tego, co od nich żąda. Tylko za długa mi się wydaje, więc rozłożyłem ją na cały ty­ dzień, dodawszy kilkanaście wezwań, których brakowało; a więcej dla symetrii. Więc wstęp i zakończenie można co dzień mówić, a środek roz­dzielać na cały tydzień. Jeżeli co pokaże się w uży­ciu nie gładkie lub niestosowne w kolei lub należą­ce do innego rzędu, to trzeba stosownie zmienić, bo tak pisząc trudno od razu pomiarkować.
2.Akty umieściłem według Twej wskazówki.
3.Hasło może pozostać: "Na większa chwałę Bożą...".
4.Godło można zostawić skrócone.
5.Nie rozumiem co piszesz o wieczornych modlitwach, ale jeżeli tak chcecie jak jest pod II, todobrze.
6.Co do „Aktu adoracji", czy nie lepiej będzie tak: „przez Przenajświętsze Oblicze Twoje i Naj­słodsze Serce Twoje i Twojej Matki, i przez Twoje ukrycie w Nazarecie i w Tajemnicy Ołtarza, itd.".Człowieczeństwo można zmienić, ale może być i tak jak napisałaś.
7.Akty wieczorne do Serca Jezusowego i św. Franciszka można zmienić.
8.Hasło po łacinie:„Ad majorem Dei gloriam".
9.Godło.
10.Forma wyrażenia dobra.
11.W intencjach małe odmiany zrobić.
12.W modlitwach przy pracy można te słowa zostawić.
13.Można przepisać modlitwy przy stole, itd.
14.Na prezenty w zasadzie nie należy po­zwalać, ale wyjątkowo czasem, jak w tym razie, jako objaw serca można dopuścić.
15.Służących do mnie nie ma potrzeby odsy­łać, kandydatki i rzemieślniczki po trochu można.
Litania do Matki Bożej Wspomożycielki Wiernych, o której pisze o. Honorat, znajduje się w modlitewniku Zgromadzenia, a siostry odmawiają ją wspólnie każde­go dnia.

(3) List bł. Honorata do Matki Honoraty Kolasińskiej

Ja się cieszę z waszego ubóstwa i jestem przekonany, że ono Was zrodziło i ufundowało, ono utrzymuje na duchu i czyni Was pożytecznymi i zapewnia Wam wpływ. I nigdy jeszcze nie modliłem się o to, abyście miały więcej pieniędzy, ale jeżeli uważacie, że Wam to potrzebne do waszego rozwinięcia, to nie wątpię, że Wam Bóg to w swoim czasie udzieli.
Bardzo się cieszę z tych dwóch projektów, przez które sama Opatrzność Was wzywa do rzeczy tak odpowiednich waszemu zadaniu. (-)
Niech Was Bóg utwierdza i błogosławi.
Słyszę od niektórych zgromadzeń, że św. Józef jest ich Gospodarzem i ile razy w jakiejkolwiek potrzebie do niego się udają, nigdy nie były zawiedzione. Tak zaręczał św. Bernardyn Sieneński i św. Teresa. Warto, żebyście i Wy z ufnością do niego się udawały.

(1) List bł. Honorata do S. Teresy Herman-Iżyckiej

Nic nie ma pożyteczniejszego dla duszy jak to, gdy poznaje, że nie odpowiada łaskom Bożym. Dobry Bóg potrafi nawet w tym życiu rozproszonym, jakie pędziłaś, znaleźć wiele rzeczy dobrych na chwałę Jego spełnionych i nie zostawi twej duszy bez pożytku z tych czasów, a teraz wprowadza Cię na nową drogę, abyś w inny sposób Panu służyła i w duchu postępowała. Dopomoże na tej drodze, tak jak i na tamtej, tylko ufaj Jego dobroci, a co widzi w Tobie przeciwnego, to miłosierdziem swoim oczyści.
Boże, błogosław.

