4/ Pokutnik

„Ojciec nasz prowadził życie bardzo umartwione i surowe, tak, że w Zakroczymiu jeszcze, ludzie przezwali Ojca «Pokutą».

Wyrazem umartwienia był post, który o. Honorat podejmował w różnych intencjach. Szczególnie pościł za wszystkich odstępców od wiary. Przy tym nigdy nie narzekał i nie skarżył się: „Ojciec zachowywał wszystkie posty, a nieraz pościł przez 9 dni o chlebie i wodzie, chcąc jaką łaskę uprosić u P. Boga. A po wystąpieniu O. Antoniego (Szecha) zaczął post dziewięciodniowy b. ścisły: jadał tylko sałatę z octem i chleb, ale nie mógł dokończyć, bo się rozchorował z tego powodu".

Honorat był bardzo surowy w stosunku do siebie i nigdy nie chciał być traktowany przez braci w sposób wyjątkowy. Br. Paweł Litwiński wspominał, że zakazał infirmarzowi podawania mu innej potrawy niż ta, którą jedli wszyscy bracia w refektarzu, chociaż wówczas chorował na żołądek. Ten pokutny upór wyrażał się czasem w odmowie jedzenia podanego posiłku, o czym w swojej relacji napisał br. Stanisław Szczech: „Brat, który obsługiwał Ojca Honorata w podeszłym jego wieku opowiadał, że gdy się Ojciec dowiedział, iż miał podane potrawy na obiad nie ze wspólnego stołu, nie chciał jeść, mówiąc, że mu nie wolno się wyróżniać; trunków rozpalających nigdy nie pił".

O. Honorat, jak tylko mógł, ukrywał swoje dolegliwości, jednocześnie wykazując ogromną cierpliwość w cierpieniu. Nigdy się nie skarżył, a „jeśli chciano, żeby sprowadzić doktora, trzeba było uprzedzić doktora o tym, żeby przy ojcu twierdził że tylko okazyjnie go odwiedza".

Ukrywał również fakt używania narzędzi pokutnych, co jeszcze bardziej pogarszało jego stan zdrowia. Matka Róża Godecka tak opisała usłyszaną relację: „Ojciec nosił pasek kolczasty, który wpił się w ciało Ojca. Dowiedzieli się o tym wtedy dopiero, kiedy Ojciec zachorował i doktor został wezwany do zbadania choroby. Musieli podobno po kawałku wyrywać z ciała ten pasek. Słyszałam, że Ojciec nasz lękał się sądu Bożego z powodu odpowiedzialności za tyle dusz, które prowadził".

Nie chciał również, by ktoś się nad nim litował. Wręcz uciekał, aby nikt nie miał okazji do tego, by mu pomóc. „Pewnego razu wyszedł z konfesjonału i upadł na posadzkę, penitenci jego, których nigdy nie brakowało przy konfesjonale, otoczyli go kołem, co mu jest, a on: nic, nic nie jest. Wtoczył się za drzwi na korytarz, drzwi zatrzasnął, by go nie żałowano".


W: W szkole świętości błogosławionego Honorata, pod red. T. Płonki OFMCap., Sandomierz-Zakroczym 2008.