Kod Ojca Honorata

Kiedy na terenie zaboru rosyjskiego car likwidował zakony, błogosławiony ojciec Honorat Koźmiński założył w konspiracji 26 wspólnot religijnych, na dodatek robiąc to wyłącznie korespondencyjnie.

Święci cały czas pomagają. Niektórzy wykazują się nieprawdopodobną wręcz aktywnością. Do tego grona należy bez wątpienia kapucyn błogosławiony ojciec Honorat Koźmiński (1829-1916). Świadczą o tym trzy tomy "Uzdrowień i łask" dokonanych za jego przyczyną, wydane przez ojca doktora Gabriela Bartoszewskiego.

Stan beznadziejny nie istnieje!

Brat Bernard Maria Stanisław Bartnik, franciszkanin z Niepokalanowa, był jednym z najwybitniejszych polskich zegarmistrzów. Wraz z innym franciszkaninem, bratem Wawrzyńcem Marią Podwapińskim, wydał 12 tomów podręczników dla zegarmistrzów.

Na początku 1988 roku brat Bernard zachorował na nowotwór. Pobyt w szpitalu nic nie dał. W stanie, jak określano, beznadziejnym odesłano go do klasztoru. Nie zalecano żadnego leczenia, tylko przepisano tabletki odwadniające na wodobrzusze. W tej, wydawałoby się, sytuacji bez wyjścia, czcicielka ojca Honorata z Nowego Miasta nad Pilicą, gdzie działał błogosławiony, rozpoczęła nowennę do Miłosierdzia Bożego, prosząc o wstawiennictwo kapucyna.

Brat Bernard po powrocie ze szpitala miał wysoką temperaturę, nie mógł pić i opadał z sił. W dziewiątym dniu nowenny, 18 marca 1988 roku, temperatura zaczęła spadać i powrócił apetyt. Kiedy kobieta, która się za niego modliła, dowiedziała się o tym, ścierpła jej skóra. Nie miała bowiem wątpliwości, że to cud. Brat Bernard też uważał swoje wyzdrowienie za cudowne. Od tamtego czasu żył jeszcze 14 lat. Zmarł w 2002 roku.

200 razy na minutę

Podobny przypadek, określany jako beznadziejny, wydarzył się kilka lat później. Wiktora  Ł. od 10 lat chorowała ciężko na serce. 6 stycznia 1995 roku została skierowana do szpitala w Żurominie. Nabawiła się tam dodatkowo zapalenia płuc.

"Leżałam pod kardiostymulatorem 4 tygodnie. Serce było mi 200 razy na minutę. Nie były to uderzenia serca, lecz hipotonia przedsionków. Przez ten czas nie mogłam wstawać, podawano mi basen. Czułam się okropnie. Do głowy przychodziły mi różne myśli. Lecz otuchy i wiary dodawała mi przyklejona na ścianę Matuchna Żuromińska, papież Jan Paweł II i wizerunek Honorata Koźmińskiego. To do Niego właśnie udałam się w chwilach zwątpienia, poprosiłam Go bardzo o wstawiennictwo do Boga i Matki Bożej" - wspomina Wiktora Ł.

Modlitwa została wysłuchana. Kobieta szybko wracała do zdrowia. Ustąpiło zapalenie płuc i migotanie przedsionków. "Jestem święcie przekonana, że błogosławiony Honorat Koźmiński dopomógł mi. Ubłagał u Boga i Matki Najświętszej łaskę uzdrowienia" - twierdzi Wiktoria Ł.

Jezus przyszedł do więzienia

Ojciec Honorat, skromny, bezbronny zakonnik, dokonał rzeczy wprost niewiarygodnych. Kiedy podczas zaborów ukazem carskim zlikwidowano klasztory, a życie zakonne zostało niemal sparaliżowane, ojciec Honorat znalazł sposób, wobec którego okazali się bezradni szpicle i carscy urzędnicy. Nie wychodząc ze swego klasztoru założył 26 wspólnot religijnych! Stworzył formę życia zakonnego w ukryciu. Polegała ona na tym, że zakonnice i zakonnicy nie nosili habitu i nie mieli żadnych oznak wyróżniających ich spośród zwykłych ludzi.

W młodości nic nie zapowiadało, że Florentyn Wacław Koźmiński zostanie świętym. Podczas nauki w gimnazjum w Płocku, on, wychowany w duchu religijnym, odszedł do Boga. Powrót do wiary nastąpił w dramatycznych okolicznościach. 17-letni Wacław, ukochane dziecko swojej matki wdowy, został posądzony o udział w spisku i aresztowany w osławionym X pawilonie Cytadeli Warszawskiej. Młodociany więzień przeszedł załamanie psychiczne i dopuszczał się bluźnierstw przeciwko Bogu. Na domiar złego jego życie zawisło na włosku. Chory na tyfus trzy tygodnie leżał bez przytomności, aż wreszcie lekarz więzienny zastosował radykalny środek, który miał przynieść albo śmierć, albo zdrowie, Wacław przeżył.