(2) List bł. Honorata do Matki Honoraty Kolasińskiej

Myślę, że musisz być pod wpływem jakiejś pesymistki lub słabszego ducha osoby, która w tak czarnych kolorach wszystko widzi, bo ja, o ile słyszałem od waszego ojca duchownego i od innych osób przychylnych, to Zgromadzenie wasze bardzo dobrze na duchu stoi i ma bardzo wiele dusz pięknych z wyjątkowym powołaniem. Ależ nie ma żadnego zgromadzenia i nie było nigdy, które by nie miało różnych braków, które w tak trudnym życiu są niezbędne. Podobnież i co do materialnego położenia te same trudności, jakie są u Was, istnieją wszędzie. Może najmniej u wiejskich, bo każda z nich ma swój posag i niewiele kosztuje ich utrzymanie, ale miejskie wszystkie są w wielkiej potrzebie. Ależ to jest cecha wszystkich zgromadzeń franciszkańskich. Każde zaczęło bez żadnego funduszu i każde pracuje nad siły, i to należy uważać za cud nieustający, że się utrzymujecie. Bo dziewczyna światowa, żeby zarobiła na swój ubiór tylko, to potrzebuje wstać raniutko, o Mszy ani myśleć nie może, i żyć lada czym musi, a Wy oddajecie się i ćwiczeniom pobożności, i pracom nad drugimi, a jednak żyjecie i słusznie ufacie Bogu, że Was z tych trudności kiedyś wydobędzie. Ale pamiętajcie, że w miarę większych pożądliwości zwykle zakrada się mniejsza gorliwość. (-).
Po wtóre rada jest św. Franciszka, aby – gdy nam nie dają odpowiedniej nagrody za prace – udawać się do stołu Pańskiego, prosząc jałmużny po domach. Nie macie habitów, ale możecie mieć świadectwo biskupa Ruszkiewicza lub kieleckiego i z tym udawać się do zacnych dobrodziejów, przedstawiając wasze zadanie i prace, i prosząc o pomoc. (-).
Zresztą trzeba się modlić gorąco i obrać sobie św. Józefa za gospodarza, jak robią inne zgromadzenia i doświadczają bardzo skutecznie Jego opieki w każdym zdarzeniu.
W końcu należy skutki ubóstwa z weselem znosić i za zaszczyt sobie uważać, że możecie w takiej nędzy służyć P. Bogu, i na duchu przez rekolekcje się odnawiać. (-)

(1) List bł. Honorata do Matki Honoraty Kolasińskiej

Kto zaczyna spełniać obowiązek od Boga włożony z takim usposobieniem, ten może się spodziewać największego pożytku i błogosławieństwa Bożego, bo przy takim usposobieniu nie ma wątpliwości, że nic się nie szuka swego i że miłość własna żadnego w tym udziału nie ma. A więc z czystej tylko miłości Bożej (choć się jej nie odczuwa) i dla spełnienia Jego woli, choć własna wola opór stawia, ale składa się na ofiarę Bogu. Trzeba tylko z wiarą się brać, że to wola Boża i zdać się z tym na Boga, czy On zechce to na pożytek dusz obrócić, czy na twoje upokorzenie i zawstydzenie.
Niech Cię Bóg błogosławi, a Matka Boska będzie twoją Mistrzynią.
Modlić się będę.

(1) List bł. Honorata do Matki Franciszki Marii Witkowskiej

Niech P. Jezus obróci na Ciebie najłaskawsze swoje Oblicze i niech wejrzeniem swoim rozpada w sercu twoim coraz gorętszą miłość ku Sobie.
Wpatruj się często w to P. Oblicze potem oblane w pracach ręcznych od młodości, abyś się zachęcała do naśladowania tego Boskiego wzoru w pracach dla miłości Bożej podjętych i drugich przywodziła do tego.
Spoglądaj często na to Przenajśw. Oblicze krwawym potem oblane, abyś się pobudzała do wynagradzania Mu zniewag, jakie Mu ludzie wyrządzają, szczególniej w czasie prac w duchu tego świata spełnianych.
Przeglądaj się często w tym Przenajśw. Obliczu jako w zwierciadle, abyś odbiła je na swojej duszy i stała się Mu podobna w dobroci i łaskawości, i zasłużyła wpatrywać się w Nie przez wieczność całą.