15 sierpnia 1846 roku stał się dniem jego nawrócenia. Jak wspominał później: "Odtąd całą gorycz więzienia tak mi Bóg odjął, że mi się ono w raj zmieniło. Tam pokochałem samotność i rozpocząłem życie duchowne". Stało się tak dlatego, tłumaczył, bo "Jezus przyszedł do mnie do celi więziennej i łagodnie do wiary doprowadził".

Brat mniejszy

Po niespełna roku więzienia młody Koźmiński został wypuszczony na wolność. Rozpoczął surowe, ascetyczne życie, długie noce spędzał na modlitwie. Po spowiedzi odbytej 8 września 1847 roku w warszawskim kościele kapucynów nie miał wątpliwości, że chce realizować swoje powołanie w tej wspólnocie zakonnej.

Kiedy pokonał opór matki, która nie chciała utracić jedynaka, kulturalnie wyglądający i dobrze odziany młodzieniec w grudniowy dzień zapukał do furty warszawskiego klasztoru kapucynów i stanął przed obliczem ojca Beniamina Szymańskiego, późniejszego biskupa podlaskiego. Od razu poprosił go o przyjęcie jako brata konwersa. Zakonnik, nieco zaskoczony, poprosił Koźmińskiego, aby wytarł kurze w rozmównicy swoim fularem, czyli noszoną według ówczesnej mody ozdobną chustką pod szyją. Wacław bez namysłu spełnił tę prośbę.

Po kilku dniach próby Wacław Koźmiński poszedł do nowicjatu w Lubartowie, gdzie już 21 grudnia otrzymał habit i przybrał imię zakonne Honorat. Na kierownika duchownego wybrał sobie ojca Prokopa Leszczyńskiego, jednego z najwspanialszych zakonników w całym zaborze rosyjskim.

33 razy dziennie na adoracji

Przez pierwszych dziesięć lat pracował w Warszawie, rozwijając niezwykle aktywną działalność apostolską. Dał się poznać jako spowiednik, kaznodzieja i misjonarz ludowy. Do jego konfesjonału ciągnęli ludzie nawet spoza kordonu, a jego kazań słuchały tłumy.

Propagował koła żywego różańca i tercjarstwo franciszkańskie. Pozostanie zagadką jak ten bardzo zapracowany zakonnik znajdował czas, aby 33 razy dziennie - tyle ile lat liczyło ziemskie życie Jezusa - nawiedzać Najświętszy Sakrament.

Mimo surowej reguły zakonnej, dodatkowo się umartwiał. Kładł się spać po 19, wstawał o północy. Szybko skupił wokół siebie środowisko pobożnych kobiet, z których powstanie Zgromadzenie Sióstr św. Feliksa (felicjanki), a niedługo potem kapucynki klauzurowe.

Inspiracja w konfesjonale

Władze carskie kasując klasztory w 1864 roku przewidywały, że po 30 latach życie zakonne na terenach polskich przestanie istnieć. Tymczasem, dzięki działalności niezmordowanego  kapucyna, liczba zakonników i zakonnic znacznie się powiększyła, a z końcem XIX wieku wynosiła około 10 tysięcy osób. Gdyby rzecz się wydała, ojciec Honorat trafiłby niechybnie na Sybir.

Od 1892 roku działał w Nowym Mieście nad Pilicą. Wzór dla nieznanej wcześniej formy życia zakonnego, dostosowanego do realiów Kościoła pod zaborami, odnalazł w ukrytym życiu Najświętszej Rodziny z Nazaretu. Z tej inicjatywy zrodzonej w konfesjonale rozwinęła się dynamicznie sieć placówek opiekuńczych, zakładów dla sierot i kalek, szkół ludowych, ambulatoriów, ochronek, szwalni i innych instytucji, która objęła cały kraj.


Chodził zawsze z Bogiem

Nowymi zgromadzeniami kierował poprzez konfesjonał i korespondencję. Czasem posługiwał się telegrafem. Kiedyś np. chcąc poinformować siostry felicjanki, że doszły do niego dwa ważne listy, zatelegrafował: "Kazimiera szczęśliwie powiła bliźnięta".

Zasłynął także jako propagator częstego przyjmowania Komunii świętej. Wielką miłością obdarzał Matkę Boską. W 1867 roku podczas rekolekcji w Zakroczymiu oddał się Matce Najświętszej w niewolę miłości. Przyczynił się też do ustanowienia święta Matki Boskiej Częstochowskiej, obchodzonego dzisiaj 26 sierpnia.

Całe życie ojca Honorata współczesny mu współbrat zakonny określił jednym zdaniem: "Chodził zawsze z Bogiem".

W: Tajemnice wiary, tom 15, Warszawa 2015.